Posty

Panie Mieciu! Fotkę proszę...!

Zapłodniony myślą przez Dobrego Fotografa dzisiaj rano... chciałbym się podzielić z Wami taka oto sugestią, którą też wyraziłem w dyskusji pod poprzednim postem. Uważam, że era amatorskiego cykania dla oszczędności się skończyła. I odchodzi w przeszłość. Bum na aparaty fotograficzne wielkości dłoni ruszył na dobre jakieś dziesięć lat temu. Każda firma zaopatrzyła swój dział marketingu lub administratora zasobów trwałych w firmie (powiedzmy - pana Miecia) w aparat fotograficzny. - Panie Mietku... to jest aparat fotograficzny firmy "OdrazuNaEkranie 4dsi". - ...? - Od dzisiaj będzie Pan dokumentował wydarzenia w firmie i od czasu do czasu robił nam zdjęci naszych produktów do folderów reklamowych, które może za parę lat zaczniemy wydawać. - Ale ja się nie znam na fotografii...?! - I dlatego właśnie kupiliśmy ten aparat. On sam wszystko mierzy i na dodatek od razu widzi Pan, co trzeba poprawić. Komputer już Pan ma. - A... nie trzeba jakiegoś programu do tego. - Eee, panie Mieciu....

Talenty...

Obraz
Pamiętacie przypowieść o talentach? Ulubiona opowieść księży, którzy prowadzą Msze Św. dla dzieci. Daje pole do setek interpretacji i jest jednocześnie bardzo prosta. W skrócie: "Pewien pan miał wyruszyć w daleką podróż. Wezwał więc trzech służących i dał im pieniądze: jednemu pięć talentów, drugiemu dwa talenty, trzeciemu jeden talent. Dwaj pierwsi pomnożyli swoje pieniądze umiejętnie je inwestując i obracając nimi. Trzeci służący, nie wiadomo czy w obawie, że straci powierzoną sobie kwotę, czy nie umiał inwestować, zakopał swoje pieniądze. Kiedy pan powrócił, rozliczał służących z ich decyzji na temat powierzonych im kwot. Pierwszego i drugiego pochwalił, a trzeciego wydalił ze swojego domu jako złego sługę." W sumie też straszliwie mnie denerwuje gdy ludzie obdarzeni talentem marnotrawią swój talent na jakieś mniej ważne rzeczy, a spoczywający w rękach i umysłach dar jakoś tak gnije. Straszliwie mnie wnerwił Staszek! Straszliwie! Bo on jest przykładem takiego zakopywacza t...

A co to znaczy 'program'...?

Każdy kto ma dziecko w wieku minimum 3-4 lat wie, że często używanym zwrotem u tych młodocianych osobników naczelnych jest zwrot: 'a co to znaczy' lub 'a dlaczego'. Jednak ostatnio zdałem sobie sprawę, że biorąc pod uwagę zakres sensownego słownictwa (sic!) jakim się posługuje to małe Coś, nie opuszczające deski za sobą w łazience, jest niewspółmiernie wielki do ilości przytoczonych pytań, które mi zadaje. Innymi słowy - zadając tak niewiele pytań o znaczenie słów i zwrotów - ten bąbel niewiele większy od mojego aparatu przyswoił sobie olbrzymi, wprost gigantyczny zakres wiadomości i sensu życia. Oj tak... wielkie słowa. Sens życia.... ale uzasadnione... Oto bowiem, jak nie trudno wywnioskować, młody naczelny przyswaja pewne rzeczy z kontekstu. Nie pyta mnie o każdą rzecz. Nie usłyszałem nigdy pytania: A co to jest piżama? A co to jest telewizor. Nauka jest kontekstowa. Znaczenie słów wyłapywane jest z kontekstu zdarzenia. I juz zapewne wiecie, że zamierzam coś napisać ...

Fora... na dwora

Trochę kiepska gra słowna, ale sens jest prosty. Oto, miałem okazję być dzisiaj pół dnia w Toruniu. Miasto, które wspominam z cudownym sentymentem kilkulatka, który na ul. Chopina budzony był w wakacje przez osły wyjące rano z ogrody zoologicznego przy tej samej ulicy. Zamiast kogutów. Babcia prowadzała mnie wokół hotelu Kosmos i pomnika ucieczki ks. Popiełuszki, taplałem się w basenach odkrytych niedaleko mostu... obu tych rzeczy niestety już nie ma, ale sentyment pozostał. Toruń mi się bardzo podoba. Starówka naprawdę ma charakter. Oto więc trafiłem na wystawę grupy Fotokujawy w Dworze Artusa. Nie chcę tutaj pisać o zdjęciach, choć kilku znajomych tam znalazłem (pozdro Phoenix :)), ale raczej o tym, że wystawa ta zaistniała najprawdopodobniej tylko dlatego, że istnieje Forum Nikona. Bo członkowie grupy, jak piszą na ogłoszeniu, wywodzą się z tego środowiska i jednocześnie wystawa wpierana jest przez te forum. I tak sobie sięgam pamięcią w moją przeszłość internetową i muszę przyznać,...

Remake...

Obraz
Czasami naszą wyobraźnią rządzą znane obrazy, zdjęcia, dźwięki tkwią nam w głowie. Nie potrafimy się z nich otrząsnąć, za to zaczynają wpływać na to, co robimy. Uparte obrazy fotograficzne są szczególne złośliwe. Sesja trwa w najlepsze. Wszystko gotowe, ludzie czekają, a ja mam w głowie obrazy, które już ktoś zrobił, które nie dają mi przestrzeni do oddechu dla własnej wyobraźni. Kręcę się. Miotam. Jednak wbite w mózg kompozycje, za każdym razem mieszają się z własnymi... świeży zapach nowych kadrów oplata gęsta, słodkawa woń czegoś znanego. Jak nałożony na świeżą skórę ciężki perfum Paula Gaultier. Jedna teoria mówi, że fotografii uczymy się oglądając zdjęcia, i że jest to najlepsza szkoła dla każdego fotografa. A ja mam wrażenie, że to szkoła podobna matrycy . Odznaczamy w sobie bowiem ślad tak trwały, jak matryca w metalu wytłoczona. I prędzej czy później ta matryca się nam zwali na głowę. Jakby nam ktoś w czoło przybił znak. A gdyby tak nie oglądać? Czy można to sobie wyobrazić? We...

Mistrz mody... Meisel

Obraz
Każdy ma swojego Mistrza. Niektórzy toczą z nim niekończące się dysputy i rozważania niepoparte zdjęciami. Ba! Czasami nawet Mistrz nie pokazuje swoich zdjęć dla zasady, bo wówczas mógłby... przestać być Mistrzem. W dziedzinie modowej, mistrzów jest wielu. Jednak mam wrażenie, że tylko jeden fotograf osiąga poziom, który pozwala mu być nauczycielem dla wszystkich pozostałych uznanych Mistrzów. Jest nim Steven Meisel. To, co zrobił on z Lindą Evangelistą w najnowszym numerze włoskiego VOGUE to Creme de la Creme... Polecam odwiedziny w saloniku jakimś prasowym i przeglądnięcie tego Vogue. O ile trendy we współczesnej, nowoczesnej stylistyce modowej wyznaczają takie pisma jak Numero, NOI.se, ID, WAD i tym podobne, o tyle Vogue zawsze będzie z nimi wygrywał sesjami, które zapisują się w historii fotografii fashion. Meisel jest wielki i więcej pisać nie ma co... A sesja jest... uch... Steven Meisel Captures Linda Evangelista For Vogue Italia (VIII 2009) Oczywiście zdjęcia w sieci nie oddaj...

Migawka...

Obraz
Zadanie było proste. Nie posiadając obiektywu z centralną migawką, zrobić zdjęcie aparatem 4x5 cala...:) Do dyspozycji szkło z początku XX wieku, Polaroid 59 oraz kamera. Szkło dla utrudnienia osadzone na płytce niepasującej do kamery. Problemem była jedna sprawa... migawka. Jak w dzień zrobić zdjęcie na materiale 80 ISO nie posiadając migawki, żadnego mechanizmu...?! Rozwiązanie: długi czas naświetlania i migawka manualna :) Długi czas to wysoka przysłona. Szkło posiadało jasność f8-f45. Więc długi czas da się wyciągnąć w cieniu. Wyszło 2s przy f-45. I oto poniżej jedna z najnowocześniejszych migawek nieszczelinowych. Wykonana ze stopu bawełny i nylonu. Realizuje bez pudła czasy pomiędzy 2s a nieskończonością. Posiada precyzyjny uchwyt zaczepu. Przebieg pionowy lub poziomy w zależności od potrzeby. Zakładana przed obiektywem jest łatwa do zamontowania i do demontażu...:) Migawka działa. Aparat działa. Szkło działa. Kaczka działa. Fajna zabawa w historię fotografii... :)