poniedziałek, 11 stycznia 2010

Polecane... Sandro Miller


Kolejny przykład, że na "sławnych" można dobrze wyjść :)
Sandro Miller sportretował wielu sławnych. Raz lepiej, raz gorzej, ale nawet jak gorzej, to nazwisko ratowało sesję. I ten problem mnie nurtuje od lat..:(
Ale Sandro też robi zdjęcia niesławnym...:) Generalnie warto znać... wali kolorem aż trzeszczą gnaty...

Jego głośnym projektem jest czarno-biały album "American Bikers". Kilka przykładowych fotek w dziale Personal >> Bikers.

fot. : Sandro Miller (www.sandrofilm.com)


Nie podoba mi się...


Każdy kto chociaż raz robił coś dla kogoś za pieniądze, łatwo zrozumie o czym chcę napisać. Rzeczy tyczy się oczywiście tego fragmentu robienia za pieniądze, który dotyczy fotografii.

Przypadek:
- Chciałbym portret.
- ?
- No taki wie pan... prosty, dla siebie, trochę dla dzieciaków... oj tak sobie wymyśliłem.
- Jakieś preferencje czy pozostawia mi Pan wolną rękę?
- Na Pana stronie widziałem informację, że klient zna dorobek i styl artystyczny studia i godzi się na wizję artystyczną. To mi pasuje. Tylko chciałbym bez udziwnień, bez jakiś rogów, piórek itp... Tylko takie mam uwagi.
- Proszę przyjść jutro. Zna Pan ceny ze strony?
- Tak widziałem... milion złotych za pojedyncze ujęcie.
- Zgadza się...

Po 5 dniach.

- Chciałem odebrać portret.
- Proszę, dodałem od siebie ramkę, ale oczywiście może Pan to zmienić.
- ....?
- Coś nie tak...?
- Nie podoba mi się.
- ....?
- Wyglądam jakoś nie jak ja. I te oczy jakieś podkrążone i włosy siwe po lewej mocno. Ale przede wszystkim, to ja smutny jestem strasznie.
- No cóż... wydał Pan właśnie miliom... [próba żarciku]
- Nie biorę..
- Może jednak. To świeżutki portret. Jedyny... [znowu próba żarciku]
- Poproszę o zwrot zaliczki.
- ...?


I to już koniec opowiastki. A jej morał? Może nie ma morału? Może jest pole do zastanowienia się o co chodzi w tym oczekiwaniu i spełnieniu?
Czy jako usługodawca, ale w widocznym nawiasie - artysta - jestem zobowiązany schlebiać gustom klienta?

Nie jestem fotografem fashion, któremu nad głową w trakcie sesji siedzi 5 osób z firmy plus 4 producentów plus ma na monitorze od razu ramki i zdjęcia billboardów i musi tylko wpasować się z fotką miedzy już napisane hasła i grafiki.
Ja w 99% sam pokazuje osobę, którą portretuje. Czy portretowany ma prawo powiedzieć - nie podoba mi się!?
Ma prawo nie zapłacić?

Wiem, zaraz napiszecie, że trzeba skonstruować z prawnikiem dobrą umowę. Taką, w której klient będzie jedynie bulił.
A może jednak podejście Witkacego...?
Ludzie to barany i na sztuce się nie znają, więc walnę im regulamin, że praw nie mają i ja wiem lepiej i jak nie chcą to wynocha! :)

Jak trudno nam dostrzec w sobie coś innego niż chcielibyśmy widzieć.
Wiem, to bo sam nie akceptuje swoich zdjęć.
Żadnych :)

[wyjaśniam - to nie jest niezadowolona klientka :)]