Posty

Dywagacja filozoficzna...

Trafiła w moje ręce wczoraj dość leciwa już książka o Ryszardzie Kapuścińskim. To właściwie rozmowa przeprowadzona przez Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetko z Guru Reportażu. Tytuł jest znamienny: "Kapuściński: nie ogarniam świata". Pada w niej pewne zdanie, które na siłę trochę chce przełożyć na język fotografii. Na siłę, bo sam nie wiem co z tego wyjdzie. Zdanie to mówi, że pierwszych 385 osób z listy najbogatszych ludzi świata posiada majątek, który odpowiada 45% populacji ludzi na świecie. Innymi słowy, licząc, że mamy 6mld ludzi, to te prawie 400 osób ma tyle kasy ile ok. 2,5 mld pozostałych ludzi na planecie...! Zdanie to podsumowuje dłuższy wywód na temat potężnego rozwarstwienia ekonomicznego, które z roku na rok jest coraz większe. I posuwa się dalej. Dodam jedynie, że zdanie to pochodzi chyba z końca lat 90! To, co jest teraz!? A ja jąłem się zastanawiać, czy analogicznie można to przełożyć na fotografię. Czy wraz z GIGANTYCZNYM otwarciem dostępu do fotografii prz...

Wzorem Amerykanów...

Obraz
Ponieważ mówi się (it's said), że Amerykanie przodują we wszystkim więc i ja idąc w ślady fotografów zza oceanu, robię swoje miasto. I jak... czy wpisuję się lepiej w postulat BW Rudolfa ...?:) Gdańsk, 2008

Fotograf NN... Dan Chang

Obraz
Co jakiś czas zamierzam publikować tutaj fotografie, które nie są dziełem głośnych nazwisk ani wybitnych autorytetów. Po prostu są to zdjęcia fotografów nieznanych nikomu - NN. Pierwszym z nich jest Dan Chung. A to dlatego, że przeżywam jakaś fascynację czarno-białą fotografią miejsc. Samych miejsc. Taka trochę wersja tych kolorowych fotografii miast amerykańskich. Oto fotografia Dan'a, która bardzo przypadła mi do gustu. fot.: Dan Chang, Exxon Station fot.: Dan Chang, Untitlted PS No i dzięki SimOn mamy tego więcej TUTAJ :)

Annie Leibovitz - kawa Lavazza czy chrzan...?

Obraz
Dla mnie zapach kawy to przede wszystkim wspomnienie z dzieciństwa mojej mamy w niedzielne południe siedzącej w swoim fotelu, ubrana elegancko. Przed nią na stole stoi parująca kawa robiona na styl PRL (całe te fusy itd) i roznoszący się po całym mieszkaniu zapach tej substancji. Tak drażniący, ale tak ciepły zarazem. Kawa dla Annie Leibovitz to mieszanka MEGA kiczu i braku spójnego pomysłu. Jestem jak na razie totalnie rozczarowany efektami tegorocznego kalendarza Lavazza... ;( Kiedy dowiedziałem się, że będzie go robić Annie, liczyłem w duchu na coś naprawdę z jej najlepszych lat. Dostałem jakąś mieszankę nieudolną Davida Lachapella i Guy Bourdin . Bardzo mi żal tego kalendarza. Ucieka w stronę, której nie rozumiem i jest moim zdaniem złą kontynuacją wcześniejszych "dokonań". Natłok środków i włożona kasa idzie na marne... Do chrzanu z taką fotografią... Kalendarz Lavazza 2009 fot.: Annie Leibovitz (Lavazza Calendar 2009)

Rzut bumerangiem Tomaszewskiego...

Czekałem i czekałem. Aż w końcu znalazłem czas aby oglądnąć zdjęcia Tomaszewskiego w NG pod tytułem cyklu "Rzut beretem". W tym czasie przetoczyła się już ożywiona dyskusja w odwiedzanych przeze mnie miejscach. Edytorka GW zrobić postanowiła nawet wywiad telewizyjny z autorem... i ten wywiad umieszczam poniżej, bo są tam zawarte zdjęcia. No i teraz jestem w kropce, bo autorka bardzo ceni i lubi pana Tomasza. Ja w sumie też go cenie, lubić nie umiem, bo nie znam. Ale Beata Łyżwa-Sokół (bo to ona jest wspomnianą edytorką) idzie dalej i pisze , że Tomaszewskiego zdjęcia wsi to "przygoda intelektualna i uczta wizualna". A ja ma fatalne uczucie, że te zdjęcia nie są ani ucztą, ani przygodą. Mam natomiast wrażenie, że Tomaszewski kręci się i powraca do ogranych chwytów jak bumerang rzucony między odbiorców. Nie chciałbym pójść za daleko i napisać, że Tomaszewski nie pokazuje nic nowego, odkrywczego... ale korci mnie by wytknąć mu brak rozwoju. Te zdjęcia nie są dla mnie ż...

Dotyk...

Dziś o dotyku. Można wszak dotykać różnie. Delikatnie, czule, tkliwie, szybko, subtelnie, drażniąco, przelotnie, mokro, źle.... Trzymam w ręku fiszkę w rozmiarach mniej więcej 10x13cm. Podnoszę ją do oka na jasnym tle okna. Blok z drugiej strony tak przeszkadza, ze zadzieram głowę wyżej i wyżej, aby tylko nic nie zakrywało czystego nieba. Dotykam stworzonego dzieła. Delikatnie , wręcz czule , czubkiem kciuka i palca wskazującego ściskam mocno, aby nie wymsknęło się na podłogę... Rękawiczka bawełniane znaleziona gdzieś w hurtowej ilości na Alledrogo leży na stole. Jakoś nie mam chęci pozbawiać się tego jeszcze mokrego dotyku błony wyjętej z kuwety. Tkliwie obracam stronami szukając najlepszej perspektywy dla oczu. Zapach utrwalacza skapującego z dolnego rogu na koszulę wreszcie odrywa mnie od magicznego obrazu. Szybko chwytam w rozwarte palce brzegi materiału i ponownie zanurzam w wodzie. Subtelnie , aby nie drażnić powierzchni światła załapanego między sreberka. Płukanie. Przelotni...

"Każdy orze jak może...

.. i gdzie może się pcha Jedni do akcji W, drudzy do akcji H..." Boy-Żeleński Złota myśl w sumie. Jak by jej nie trawersować (ulubione ostatnio słowo komentatorów politycznych), to będzie pasowało. Do fotografii też pasuje. Ktoś zlecił komuś zrobienie kalendarza dla firmy. Duża firma. Własne biuro ma i sekretarkę ma, i nawet dwie windy są. Fotograf przedstawia swoją koncepcję. Marketingowy guru z 11. piętra (wyżej jest tylko piętro 12. i prezes) kiwa głową i poklepuje sam siebie po kolanach z zadowolenia, bo to i tanio będzie i plusik jakiś na Święta przed "czwartym piętrem". Fotograf czyni swą powinność i tydzień później grafik już wpakowuje cycastej dziewczynie długie stalowe pręty między biust za pomocą narzędzia 'pędzel' w fotoszopie. Pręty lśnią w blasku 500-watowej lampy produkowanej w pokoju z bardzo niskim sufitem w odgłosie jedynej państwowej stacji radiowej China Broadcasting Corp. Lampa jednak się sprawdza, bo tak cycata blondyna, jak i stalowe pręty d...