Posty

Keep smiling...

Obraz
W rzeczy samej. "Łikend" zapowiada się wspaniale. Ładunku spakowane, kasety załadowane, Polaroidy gotowe i zwarte, woda demineralizowana zakupiona w piwnicy tylko czeka aby wypłukać łikendowe efekty. Pozostaje jedynie przykleić uśmiech do twarzy i rozpocząć polowanie na ciekawe twarze. No właśnie - przyklejony uśmiech czy naturalna radość z fotografowania? Dwa tygodnie temu robiłem zdjęcia na terenie Pracowniczych Ogródków Działkowych. Inne świat. I tak jak dotychczas byłem przeciwnikiem tego typu miejsc w mieście, tak obecnie jestem ich gorącym zwolennikiem! Pewnie wszystko zależy od typu działek i ich wyglądu, ale tam gdzie byłem po prostu wchodzi się jak do Czarodziejskiego Ogrodu pośród ciszy i pięknych jesiennych zapachów dojrzewających jabłek i ciężko nasączonych miąższem jeżyn. Powolne duchy działkowiczów przesuwają się alejkami z bukłakami wody i w szmerze sączącej się ze starych tranzystorów muzyki. Starsi ludzie. Inaczej obcujący z naturą i inaczej odbierający kont...

Oj, oj - zanosi się na deszcz....

Obraz
...tak wołał Krzyś na prośbę Puchatka, aby tego drugiego nie pożądliły pszczoły kiedy wyjadał im miód. A ja tak krzyczę, bo deszcz łez radości ze mnie płynie gdy oglądam takie portrety jak autorstwa Sean Kernan'a. No i OCZYWIŚCIE robione te portrety są na... Polaroid 55 :) Mniód Panie, mniód... :) fot.: Sean Kernan

Kto robi sztukę...?

Czyli - jak robi się wernisaż? Znaczy na myśli mam wystawę. A pytanie brzmi, jak to się robi? No bo rozumiem, że jak chce swoje zdjęcia pokazać w New York Gallery to ktoś musi uznać, że są tego warte...? Ale kto? To samo jeśli chce pokazać je w... barze w Gdańsku lub Warszawie (!). Kto stwierdza w swej łaskawości, że moje prace spełniają kryteria, które pozwalają umieścić moje nazwisko na liście oczekujących na wystawę indywidualną? Jak to jest? Czy decydują o tym paniusie, które są kuratorami i pisują do internetowych magazynów teksty, których poziom językowy jest żenujący albo decydują kuratorki, które zdań dwóch nie potrafią sklecić na temat czterech zdjęć na wystawie lokalnego fotografa? Kto dał władzę tym wszystkim pseudo-znawcom artystycznym do wyboru tego co ludzie maja oglądać w porządnych galeriach i muzeach? Bo w knajpie to rozumiem - podoba się właścicielowi to wisi. Ale w takim np.: Centrum Sztuki Współczesnej w Wawie...? Czy muszę zrobić takie zdjęcie, którego sens chwyta ...

VIP czy dupa...

Temat znowu trochę z pogranicza fotografii, ale jak bolesny dla mnie malkontenta etatowego. Znam lab w Gdańsku. A co mi tam... lab się nazywa Ankara. Byłem świadkiem jego narodzin wiele lat temu jeszcze w miejscu, w którym zapach chemii mieszał się z zapachem wędzonki dochodzącym ze sklepu pod labem. Potem był dwie zmiany lokalizacji, a ja namiętnie dbałem jako klient, żeby lab miał zarobek. Lab działał też on-line - zlecałem odbitki, odbierałem i płaciłem na miejscu. Minęło parę lat. Przez te lata zostawiłem tam gruby pieniądz i poleciłem lab wielu znajomym. Dwa tygodnie temu Ankara postanowiła zmienić się. Zmienić się w warstwie interfejsu strony www, ale przede wszystkim zmienić swoje podejście do klienta. A do mnie zwłaszcza. Oto, zamawiając zdjęcia napotykam na przeszkodę nie do pokonania. Przechodząc wszystkie etapy zamówienia, trafiam na formę płatności, a tam... wyłącznie opcja zapłaty przelewem z adnotacją, że lab NIE WYKONA odbitki dopóki nie zarejestrują na koncie wpłaty za...

Przypadkowi Niestandardowi

Obraz
Postanowiłem złożyć w "całość" moje krótkie boje z "portretem" LF. Wiele w tym zdaniu cudzysłowów, ale to zabezpieczenie przed tymi, którzy zaraz zaczną wytykać, że to nie portrety, że to ramka ble... :) Dla mnie to portrety. Przypadkowi Niestandardowi

Goście od Kurosawy...

Obraz
Pojawili się rano. Moja wioska czekała na nich od kilku dni. Gdyby nie fakt, że było ich dwóch, to można by śmiało powiedzieć, że to "Siedmiu Wspaniałych". Doskonale przygotowani, perfekcyjnie wyposażeni, doświadczeni w niejednej akcji. Ta robota to nie pierwszyzna dla tych wyjadaczy. Inni drżeli gdy pojawiali się w kolejnych miasteczkach i wsiach. Czarne, kłębiaste chmury pchane przed ich pojazdem wieszczyły bliski deszcz z grzmotami. To była ich dewiza: pojawić się, szybko załatwić sprawę i zniknąć pozostawiając niedosyt obcowania i magię spełnienia. Działali sprawnie. W grupie. Planowanie pozostawiali innym. Ich zadaniem było zrobienie tego, czego uczyli się od lat. Tego, z czym było im najlepiej. Tego, o czym każdy z nich mógłby opowiadać godzinami. Wybierali miejsca odludne, spokojniejsze, ale zawsze zwarci i gotowi uderzyć z największą mocą i w sposób za każdym razem zaskakujący. Skutecznie! "Siedmiu Wspaniałych" miało tylko jedno zadanie. Tylko jeden cel. Jed...

Kiedy patrzę hen...

... za siebie, W tamte lata co minęły... To z łezką w oku wspominam moje pierwsze świadome kroki ku kadrowaniu, kojarzeniu rozkładu światła na klatce. Ech... dreszczyk pojawi się kiedy otwieram pudełka ze slajdami sprzed 5-8 lat. Tymi pierwszymi, tymi, które były wołane z niecierpliwością, która na szczęście nadal ze mną została. Tak sama drepcze przy biurku czekając na info SMS, że fiszka już sucha. Ale te pierwsze małe obrazki pocięte nierówno na 6 sztuk i zapakowane w folię mają dziwną siłę. Kiedy myślę co przegrałem, I co diabli wzięli Co straciłem z własnej woli, A co przeciw sobie... To zaczynam myśleć, że trochę przerżnąłem ciekawych spraw. Zaczynam kalkulować z ołówkiem w ręku, że mogłem do tego czasu zrobić kilka wystaw, zadzwonić do kilku redakcji i przygotować swoje portfolio na papierze, czego nie zrobiłem do dzisiaj w sposób systematyczny. Że trzeba było zainwestować w coś przemyślanego i ciągnąć nawet pod górkę... Co wyliczę, to wyliczę, Ale zawsze wtedy powiem, Że najbar...