Posty

Atrybut...

Obraz
Pamiętacie co było podstawowym atrybutem Brudnego Harrego..?:) Oczywiście Magnum kaliber 44 - najpotężniejsza broń krótka na świecie. Bez tego narzędzia w dłoni, Clint nie wydawałby się taki mocarny przy jednoczesnym lekceważącym spojrzeniu, które rozbraja. Gdy jednak w Jego dłoni zabłyszczała czarnym chromem lufa Magnum, świat zamierał i truchlał czekając na wspaniały odrzut broni po każdym strzale. Jeszcze bardziej wyrazistym atrybutem znanym powszechnie był lizak Kojaka (Telly Savalas). Łysa, bandycka głowa i ciemnie okuilary dawały świetny kontrast. Lizak, wymyślony przez scenarzystę dopełnił obrazu dobrodusznego, ale ostrego policjanta. Żeby było nieparzyście, to jeszcze wspomnę tylko o atrybucie, którego nie mogłem pominąć :) Cygaro to jeden z najpopularniejszych chwytów charakterologicznych:) Mi kojarzy się niezmiennie z jednym aktorem :) Do czego zmierzam. Ano w prostej drodze do atrybutów fotografa. Może już nie tego filmowego, ale raczej tego na ulicy spotykanego. Zwróciliści...

Transfotografia wpada w trans...

Obraz
Śledzę ten festiwal (!?) od samego początku. Tegoroczna edycja wydaje się jednak być wyraźną oznaką zmęczenia materiału, a może po prostu braku funduszy? Bo byłoby przerażające gdyby stan i kondycja tego festiwalu była efektem braku pomysłu na ówże! Niestety wszystkie znaki na ulotce reklamującej tegoroczną edycję Transfotografii wskazują, że tak jest. W sumie, to zacząłem sięgać do archiwalnych tekstów o festiwalu, aby się dowiedzieć o co w sumie chodzi z tą transfotografią...? Trans co? Pierwsza edycja ( 2006) to była fotografia polska i francuska. Miała jasny przekaz: [...]Transfotografia przypomina o związkach kulturalnych, które od zawsze istniały pomiędzy Francja i Polska. Angażując kawiarnie, galerie, opuszczone fabryki, jak również place, ogrody czy promenady dzięki festiwalowi Transfotografii sztuka wyjdzie bezpośrednio na spotkanie z widzem. Nowoczesne zbliżenie fotografii i panoramy aktualnej Europy, Transfotografia otwiera nowe spojrzenie na świat[...]. Potem (2007) zaczęł...

Śladami Susan Sontag...

"Interpretując Fotografię. Śladami Susan Sontag" to rzecz, którą warto mieć, przeczytać, ale nie należy się zbytnio nastawiać do tej lektury. Ponieważ książka jest zbiorem tekstów odnoszących się do "O fotografii..." rzeczonej autorki więc raz trafimy na logiczny i spójny tekst, a kilka kartek dalej czytamy nieskładne myśli odnoszące się do wszystkiego i niczego, nie idące w żadnym sensownym kierunku. Ponieważ "O fotografii..." jest rzeczą dość trudną do zdobycia za ludzkie pieniądze (ostatnio na Allegro odpuściłem licytację na 113zł), to wielu z nas pewnie nie miało okazji zapoznać się z materiałem źródłowym. Myślę, że to konieczne, bo interpretować czyjeś słowa przez pryzmat kolejnych osób, to już przesada :) Ja przeczytałem i dało mi do myślenia wiele akapitów, ale teraz trzeba w końcu przeczytać Sontag. Tak przyznaje się... nie czytałem tego. Strach aż :) Nie zmienia to faktu, że "Interpretując..." trzeba mieć na półce. Tuż obok Barthesa.. :)

Malemana... złe sesje wykończą

Obraz
Nie wiem czy sięgacie po to pismo, które tworzy Oli Janiak - pierwszy playboy polskich plaż :) Ja sięgam. Znam trzy numery, bo pozostałe dwa jakoś ominąłem fotograficznie. W każdym z nich była jedna główna sesja. Pierwsza była z Małaszyńskim. Krew i farba ciekła mu z warg, oczu, oczu i nie wiem skąd jeszcze. Redaktor naczelny orzekł, że właśnie w kierunku takich świetnych i nietypowych (!?) sesji będzie szło pismo. Już się bałem. Potem ominąłem dwa numery, bo ciekawych zdjęć nie znalazłem wcale i czwarty numer przygniótł mnie sesją z Lindą w lesie. O mój boże! Nie wiem kto to robił, ale widziałem gdzieś na sieci nawet backstage z tego cuda. Naprawdę trzeba mocno nie lubić pracodawcy, aby tak zepsuć sesję z w sumie dość oryginalnym i wyrazistym modelem, jakim jest Linda. Pomyślałem wtedy, że to pismo nie ma szans. Że poza biedotą tekstową i brakiem jakiejkolwiek spójnej wizji takiego pisma, ich wykończą kolejne sesje w tym stylu. Dzisiaj zobaczyłem piąty numer z Borucem. Słyszałem, że s...

Dobre zdjęcia...

Obraz
Każdego miesiąca staram się przejrzeć w Empiku wszystkie dostępne magazyny modowo-, kobieco-, męsko-, gejowsko-, lesbijsko-społeczne. Taki zwyczaj sobie wypracowałem, a ponadto pozwala mi to choć w małym stopniu wodzić nosem za trendami w fotografii tego typu. Nie ukrywam, że krajowe pisma omiatam. W 99% jest tam tandeta na poziomie pierwszego lepszego portalu komentarzowego. Jednak staram się śledzić nazwiska mi znane i patrzeć co się zmienia w nich. Jakiś czas temu, Beata pojechała po Tyszce . Zresztą słusznie. Zdjęcia były słabe, aż plomby trzeszczały. Nie ma to jednak, jak mocna kontra, która uspokoi miłośników twórczości Marcina. Zapraszam Was do ostatniej Pani, gdzie jest jego sesja modowa zrobiona na wydziale rzeźby chyba. No smaczek niezły, ja lubię takie foty. Sam robiłem kiedyś zdjęcia na gdańskim wydziale rzeźbiarskim i światło jakie tam panuje z połączeniu z tym wszędobylskim pyłem gipsowym daje efekt niespotykany. Tutaj jest sesja, ale warto zobaczyć to na papierze. Kawał...

Ambasador vs. iczek

Wow... :) Pamiętacie Pana Ambasadora Marki...? Pisałem o Nim tutaj i tutaj . Tym razem toczę ciekawą dyskusję na kanwie ostatniego materiału, którym zachwycił się redaktor ŚwiataObrazu . Jak podoba Wam się ten materiał? Jestem naprawdę ciekaw Waszej opinii. Czy to jest fotografia (tak nazywa to autor tego wpisu) i czym się to różni od grafiki komputerowej i renderowania rzeczywistości? Czy jest sens dyskutować nad dziełem "artystycznym"? Ambasador zdecydowanie określa to jako przedsięwzięcie artystyczne. Czy po prostu znowu się czepiam?

Tam warto... Paweł Kosicki, "Studio 66"

Kontynuuję moje fascynację ludźmi z pasją i jednocześnie będącymi doskonałymi rzemieślnikami w swoich fachu. Po dłuższym czasie od otrzymania prac Pawła i porównaniu ich z pracami znajomych, chciałbym z czystym sumieniem polecić Studio 66 jako miejsce, w którym warto i trzeba drukować zdjęcia na papierze barytowym z użyciem drukarek Epsona. Ja nie jestem technikiem. Oszukałbym Was gdybym napisał, że po dotknięciu papieru wyczuwam opuszkami, że to jest Harman, Ilford czy Hahnemule... Tak nie jest. Nie umiem wywęszyć nosem, że tusz to jest Ultrachrome K3 czy inne ustrojstwo z jeszcze większą ilością oznaczeń. Tak nie jest. Ale jest tak, że jak zobaczę wydruk, który działa na moje zmysły i pasuje do mojej wizji mojego własnego zdjęcia, to uśmiech rozwala mi twarz od ucha do ucha. Dokładnie tak jest w wypadku druków u Pawła. Zrobiłem u niego moje najlepsze zdjęcia. Moje Polaroidy 55. I te wydruki naprawdę zwalają mnie z nóg. Dodatkowo wyczuwam w nich prawdziwą pielęgnację ręką Pawła. Lub...