wtorek, 2 lutego 2010

Czyli robisz tylko....?


Byłem na bardzo ciekawym (Dobry Wojak Szwejk powiedziałby: arcyciekawym) spotkaniu. W sumie było to trochę jak przesłuchanie, ale w bardzo miłej atmosferze. Z obowiązkowym trunkiem powyżej 30% i zakąską.
W czasie dość długiej rozmowy, padło jednak pytanie (jedno z wielu), które wróciło dzisiaj do mnie gdzieś z podwzgórza chyba... a może z płata czołowego... cholera wie, gdzie się ukrywało - ale zarejestrowało się tak:
- Czyli robisz tylko portrety..?
- ...?

Właśnie. Dlaczego ja robię tylko portrety?
Przeglądałem dzisiaj kilka galerii, które raczył na swoim blogu wymienić za "Lensworkiem" kolega Rudolf. Między nimi był John F. Conn i jego strona autorska.
I tak sobie przeglądałem te galerie i dotarło do mnie, że gość robi obok napiętych jak struna fotek z metra, także widoczki Wildlife, a nawet (!) Aquatic....
To, że robi, to pół biedy, ale on to potem pokazuje.

I zastanawia mnie jedno - czy powinno się robić różne tematyki zdjęć. Czy to w jakiś sposób udowadnia naszą wszechstronność, a co za tym idzie "lepszość"?
Skoro ja tylko robię portrety..., a np.: taki Rudolf robi mgły i rowery... to co to znaczy?

Pytanie przytoczone, padło oczywiście gdzieś w środku rozmowy i miało swój kontekst. Zapewne nie chodziło w nim o jakąś podszytą ironią złośliwość. Po prostu wydało się komuś dziwne, że robię tylko portrety.

Ale czemu to jest dziwne?
Czyżby w dobie robienia wszystkiego, wszędzie i w każdej ilości - specjalizowanie się w czymś było wyjątkowe?
Może to jest jakaś nisza...?:)