czwartek, 3 lipca 2008

Dotknąć niedotykalnego...


Dzisiaj dotknąłem niedotykalnego. Może to nie był pierwszy raz, ale za to chyba najmilszy. Zaczęło się jak zwykle, od spaceru z aparatem.

Rybaki - zapomniana dzielnica Gdańska leżąca na Starym Mieście. Tutaj drobna uwaga... Gdańsk (jakoś tak wyjątkowo) dzieli się na Stare Miasto i Główne Miasto. Wbrew logice, najbardziej znana część Gdańska (Długa, Neptun, Zbrojownia itp) znajdują się na Głównym Mieście, zaś Stare Miasto obejmuje tereny na zachód od Podwala Staromiejskiego.

Na ulicy Stare Domki jest fryzjer. Znajduje się on na rogu budynku i posiada charakterystyczny szyld, ulubiony obiekt fotografii wielu kolegów. No i ja dzisiaj też zechciałem zasilić swoje zasoby. Pełne słońce, Trix w kasecie, cienie jak cholera, ale godzina czekania i słońce równo wali w ściany.

Nagle... z zakłądu wychodzi jegomość z drewnianym krezesełkiem i idać przykładem swoich pobratymców po fachu z rejonu morza Sródziemnego siada dokładnie na przeciw swojego zakładu, po drugiej stronie ulicy.

Czy można chciec więcej...?! Rewelacujny kadr. Pusta ulica, wspaniały dom, fryzjer i jegomość na drewnianym zydelku. Nic tylko focić...

Ale iczek chciał być fair i w ogóle ludzki i...
- Czy mogę zrobić Panu zdjęcie, fajnie Pan wygląda na tym krześle.
- Nie, nie chcę - niecierpliwy ruch reką jakby odpędzajacy komara nie pozostawiał miejsca na nastepne pytania.
- To może na tle zakładu. To Pan jest fryzjerem z tego szyldu.
- Ja, ja, ale nie chcę. Mam juz setki takich zdjęć...
- Chmm to może chociaż teraz jak Pan tak siedzi? - iczek błagalnie spozierał w oczy fryzjera.
- Nie, ale... (nadzieja) coś Panu pokaże.

Fryzjer udał się do swego zakładu, a ja , jak ten idiota, po prostu zgrzytałem zębami, że w ogóle go pytałem. Co za idiota! Taki kadr.

- Niech Pan spojrzy - przerwał moje rozmyślania rozkazujący ton. - Poznaje Pan?

I tutaj poczułem dziwne mrowienie pod palcem wskazującym i na kręgosłupie. Oto fryzjer trzymał w ręku pożółkłą fotografię.
Plan pierwszy - dwóch hitlerowców ciągnie przez ulicę niewielką haubicę do walk miejskich.
Plan drugi - po prawej stornie od nich stoi charakterystyczny wojskowy pojazd wykorzystywany do walk ulicznych w czasie II Wojny Światowej.
Plan trzeci, tło - zakład fryzjerski!!

Ten sam budynek, ta sama ulica. Nic, kompletnie nic się nie zmieniło!! I stoję ja Ci i gapię się oniemiale. A on po prostu pokazuje, tak normalnie. Nie zna mnie. Ot człowiek z człowiekiem gada o fotografii!

Stoimy dokładnie w tym samym miejscu, w którym hitlerowcy ze zdjęcia ciągną haubicę. Data... rok 1939, po zdobyciu Poczty Gdańskiej. I wiecie co... fryzjer zaczął zgrabnie pokazywać co jest na ścianach, co się zachowało, a ja robiąc dwa kroki do tyłu złapałem w kadr jego głowę, wyciągnięta rękę ze zdjęciem i w tle współczesny już zakład.

Dotknąłem esencji. Czegoś ulotnego. Namacalny dowód na to, że fotografia jest nadludzka. Ma duszę. Żyje.
Nie ważne jak wyjdzie zdjęcie. Ważne to, co się przydarzyło.

Trzymam kciuki za Wasze tego typu spotkania z ludźmi i z fotografią.
Warto miec aparat. Naprawde warto!!!


10 komentarzy:

[rK] pisze...

Wzruszyłem się, naprawdę.

sarniak pisze...

Ale żeś to pięknie ujął! :)

witek pisze...

zazdroszczę tej chwili, no i gratuluję

guerilla pisze...

no dobra, ale gdzie jest zdjęcie/a tam zrobione??

:)

R.

alkos pisze...

no! i pięknie jest. :-D

Wojciech pisze...

super historia ale pokaz zdjecie!

iczek pisze...

Oj , muszę skończyć rolkę, a poza tym boję się, że magia ucieknie wraz ze zdjęciem... Chwilo trwaj! :)

troniu pisze...

piękna chwila:)

sydney pisze...

poza tym, że warto mieć aparat zawsze z sobą to warto (i ładnie) pytać ludzi czy chcą znaleźć się na zdjęciu Traktowanie ludzi jak bezosobowe obiekty jest dla mnie równoznaczne z kradzieżą cząstki ich tożsamości (z drobnymi wyjątkami :)

dagio pisze...

znam te momenty.. warto żyć dla nich :) ale pytać lepiej już nawet po zrobieniu zdjęcia ;)