Od lat męczy mnie coś. To coś, ukrywa się pod słowem: wykorzystywanie. A dokładniej - czy artysta ma prawo wykorzystywać innych ludzi i ich ułomności do osiągnięcia jakiegoś celu mniej lub bardziej artystycznego. By zaspokoić swoje ego!? Kurcze fundamentalne pytanie, które rodzi się za każdym razem gdy widzę banalny portrecik jakiegoś ćpuna pod dworcem lub pijaka lub słynne już zwycięskie zdjęcia narkomanki z WPP kilka lat temu. Tym razem poruszył mnie (negatywnie) materiał omawiany na SO autorstwa Oiko Petersena, pt.: "DOWNTOWN Collection ", w którym gość przebrał ludzi chorych na Zespół Downa w śmieszne stroje i ustawił ich w śmiesznych pozach. Jednocześnie czytając uzasadnienie autora krew mnie zalewa: "W obiegowej opinii zespół Downa kojarzy się z nieszczęściem i smutkiem, jednak w rzeczywistości może być całkiem inaczej. Jeżeli tylko nie będziemy patrzyli na osoby z zespołem Downa przez pryzmat naszej normalności szybko okaże się, że zespół Downa wcale nie musi być...
Prawie każdy tytuł mojego posta nosił wielokropek. Dlaczego? To akurat proste, każdy z nich był jedynie moją wizją tego, czym może być, jest lub czym wydaje mi się, że jest fotografia. Wieloznaczność jest wspaniałą cechą fotografii. Odnosimy widziany obraz do swoich doświadczeń, odczuć, stanów emocjonalnych z danej chwili. Wielokropek jest jak listki przysłony. Odpowiednio domknięte potrafią ukazać to, co w tle lub to co na wierzchu. Wielokropek rozmywa nam dosadny pierwszy plan, kieruje myśl, wzrok na inne elementy tematu. Miałem nadzieję, że nawet nie zgadzając się ze mną, czyni się dyskusję o fotografii czymś, co pozwala poznać. Poznać inne widzenie, ludzi, fotografów i wreszcie - samą fotografię jako medium. Pewnie już się domyślacie, że to forma listu pożegnalnego. Użytkownicy elektronicznych aparatów powiedzieliby, że się baterie skończyły. Ci, którzy cenią manuale zapewne stwierdzą, że po prostu rolka się kończy. Jakkolwiek tego cudnie nie określę, mam wrażenie, że doszedłem do ...
Milion, pięćset, sto, dziewięćset... Czytam wzory umów na fotografię ślubną pościągane z sieci i mnie przerażenie ogarnia. W większości ofert, minimalną ilością zdjęć, jaką gwarantują fotografowie to 200 fotek... :) A najczęściej jest to 300 i więcej!! A ja uważam, że prawdziwie dobrze zrobiony ślub powinien zamykać się maksymalnie 20 zdjęciami. Zresztą nie widzę ani miejsca, ani powodów aby robić więcej zdjęć...!? No prześledźmy to: - przygotowanie: panna zakłada suknie, pan zapina spinki, rodzice błogosławią ( 3 foty ) - ceremonia: wejście, obrączki z przyrzeczeniem, wyjście w fontannie płatków i ryżu ( 3 foty ) - dom weselny: wejście, taniec, tort (warunkowo!), oczepiny ( 4 foty ) Jak na razie mamy 10 fotek, które zamykają całość dnia ślubnego. Żeby nie było gadania można zrobić dodatkowo: - teściową robiącą makijaż, - samochód z leżącą na masce panną, - widoczki w ławkach (błeee!), - składanie życzeń, - taniec pijanego wujka z ciotką. To daje dodatkowe 5 fot . Mamy już 15 zdjęć....
Komentarze