Posty

Mary Ellen Mark - PROM

Obraz
fot.: Mary Ellen Mark, The Prom project Moja ulubiona socjolog aparatu - tak sobie ją nazwałem - Marry Ellen Mark zakończyła swój kolejny projekt. Po raz kolejny swą fascynację słynnym już Polaroidem 20x24 przelała na kolejny cykl portretów. Tym razem sportretowała uczniów kończących naukę w amerykańskich "high schoolach", z amerykańska wydarzenie to nosi nazwę pochodzącą od tańca PROM . Jak za każdym razem przy pracy z tym aparatem, swoisty aspekt techniczny kładzie się długim cieniem w tle tych zdjęć i czasami się zastanawiam kiedy znudzi mi się ten efekt Polaroid. Jak na razie mi się nie znudził... wręcz zachwyca po raz kolejny. Kurcze... coś w tym jest! Te portrety Mary są po prostu od serca...

Sobotnie popołudnia...

Obraz
... letnią porą - to najlepsze plenery ślubne. W Gdańsku, co 100 metrów jest kościół. W każdym, w sobotnie popołudnia są po 2-3 śluby. Raj :)

Każdy pomysł dobry...?

Jako, że generalnie jestem za promowaniem KAŻDEJ formy aktywności fotograficznej, tak i w tym przypadku nie powinienem powiedzieć złego słowa. Niemniej budzi moje daleko idące zdumienie fakt, że można zrobić coś z niczego i jeszcze ktoś o tym napisze. Oto bowiem Fotopolis podał informację o wystawie, na której są zdjęcia wykonane przez dwudziesto- i trzydziestolatków :) W sumie tutaj powinienem przestać pisać, bo mi delikatnie mówiąc ręce opadły. Niemniej tak się waham nad własną indolencją i może nawet własnym zacofaniem. Pisaliście mi tyle o promocji siebie o walce i wyścigu do sławy... a tutaj proszę. Masz 30 lat - robisz wystawę. Masz 35 - też możesz zrobić. A jaka tego zawartość...? No właśnie. Jaka? I dlatego postanawiam zmienić front.... nie jestem już za promowaniem każdej inicjatywy fotograficznej. Tylko po to, aby ożywić rynek i sztukę samą w sobie. Od dzisiaj promuje tylko to, co dobre :) Mój mały manifest!

- "Co czujesz, iczek...?"

Uwielbiam te spotkanie, rzadkie , bo rzadkie, ale esencjonalne bardzo w gronie moich gdańskich "przyjaciół fotograficznych". Wczoraj Jeden Z Nas odniósł osobisty sukces i zakończył kolejny życiowo-fotograficzny rozdział. Na kanwie tego wydarzenia doszło jednak do arcyciekawej rozmowy, dysputy (nie wiem jaki przymiotnik jeszcze bardziej podkreśliłby znaczenie tej dyskusji). Oto bowiem, przedmiotem pięknego, akademickiego "sporu" stała się percepcja fotografii. Czyli jej odbiór przez nas, fotografów. - Ale ja chę wiedzieć iczek, co ty czujesz jak patrzysz na to zdjęcie! Jeden Z Nas nie dawał za wygraną i chyba starał się wszelkimi sposobami pokazać nam o co chodzi. - No, ale ja widzę tutaj źle przycięta ramkę passepartout, nierówno ułożone zdjęcie pod ramką i fajną fotę z przestrzenią. No co ja jeszcze mam tutaj widzieć i czuć? Iczek bardzo się starał i sprężał swój umysł aby zaspokoić oczekiwania Jednego Z Nas, jednak nie było w nim ani krztyny oczekiwanej, uduchowio...

Large Format...

Nie wiem czy moja sytuacja jest wyjątkowa, ale śmiem wątpić. Myślę nawet, że po raz kolejny wpisuję się w standardowy nurt rozwoju fotografa... Oto bowiem coraz częściej (kiedyś może dwa razy na rok, a teraz już każdego miesiąca) myślę o ostatecznej decyzji w sprawie wejścia na Mount Everest fotografii, jeśli chodzi o wielkość... a mianowicie o wielkim formacie. Pierwsze kroki już czyniłem wielokrotnie. Już ze mam porobione katalogi z informacjami, w Ulubionych leżą spokojnie linki do większości stron poważnie traktujących o LF oraz zalogowany jestem na wszystkich chyba forach tego tematu :) Ja nawet już brałem udział w 2-3 licytacjach na eBay... na szczęście przegrałem, bo moje niezdecydowanie chyba jednak jest dowodem, że jeszcze trochę potrzebuje by spokojnie stwierdzić, że to jest to. Oczywiście moja frustracja, że jeszcze tego nie mam, rośnie wraz z kolejnym zdjęciem znalezionym w sieci, na którym plastyka obrazu od razu każe mi domyślać się jaką to piękną Tachiharą lub Linhofem b...

"Millera hemofilia" w Gdańsku...

Fotografie Krzysztofa Millera, ludzi chorych na hemofilię, mogą gdańszczanie i mieszkańcy Trójmiasta znaleźć na Długim Targu w Gdańsku u stóp Zielonej Bramy (to ta od strony Motławy). Zdjęcia są prezentowane na ulicy, ich oglądanie jest o tyle ciężkie, że dwa rzędy są tak blisko siebie, że nawet nie można odejść od zdjęcia aby zobaczyć z daleka. Trochę idiotyczne to rozwiązanie. Pomimo, że w sieci nie robiły one na mnie wielkiego wrażenia i na żywo też mnie nie kładą na kolana (mam wrażenie, że są zbyt "miękkie") chciałbym Was zachęcić do wybrania się na Długi Targ.

- Czy tak dobrze...?

Obraz
- Tak, proszę po prostu stanąć jak Panu wygodnie. - Ale mi rzadko kto robi zdjęcia. - Mi też... :)