Określenie - Jesteś nienormalny! - generalnie ma zabarwienie pejoratywne. Ale nie wszędzie i nie do końca to prawda. Oto bowiem, wśród pewnych środowisk, bycie normalnym jest co najmniej ujmą na honorze i świadczy o (uwaga!) ograniczeniu umysłowym. Za to bycie nienormalnym daje przepustkę do zrozumienia prawdziwej tkanki ontologicznej. Słowa więc normalny i nienormalny w określonym kontekście mogą zamieniać się znaczeniami. Sztuka jest świetną warstwą kulturową, na której te słowa robią karierę i najłatwiej je zdefiniować wymyślnym akapitem. Czemu pisze te androny...? Bo zadałem sobie pytanie czy ja jestem już tak bardzo normalny, że rzygać się chce ludziom na mój widok i na widok moich postów, czy też może (oby!) jednak wciska się nam coś by nas przekonać, że nasza normalność to ułomność. Czytam bowiem oto COŚ TAKIEGO na jednym z portali fotograficznych i oglądam podłączone zdjęcia. I nie rozumiem! Łzy napływają mi do oczu. Kark wilgotnieje w ułamku sekundy, bo cała wiedza, która za...
Komentarze
Może dlatego, że przypominają mi moje amatorskie fotki dzieci w pióropuszach z pomalowanymi twarzami, jedzących paluchami karkówkę z grilla... a to, że im cholernie smakuje maluje się na twarzach. Zdjęcia są żywe, z jajem, a że technicznie niedoskonałe nic im nie ujmuje :)
M.
Swego czasku kupiłem na giełdzie staroci kilka paczek papieru Agfy z lat 60tych. Jeszcze nie próbowałem, ale efekty mogą być ciekawe (dwudziestoletni papier Fotonu miał bardzo artystyczne plamy:))
Pozdrawiam
Akurat ten motyw (modelka z piórkami) podoba mi się bardziej w wersji "zepsutej".
---
Henri Cartier-Bresson powiedział między innymi tak: "ostre zdjęcia są okropnie drobnomieszczańskie".
Te rzeczone iczkowe nie są nie tylko drobnomieszczańskie ;-) ale co gorsza, nie są nawet niezłe :-(
Niedoskonałość jest ludzka. Doskonałość - mechaniczna.
Stawiając na wady.. na nieprzewidywalność akcesoriów wadliwych, tworzy się coś równie wadliwego, ludzkiego, bliskiego.
To nie moda :) Mody mijają, a celowe psucie, niedoskonalenie będzie trwać :)
Te powroty do "nieperfekcji" są już widoczne od paru lat.
Fotografia fashion po prostu zapchana jest tymi "zepsutymi" fotami. Czasami mam wrażenie, ze to się przejadło i następuje już odwrót.
Ale mnie często korci coś innego.
Bawię się w sprawdzenie siebie... tak sobie myślę, ze to w ogóle jest dobre ćwiczenie.
Oto znajduje jakiś styl i staram się sprawdzić sam siebie, czy się uda...
Akurat w tym wypadku jest to banalne, bo jakkolwiek bym tego nie sfocił, to jest ok :)
No bo co to za problem... ja te foty robiłem tak ot, żeby zobaczyć jak wygląda 669. Ale może (tak jak u innych) powinienem z nich zrobić cykl, swój styl...?
Kto wie!?
Po prostu te zepsute wydały mi się fajniejsze, co samo przez się już coś znaczy ;)
M.
To jest wydrukowane od razu :)
Wiec bym się nie martwił tym akurat, a co do umiaru to wiesz, ze się zgadzam w 120% :)
@wujek - to podobny temat do malowania zdjęć :) Sensowna granica jest w ogóle dobrem poszukiwanym :)
;-D. Z tą różnicą, że moda na to określenie nie wróciła hihi.
Na mnie te foty robią lodowate wrażenie, ale w takim pozytywnym sensie. Trochę jak z horroru, w którym bohater znajduje stare zdjęcia i koniecznie chce poznać historię modelki i w ogóle historię zrobienia tych zdjęc..i zaczynają dziać się dziwne rzeczy -i skrzypią drzwi, aparaty same pstrykają zdjęcia i hula wiatr - hulhul ;-D
a tak poniewierana przez elity cyfra- to naturalny efekt ludzkiego dążenia do perfekcji, dokonalenia technik. i z cyfry jak i niecyfry mogą powstać dzieła doskonałe. (wiekszość cyfrowych zdjęć jest dlatego martwa, że autorzy są zlymi fotografami, narzędzie niewinne)- daj najgenialniejszą temperę jajeczną i deski lipowe 400letnie malarzowi-kiczmejkerowi ze starówki- i ..monalizy nie namaluje, choć narzędzie szlachetne.
takie moje zdanie
co do Iczkowych zdjęc- w blędnych kolor świetny i ten robi klimat. ale gdyby to zdjęcie , z tymi kolorami-zrobić idealnie technicznie, a ten kolor byłby celem- to czy lepsze by nie było?
a tak na marginesie- lepiej by też było bez malunku na buzi i piórka.
pozdrawiam autora mojego ulubionego bloga i tegoż czytelnikow.
j.a. wroński