środa, 20 lutego 2008

Recenzji wieczór.... Dederko


Być może słowo recenzja nie oddaje tego o czym przeczytacie. To zaledwie kilkanaście zdań na temat książki, którą kupiłem jakiś czas temu, i której pierwowzór urósł wśród fotografów do rangi prawie biblii.

Dederko "Światło i cień w fotografii" pod redakcja Cezarego Dybowskiego (dla wielu znanego z pl.rec.foto jako 'Czarek') to wydawnictwo, które ma w swym założeniu udostępnić czytelnikowi wiedzę z zakresu światła w fotografii wypracowaną i opracowaną przez Witolda Dederko, a poprawianą i uaktualniana przez jego synów.

Zapewne moje podejście do tej książki jak i złe ukierunkowane oczekiwania sprawiły, ze po jej przeczytaniu jestem całkowicie rozczarowany i naprawdę niemile zaskoczony tym wydawnictwem, jako całością, a stroną redakcyjna jestem zażenowany w XXI wieku.

Dlaczego?

Książka mogłaby być potrzebna fotografującemu człowiekowi, ale nie w takiej formie! Niestety w obecnych czasach tego typu wydawnictwa służą jedynie purystom fotograficznym , którzy być może lubują sie w zawiłych meandrach wzorów fizycznych opisujących kąty padania światła i rozszczepienie tegoż. Nie jest jednak ona dla ludzi.
Dla fotografa, który chce poznać podstawy oświetlenia i generalne zasady oświetlenia jest to podręcznik bardzo nieczytelny i bardzo techniczny. Za bardzo!
Za bardzo aby zainteresować szerszą grupę amatorów i za bardzo aby atrakcyjnie podać, skądinąd ważne, informacje. Zdecydowanie winy szukałbym po stronie redakcyjnej.

Książka bowiem zawiera tony ważnych informacji (jeśli już ktoś chce znać te wzory i kąty) i są one dość logicznie pookładane, ale ich przedstawienie w formie proponowanej przez redaktorów jest archaizmem do potęgi entej. Wykresy, diagramy strzałkowe i kąty odbicia sa przedstawione tak technicznie, ze mimowolnie omijamy te strony, bo podanie nawet najlepszej ryby na brzydkim talerzu psuje przyjemność jedzenia.

Rozdział "Nazewnictwo i systematyka oświetlenia", który moim zdaniem stanowi trzon całej książki jest podany w takiej formie, ze ilość skrótów nazw oświetlenia już dawno nie używanych w ŻADNYM studio czy przez nikogo na świecie, przytłacza cala ważką merytoryczną stronę rozdziału. Przykre.

"Tablica oświetleń podstawowych" - rozdział omawia metody oświetlenia rożnych tematów fotografa: przyroda, architektura, portret itp.... obył sie bez jednego zdjęcia?!
Czytamy, czytamy, czytamy... tekst w bryle opisujący jak wygląda światło na łące (!?). Nie uwierzyłbym, że można tak skopać temat gdybym nie zapłacił za te książkę :)
Jedno, dwa, trzy zdjęcia zamykają temat.

Umiejętne streszczenie i wyłapania najważniejszych aspektów załatwiłoby temat, który jest rozpisany na kilka strona dla każdego typu fotografii. No cóż tutaj można by docenić pracę redaktora wydania, ale widać redaktor nie pracował...

Najbardziej śmieszy mnie opis światła w fotografii przyrodniczej. Nie bede nawet cytowal... to trzeba przeczytać. Żenujące.

Rozumiem, że język miał może nawiązywać do języka seniora rodu, ale by jakikolwiek młody człowiek sięgnął po taką lekturę trzeba umieć go przyciągnąć. Zakładam bowiem, że podstawy fotografii są przeznaczone generalnie dla adeptów.

Już nawet nie będę sie rozpisywał o zdjęciach dołączonych jako suplement na końcu książki, bo uważam, ze nawet na potrzeby tylko ilustracyjne można pokusić sie o zdjęcia wysokiej wartości artystycznej. To, co zaserwowali autorzy to jakaś PRL'owska mieszanka zdjęć z imienin cioci i pseudo plenerów.

Bardzo żałuje, ze z bogatej wiedzy rodziny Dederków udaje sie od lat (patrząc na poprzednie edycje) wycisnąć tak marnej jakości wydawnictwo.

Być może (a może i na pewno) powodem tego jest aspekt ekonomiczny. Tego typu wiedza i takie podręczniki są promilem poszukiwanych przez klienta wydawnictw, ale kolejne wydanie w takiej formie jedynie po raz kolejny zmarnuje szanse na ciekawsze pokazanie technicznej strony fotografii i głównego technicznego aspektu fotografowania, jakim jest zrozumienie światła.


Reasumując: książka bardzo potrzebna w dobie powierzchownym poradników wypełnionych stockowymi fotkami, ale niestety i taką ścisła wiedzę można i NALEŻY podać zjadliwie. Dbając o utrzymanie chociaż minimalnej dozy zaciekawienia wśród czytelnika, bo nic tak nie zniechęca jak 30 stron zlanego akapitowego tekstu o fotografii.

1 komentarz:

mtq pisze...

Hmmmm...
No to mam problem - bo ja właśnie wygrałem tę książkę i nie wiem czy zabrać się za czytanie, czy to będzie strata czasu. Książka nie cienka...
A co byś polecił dobrego o świetle?

Pozdrawiam,
Marcin