Posty

To se ne wrati...

Obraz
Było ciepłe lato. Sklep fotograficzny. Południe. Upał. Delikatny szmer wentylatora i, jak w reklamówkach, krople potu zatrzymujące się na brwiach. Dłonie napuchnięte i wilgotne zawieszone na pasku od torby. Drzwi otwarte. Zapach filmów to od zawsze pierwsze wrażenie po wejściu do sklepu z chemią i filmami. Gabloty leniwie skrywały poukładane z wprost chirurgiczną precyzją filtry, których nikt od kilku lat nawet nie przetarł z kurzu. Półki aż uginały się od nadmiaru towaru, a upał potęgował wrażenie, że uginają się i rozciągają w myśl fizycznej zasady temperaturowej rozciągliwości ciał stałych. Minuta w ciszy tego sklepu wydawała się godziną. Personel nawet nie zarejestrował wejścia fotografa. Nic. Cisza. Posuwisty szelest przesuwanych nóg między ladą a kącikiem do fotografii legitymacyjnej. Odłożony długopis, którym zapisano ostatnie zlecenie na długim i wąskim pasku wyrywanym z zeszytu A4 jeszcze bujał się w te i wewte sugerując, że to jednak nie miasto duchów, ale ktoś jednak jest w ...

Jak nie pisać o fotografii...

Obraz
Narażę się wielu. Wyklęty zostanę przez wielu. Zablokowane zostanie moje konto gdzieś tam, ale cóż... w imię dobra wspólnego... Oto mamy tekst napisany przez uznanego, bądź co bądź, specjalistę w temacie. Dotyczy on oświetlenia studyjnego, a dokładnie " zakres przenoszenia kontrastu zdjęciowego ". Temat bardzo w studio przydatny i zrozumienie go naprawdę jest ważnym elementem świadomego okiełznania światła, którym dysponujemy. Jednak nic nie potrafi tak zniechęcić do czytania i dalej do wprowadzania w życie zawartych tez, niż źle użyty język jakim się posługuje autor. Doceniam wiedzę i profesjonalizm Leonarda Karpiłowskiego - to autor, ale powinien on korzystać z redaktora, który mu ten jego język przełoży na polski, a co najmniej na język zrozumiały dla amatora, no bo jak mniemam te teksty skierowane są nie do profesjonalistów, którzy znają to na pamięć, ale właśnie do adeptów fotografowania. To jednak zmusić powinno autora do używania prostszego i normalnego języka... Prz...

Chleba naszego powszedniego...

Obraz
...daj nam dzisiaj... Nie chcąc zostać posądzonym o bluźnierstwo i przez słuchaczy Jedynego Słusznego Radia wyklęty w imię .... i ... i ....., chcę od razu wyjaśnić, że tytuł wpisu jest grubymi nićmi szytą analogią do tego, czym w moim życiu jest fotografia. No wiec już wprost... fotografia to Moja Religia . To ona daje mi chleb mój powszedni uosobiony w postaci robienia zdjęć, organizowania sesji i pożyczania tylnych ścianek, bo sam mam jedną :) Nierozerwalnie Moja Religia wiąże się ze spotykaniem ludzi. Mijaniem ich na spotkaniach, nagabywaniem o zdjęcie (portret uliczny), a czasami współpracowaniem z nimi w ramach sesji. To ostatnie jest mi coraz bliższe i po krótkich nawróceniach się ku plenerom i rozciapcianej wodzie (jak widać to w lewym górnym rogu tej strony), zawsze niezmiennie powracam do ludzi. Do portretu. Do fashion. Do ulicznych zaczepień: "Czy mogę zrobić Panu zdjęcie?". ...i odpuść nam nasze winy... Więc wracam. Robię sesję. Zaangażowanie sięgnie ze 30 osób. ...

Warszawa... brrr

Byłem dziś w Warszawie. W tytule pada "brrr", bo ja niezmiernie i niezmiennie nie cierpię miasta Warszawa. Chodzi mi o jego klimat, a może raczej o jego brak. Jasne.. wpadam tam na parę godzin i w dodatku widzę zazwyczaj dworzec, taryfę, biuro i znowu dworzec, jednak za każdym razem wyjazd do Warszawy jest dla mnie ciężka sprawą. Jakoś nie mogę się przekonać do stolicy. Tym razem generalnie spotkały mnie same miłe rzeczy, a na koniec korzystając z chwili czasu przed powrotnym IC, poszedłem oglądnąć odtrąbione wszędzie dwie wystawy: "Dokumentalistki" w Zachęcie i "Mug Shots" w Yours Gallery. Dwie wystawy, dwie różne oceny. Moge z ręką na obolałych kolanach powiedzieć, że wyszedłem z Yours na kolanach właśnie. Dawno nie doznałem takiego uderzenia obuchem w mój zmysł estetyczny i wizualny. Te zdjęcie mnie przygniotły. Przygniotły mnie plastyką obrazu (!!!!!!!!), sposobem pokazania esencji portretu i niesamowitym wprost kontaktem z odbiorcą. Jestem nadal na ko...

Cykl, projekt, retrospektywa, inicjatywa...

Nie wiem czy zauważyliście to zjawisko?! Oto scena nr 1: - Zobacz jakie ładne fotografie. - No normalne, jedne ładne, drugie gorsze. Nic szczególnego. Ot fotki. - Ale naprawdę poukładane ładnie, tak pasują do siebie. W sumie scena jak scena. Mogłaby dotyczyć majtek w sklepie na dole lub tapety. Ale oto scena nr 2: - Słuchaj! Jutro w muzeum ma być wystawiony (!) wspaniały cykl fotografii! - Faktycznie. Gdyby ludzie częściej robili takie projekty fotograficzne... byłoby naprawdę fajnie. - Czytam tutaj, że to jest nowa Inicjatywa Fotograficzna "Grupa Sześciuset"...? Znasz ich? - Mówisz o tych fotografach, którzy zaprojektowali fotograficzną retrospektywę prac sześciuset najgorszych fotografów na świecie? Taaaak.. słyszałem. "Przekrój" pisał o tym. I co...? Łapiecie o co mi biega? Wystarczy zamienić słowa. Dać takie słowa-klucze, wytrychy, a już z normalnej fotografii robi się ... Sztuka. Ach... naprawdę dobre. Dzisiejszy "Przekrój" (Stopklatka) przynosi wła...

Pojemność formatu...

Obraz
Nie wiem jakim formatem musiałbym robić te zdjęcia aby pomieścić opowieść życia jaką "poczęstował" mnie ten człowiek. Chłopiec grający na "Blaszanym Bębenku" najlepiej oddaje losy "wyzwalanego" przez Rosjan w Gdańsku znajomego Guntera Grassa, kolegi z podwórka. Krzyk, strach, terror, wywózki. 45 minut opowieści wypływało jak wodospad. Słuchałem, naciskałem, kadrowałem, wstawałem, siadałem, przytakiwałem, pytałem. Czy 8x10 cala lepiej pomieściłoby to, co tkwi w tym panu? Wrzeszcz, ul. Wybickiego, kwiecień 2008

Ja Wam się podoba polska okładka...?

Obraz
Codzienna porcja gazet wylądowała na biurku. Jak zwykle "ograbiono" mnie z wszelkich dodatków i płyt, bo p. Hania ma małe dziecko i ono zbiera płyty oraz segregatory... :) W sumie to i dobrze, że sekretariat to zabiera... ja to potem rozrzucam po całym pokoju. Ale do rzeczy... Wczoraj miało miejsce dość istotne dla Polski i chyba w sumie całego świata wydarzenie historyczne, obchody kolejnej rocznicy wybuchu powstania w Getcie Warszawskim. Nawet bardzo nie dbając o historię i żyjąc dniem dzisiejszym, to jednak są takie punkty zwrotne w historii, które uszanować trzeba, i o których pamiętać powinny nie tylko nasze dzieci, ale dzieci ich dzieci. Wypadałoby więc aby gazety również zaznaczyły obecność tego momentu. Tak też uczyniły wszystkie poważne polskie dzienniki... poza pomorskim Polska The Times :) W moim regionalnym wydaniu (Dziennik Bałtycki) o wydarzeniu nie jest napisane ani na 1 stronie, ani na 2...3...4...5...6...7...8, ani nigdzie. Cóż... widać gdańszczan, zdaniem r...