Posty

Moje prawa fotografa...

Za każdym razem gdy czytam regulamin jakiegoś konkursu, to szczególną uwagę zwracam na zapis o możliwym wykorzystaniu moich prac do, jak to określają organizatorzy, promocji konkursu i wystaw pokonkursowych. I za każdym razem łapię sie na tym, że stawia się mnie, uczestnika w roli patentowego osła, bo pod płaszczykiem zrozumiałej dla mnie asekuracji i współpracy w rzeczywistym promowaniu konkursu, najczęściej spotykam próby zrobienia mnie w konia. Oto przykład (wycinek regulaminu), który mnie odstrasza od wzięcia udziału w takim konkursie. Czy się czepiam, czy tutaj już organizator poszedł za daleko? A może przesadzam? Przykład 1 ~~~~~~~~~~ 5.1. Nadesłanie na konkurs fotografii jest równoznaczne z udzieleniem organizatorowi konkursu bezpłatnego prawa do korzystania z prac konkursowych – w celu promocji konkursu, organizowanych wystaw,druku publikacji pokonkursowej - na okres 1 roku. W szczególności uprawnia organizatora konkursu do bezpłatnego korzystania z prac konkurs...

Metoda na głoda...

...fotograficznego. Jest ich zapewne wiele, ale ja chciałbym króciutko (nadal pamiętając wczorajszą traumę związaną z promocją książki Jureckiego) napisać, że jedną z metod na zaspokojenie własnych pragnień fotograficznych jest zorganizowania pokazu swoich prac wraz z komentarzem. Poniżej zamieszczam kilka cennych rad jak tego nie robić oraz jak, moim zdaniem, to powinno wyglądać. Więc zaczynamy: Robisz pokaz swoich zdjęć, promujesz album prac swych, mówisz o książce o fotografii!? Zastanów sie co robisz. Daj szanse swoim odbiorcom aby zrozumieli kim jesteś i szanuj ich! To oni mają kupić Twoje dzieła więc dbaj by czuli się dobrze! Zasady: - nigdy nie spóźniaj się na swój pokaz, - nie ufaj właścicielom lokalu , w którym robisz pokaz (jeśli mówią, że jest kable video do rzutnika, każ im go pokazać, jeśli mówią Ci, że ekran jest biały - dotknij go, bo szmata zawieszona na framudze drzwi może zdziwić nawet największych luzaków... (vide wczorajszy wieczór), - zaczynaj mówić o czasie - pu...

Jurecki... gadał...

Długo się już nad klawiaturą zastanawiam jak to napisać. I nadal nie wiem, więc będzie bardzo chaotycznie... Byłem w tym "Lalala-Bistro". Był Jurecki. Były lody z pieprzem i octem (nie zjadłem, ale atrakcyjne). Było fatalnie. Powiem tak, Jurecki nie gadał o fotografii. Jurecki nawet nie jest w stanie powiedzieć niczego ciekawego dla mnie o fotografii. Jurecki nawet na prześcieradle przyczepionym do framugi drzwi, bokiem do odbiorców nie pokazywał z laptopa fotografii, bo była to plama jedynie. Rzeczą, której z pewnością można się nauczyć od Jureckiego to... jak nie mówić o fotografii i jak nie organizować spotkań autorskich . To był koszmar. Wytrzymałem około godziny, nie wliczając spóźnienia w rozpoczęciu gadania, które nie wiedzieć czemu stało sie jaką idiotyczną tradycją na takich spotkaniach. Jakby długość czasu oczekiwania na pierwsze słowo prelegenta miało już na wstepie zwiększać jego wyjątkowośc. G... prawda. Bez ogródek powiem, że ja nie dorosłem i chyba nie rozwiną...

Dzień bez wpisu....

... dniem straconym. Prawda głęboka w tym jest, bo jak Was opuszczę na dzień lub nie daj boże na półtora, to czuję się jak zdrajca. Dlatego staram się jak mogę, aby Was zatrzymać przy mnie i proponować dyskusje na każdy temat fotograficzny, bo okazuje się, że wielu z nas ma te same przemyślenia, problemy i pomysły jeśli chodzi o fotografię. Po tym małym wstępie... a nawiązując do tytułu... chciałbym zwrócić Waszą uwagę na wpis Rudolfa o braku weny . Poniżej zamieszczam anty-wpis: Od wielu lat wiem, że coś ze mną nie tak jest. Od tygodni znajduję w necie same dobre zdjęcia, nie mówiąc już o wystawach, które odwiedziłem, a kilka dni temu zauważyłem w czasie spaceru po Starówce, że patrze podobnymi kadrami jak te widziane fotografie - wszystko warte rejestracji. Nawet nie ma znaczenia, że jestem dziś malinowy, ostatnie dwa dni zapierdalam w firmie jak mały motorek! Nie interesuje sie kryzysem wieku średniego, który powinien mnie już dopaść, po prostu chłonę te wszystkie wspaniałe rzeczy ...

Sopot - Jurecki będzie gadał...

"Poszukiwanie sensu fotografii. Rozmowy o sztuce" Krzysztof Jurecki zawita do Sopotu. Jak widać sezon się zaczął, bo w wymarłym poza sezonem mieście, zaczynają pojawiać sie nie tylko wydekoltowane od dołu i z góry paniusie, ale również artyści i twórcy łakną nasycić się naszym jodem :) A że zarabia się tam gdzie dużo ludzi więc szlak promocji swojej książki Jurecki zaplanował też i tutaj. Sam książki nie czytałem, ale pewnie w końcu po nią sięgnę. W każdym razie: Już w czwartek, 5 czerwca 2008 roku w sopockim "LALALA - BISTRO" będziecie mogli zobaczyć jak wygląda autor i nawet z nim porozmawiać. Początek spotkania o godzinie 19:00 jak podaje portal TEN . Te coś tak śmiesznie nazwane Lala...coś tam znajduje się na ulicy, o której istnieniu dowiaduje się po raz pierwszy od 3x lat :) A że mieszkam w odległości 100m więc me zdziwienie jest tym większe. Ulica Rzemieślnicza, gdzieś między stacją SKM Żabianka a Sopot-Wyścigi. Chyba się wybiorę po robocie. Myślę, że warto!

Moje "Little Big Horn"...

Obraz
Tak się zastanawiam czy są ludzie, którzy rozpoczynają dzień, nie wkładając kawałka zmrożonego chleba do tostera (jak czynię to ja), ale wkładając rolkę filmu do kasety aparatu?! To muszą być prawdziwi masochiści fotograficzni. Ostatni Mohikanie fotografii. Tacy, co urządzają sobie każdego dnia taką małą bitwę pod Little Big Horn i pomimo przegranej pozycji wygrywają z gen. Custerem dowodzącym flagowymi okrętami spod "żółtego N" i "czerwonego C". I ja staram się prowadzić małą, osobistą wojnę podjazdową z wszechogarniającym mnie lenistwem i łatwizną cyfrową. Ostatnio na siłę przekonuje się, że Hasselblad został stworzony do pracy na ulicy, do streeta. I przegrywam :) Naprawdę nie udaje mi się zdążyć ustawić wszystkiego , co trzeba, a zwłaszcza kadru. Naprawdę niewygodnie jest patrzeć sobie na brzuch i jednocześnie widzieć, to co dzieje się za rogiem i złapać ten moment, o którym trąbią podręczniki fotografii, a nazywany "momentem decydującym". Ki diabeł n...

Polecane... ciepłe kluchy

Obraz
fot.: Josef Hoflehner Dziś polecam Wam cieplutkie, piękniutkie, formalnie zakręcone ciepłe kluchy w wykonaniu Josef Hoflehner . Kiedy już wydaje mi sie, że zrobiłem fajne zdjęcie, dobrze ułożyłem kadr i wydobyłem wszystko co zamierzałem, to sięgam sobie do tej strony. Czyste, schludne i perfekcyjnie poukładanie to wszystko... oj aż czasami chce się coś zepsuć :)