Posty

Forma łaknienia wiedzy...

Obraz
Jaka forma zdobywania wiedzy fotograficznej jest dla Was najbardziej efektywna i najbardziej skuteczna? Dzerry przypomniał mi kilka moich pomysłów, które zostały jedynie w głowie lub na rozpisanej elektronicznej kartce w formacie - *.doc. Dotyczyły właśnie tych form przekazania wiedzy fotograficznej i zdobywania jej przy pomocy kolegów i ew. uznanych autorytetów. Czy lepsze są plenery, na których po pierwszym dniu picia, drugi dzień przemienia się w próbę odzyskania równowagi psychicznej, a w trzecim trzeba już wracać i praktycznie nie pogadało się o czymś ważnym [:)], a może lepiej organizować stacjonarne prelekcje z jakiejś dziedziny i np. wynająć studio z instruktorem (kolegą) i łyknąć trochę praktyki? Właściwie odpowiedź niby jasna, bo zawsze lepiej połączyć przyjemne z pożytecznym, ale może są inne, sprawdzone formy wyciągnięcia od kolegów wiedzy. Tej czysto technicznej, jak i głęboko filozoficznej...:) O wyższości Adamsa nad Olafem. Jedna forma: Uwielbiam te kameralne spotkania ...

"Aparat do bani"...

Obraz
Dzisiaj rano nie będzie o fotografii... Trochę o muzyce natomiast, choć jak pokazują moje doświadczenia, nie ma takiego utworu, którego nie dałoby sie podciągnąć pod fotografię :) Nie będę sie silił na jakieś recenzje metafizyczne, bo moja znajomość muzyki ogranicza się do przeszłości: Ewa Bem, Krystyna Prońko, Grażyna Łobaszewska (wspaniały koncert w Sopocie jakieś 15 lat temu) i Anna Jantar... Swą indolencję rekompensuję czytując mojego guru Wojtka Manna. I idąc jego ostatnim wpisem, zanabyłem wczoraj płytę "Czesław Śpiewa"... :) Tutaj od razu uśmiech się pojawia, bo jest to muzyka oderwana od tego co słyszymy w radio... Trudno mi ją opisać. Przede wszystkim, to jest dla mnie przedsięwzięcia multimedialne, bo teksty pochodzą z czatu Multipoezja na Onet.pl. Po drugie muzyka skręca w stronę kiedyś bardzo popularnych "bregoviczowskich" stylistyk, ale jednocześnie ucieka w stronę mocniejszego uderzenia. Bogaty aranż, chóry, instrumenty... Generalnie sie mi podoba. Ale...

Jak to zaświecić...?

Obraz
Zawsze mnie pociągała fotografia studyjna. A że czasu, weny i środków brakowało to małe doświadczenia mam. Czasami jednak wraca potworna chęć zrobienia czegoś ze światłem w studio, jednak wtedy, przez przypadek zazwyczaj, uruchamiam jakieś stare linki z Ulubionych i... ręce mi opadają. Bo jak zaświecić coś takiego? Czyż nie piękne? Jak on to świeci w studio. Receptę poproszę... :) fot.: Richard Warren, "Hitchcock Blondes" TUTAJ całość tej sesji, a TUTAJ strona Richarda Warren.

Jesteś mi jak krew...

... w żyłach płynąca. O fotografio ty moja! Zaparkowałem jak zwykle. Blisko kanału. Miejsce nieznane turystom i wyciszone szumem płynącej leniwie Motławy. Torba w nogach pasażera zdawała się szeptać, że dawno nie brałem jej pod ramię i że tęskni. Nie mogłem sprawić jej zawodu. Film cierpliwie obijał się w schowku mojego francuskiego pojazdu. Nadeszła jego godzina. Spokojnie rozkładałem statyw. Jedna noga od czasu wizyty na plaży opornie wysuwa się z swojej dziupli. Nie spieszę się. Nie walczę z uciekającym kadrem. Po prostu zaczynam celebrację. Jeśli liczycie, że na końcu tego wpisu będzie fotka, to oczywiście się nie doczekacie, co od razu widać, bo miniaturki nie ma. Powód jest prosty. Celebracja zastępuje mi coraz częściej efekty. Przyłapuje się na tym, że mierzę, tańczę wokół statywu, zmieniam pozycję i... zwijam manele. Nie naciskając migawki. Jakbym chciał odwlec te chwilę spełnienia w nieskończoność. Uwielbiam te niezrobione klatki. Te nienaświetlone kwadraciki 6x6. Zawsze są bo...

A dlaczego...

Obraz
Jest taka scena w drugiej części przygód Piotrusia Pana ("Wielki Powrót"), w której Jane [:dżejn] chce opuścić Nibylandię, bo nie wierzy w Piotrusia, pomimo tego, że Piotruś właśnie z nią rozmawia (zachowanie charakterystyczne dla kobiet w sumie). Jane, gwoli wyjasnienia jest córką Wendy [:łendi], która w pierwszej części wraz ze swoimi braćmi walczyła z Kapitanem Hakiem. Oj, widzę, że jak zwykle ostro odpadłem względem wiatru od tematu głównego więc teraz zróbmy zwrot przez rufę, wyostrzmy do wiatru i już kładziemy się na poprzedni kurs... No i Jane zbudowała sobie tratwę i Piotruś lata nad jej głową i zadaje w kółko jedno i to samo pytanie: - A dlaczego?! Kobieta stara się mu odpowiedzieć, ale za każdym kolejnym wyjaśnieniem słyszy ponownie: - A dlaczego?! No wiecie... taki 3-latek... co nie odpowiedz to jest czemu i dlaczego. W sumie ja to uwielbiam i Młody ze mną sie godzinami tak bawi, a ja robie sobie ćwiczenie i staram się zupełnie poważnie i logicznie odpowiadać j...

Zacząć jeszcze raz... od Stodoły

Obraz
Od czasu do czasu dopada mnie natrętna myśl, jak to by było z moją fotografią gdybym zaczynał interesować się nią dzisiaj. W 2008 roku. I aż mnie dreszcze po grzbiecie przechodzą... bo jak sobie tak poukładam obecną sytuację na rynku fotograficznym dla amatorów wchodzących dopiero w świat "zatrzymanych obrazów", to dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do mego szybkiego poczęcia. Ilość codziennych informacji o nowych aparatach, technologiach i pojemnościach, które pozwalają nam poupychać kolejne 1000 zdjęć na już zapchanej pięcioma tysiącami zdjęć karcie sprawia, że sam start musi być już odpychający. Ja miałem łatwiej. Dużo łatwiej. Była tylko Stodoła , która wyznaczała trendy i skupiała 90% "szarego rynku" fotograficznego. Jechałeś Expressem (nie było IC, nawet nikt o tym nie myślał) z Gdańska rano, potem tramwajem na Batorego i stawało się w mega kolejce przed wejściem. Tam toczyło się wspaniałe życie towarzyskie i tak naprawdę to w kolejce po śmieszny bilet...

"Męska gra" ... #2

Obraz
:)... *dla tych co się logiki doszukują...:)