niedziela, 17 stycznia 2010

Pierwszy zasrany plan...


Niestety... dla wielu z nas do końca życia nie dostrzegalny będzie "drugi plan".
Czym starszy jestem dziad, tym bardziej załamuję ręce nad ludzka bezmyślnością i głupotą. Nad dostrzeganiem jedynie czubka swojego nosa, czyli "pierwszego planu".

Idę na sanki z synem, a właściwie na tzw. jabłuszko. Mieszkam na "nowym osiedlu". Jak wiadomo, przestrzeń jest tak ciasno zagospodarowana, że plac zabaw jest wielkości mojej kuchni, ale jest, bo developer był zobowiązany "coś" postawić. Oczywiście zielenie nie ma tutaj wcale, bo wszystko zajmują miejsca parkingowe po 10,000 od sztuki. O górce do jeżdżenia nie ma co marzyć. Przy tych warunkach, stare osiedla gierkowskie wydają się obecnie enklawą przestrzeni i zieleni (patrz Żabianka, Zaspa).

Jest więc u nas jedna górka niewielka na sąsiednim osiedlu i na tej górce jeżdżą wszystkie dzieci z 3-4 osiedli wokół. Wychodzę więc dzisiaj pojeździć i co widzę u podnóża tej górki..? Oczom nie wierzę, ci sami ludzie, którzy jeszcze wczoraj na świeżym śniegu bawili tam woje dzieci, wieczorem postanowili... wyprowadzić u podnóża górki swoje... psy!
Cały dół górki jest więc..... psimi odchodami...!
To się nie mieści w głowie... co za stado głupich baranów. Debile!

Pamiętam akcje Piotra chyba rok temu na temat wyprowadzania psów na trawniki. Śmiechu warte się to wydaje, ale uważam, że dopóki nie nauczymy się kultury elementarnej (nie ... pod siebie) to nie powinniśmy w ogóle rozmawiać o sztuce, fotografii czy innych podobnych nieosiągalnych wyższych aspektach człowieczeństwa.

Czemu o tym piszę tutaj?

Bo podobnie jest czasami z fotografią. Robimy byle jak, byle nacisnąć migawkę. Widzimy jakiś pierwszy plan i trach! Fota gotowa. A przecież w kadrze powinien być porządek, jakieś przemyślenie. Musimy uważać na ten pierwszy plan, bo często zapominamy na chwilę spojrzeć w nieostrość za nim. Sprawdzić jakie plany pojawią się nad głowa modela, jaki kolor tła odciągnie wzrok od głównego wątku.
Nie róbmy ze swojego fotografowania takiej górki, na którą wyprowadzamy nasze psy.
Nauczmy się porządku, który powinien być nam wpojony z mlekiem matki.
A jak nie umiemy, to nie fotografujmy... to nie kupujmy psów dzieciom i sobie! Proste.

Kiedyś byłem za zakazem posiadania psów na osiedlach. Ale w sumie co winien jest pies, że jego właściciel jest debilem!?
Powinna istnieć kara za takie praktyki egzekwowana na podstawie fotografii (ponownie pomysł Piotra)... powiedzmy 5000zł.
Jestem przekonany, że nauczymy to bydło w ciągu roku jak dbać o zwierzę.

Szkoda, że analogicznej kary nie da się wyegzekwować w fotografii :)


To tyle... na maksymalnych wnerwie pisane.
Nie oczekuje dyskusji na temat psów... jeśli chcecie pogadajmy o estetyce fotografii...
Darujmy sobie watki trawnikowe... :) Please.



16 komentarzy:

alekw pisze...

a dziś to się z Tobą zgodzę w 100% (w kwestii psów to i nawet w 110%)

kamilarondo pisze...

Myślenie jest czynnością trudną. Najczęściej, póki sami się nie upaprają, nie pomyślą. Bo wychodzenie z myśleniem naprzód, to cecha nielicznych. Fakt, nabyta przez doświadczenie, ale widać niektórym potrzeba jest cały wór doświadczeń nieprzyjemnych. Choć i to nie gwarantuje sukcesu. (-;

Takie życie. Niestety.

Anonimowy pisze...

aż poleciałam sprawdzić, czy zadbałam dziś należycie o drugi plan :P ;)) Gata

jatomek pisze...

nie miałem nigdy psa, ale nienawidzę tych wszechobecnych kup. Niedawno przeprowadziłem się na te "nowe osiedle" i ku mojemu zdziwieniu druzgocąca większość sprząta po swoich czworonożnych ulubieńcach czyli jest nadzieja! to tyle o estetyce w fotografii :)

photohibition pisze...

Jednak psiarsko, a nie fotograficznie (bo o zadanym truistycznym problemie fotograficznym trudno dyskutować): jeśli założymy, że taki cywilizowany właściciel psa będzie miał akurat ze sobą kartonik na psią kupę i nie zawaha się go użyć - co ma z nim/nią później zrobić? Jeśli będzie miał szczęście i trafi w pobliżu trawnika na kosz na śmieci (o które nie jest łatwo) - czy ma ją wyrzucić do tego, opróżnianego raz na tydzień kosza, tworząc razem z kilkudziesięcioma innymi cywilizowanymi właścicielami psów śmierdzące kupowe epicentrum, czyniąc tenże kosz nieużytecznym dla ludzi, którzy będą omijać go z daleka zamiast wyrzucić do niego butelkę po "Fancie" (i butelka trafi na trawnik, pozostając na nim dłużej niż psia kupa)?

Paweł pisze...

moim zdaniem najważniejszy jest moment i emocja a nie 2 plan

iczek pisze...

@Paweł - teoretycznie tak, w praktyce okazuje sie, ze emocja potrafi się zgubić między planami, które źle zaplanowałeś :)

Paweł pisze...

dlatego właśnie są ludzie, których określamy mianem mistrzów fotografii, ponieważ oni prawdopodobnie nie myślą , robią to automatycznie... łączą moment, emocję i ten 2 plan. Nie wystarczy myśleć, można myśleć i nic nie wymyśleć, bo tak połowa ambitnych pstrykaczy byłaby mistrzami fotografii a jak wiemy tak nie jest :) Sądzę, że to kwestia talentu, wrażliwości i przede wszystkim doświadczenia... może masz racje, warto na to zwracać uwagę na początku... być może z czasem wejdzie to w nawyk by robić to bez zastanowienia.... tak by była to oczywistość...

zover pisze...

tak, przy odpowiedniej przysłonie, można grać planami i sprawiać, że to co mogłoby drażnić oko znika w rozmyciu, na tym polega fotografia :) oczywiście, żeby świadomie rozmywać, trzeba te wszystkie plany wyraźnie widzieć. średnie i duże formaty, też pomagają w grach planami, zupełnie inaczej niż małe, bezradne poręczne i wszechobecne cyfrówki, przed nimi to już nic się nie ukryje. kultury nam bez wątpienia trzeba więcej. niektórzy wciąż jeszcze nie wierzą, że mieszkają u siebie.

Anonimowy pisze...

Niektórym "Wielkim" drugi plan w ogóle nie jest potrzebny , emocje zatrzymują na pierwszym planie i to im wystarczy a wręcz cała reszta jest im niepotrzebna np mistrz Avedon w jednej ze swoich serii, lub również podziwiany przeze mnie Ivan Pinkava. O wyjąkowośći fotografii na szczęście nie decyduje drugi plan. Oczywiście można go wykorzystać umiejętnie i opowiedzieć drugim planem , często drugi plan jest bazą , fundamentem , gdzie pierwszy plan to tylko dodatek , często zmieniający się element , lub , co często się zdarza, nie ma ani pierwszego ani drugiego planu, zwyczajnie się przenikają i są równorzędnym elementem obrazu.
Aby zadbać o pierwszy , drugi i każdy następny plan , trzeba być poprostu świadomym fotografem .
AK

Anonimowy pisze...

Trzeba również być świadomym właścicielem zwierząt , jak wiemy świadomość to bardzo cenna cecha w każdej dziedzinie życia :)
AK

Anonimowy pisze...

drodzy moi, nie zawsze da sie drugi plan przypilnowac-w zaleznosci od sytuacji fotografowanej prawda?Pozdrawiam.Lilly.

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Anonimowy pisze...

oj tak. kupa każdego spotyka. a mi zdarzyło mi sie kiedyś spotkać pewnego artystę, który naprawdę przejął się tematem kup. Otóż fotografował kupy psie w plenerze. Fotografował je zimą i latem, codziennie wychodził na łowy. dziełom swym nadawał tytuły w stylu "Żółta Kupa Na Śniegu" albo "Grupa Kup Na Koniczynie". Az dziw, ze nie zabłysnął na festiwalach fotograficznych ze swoim Cyklem. Bo on Cykl tworzył, przepisowo. Może zresztą do dziś go kompletuje i utonął w nadmiarze Materiału...
pozdrawiam
ol
PS a najgorsze było to, że znajomi, zamiast zabić kolesia śmiechem, kiwali glowami i mówili :"głebokie", "Przełomowe", "co za pomysł", "czysta forma". Dlatego nie polecam nikomu "studiowania" fotografii, wlaśnie dlatego.

iczek pisze...

ol - okey, rozumiem, ale napisz mi prosze czym rozni się cykl - "gołe penisy" lub "nagie postacie z penisami" od serii "kupa na trawie".

Bo jeśli chodzi wyłącznie o temat, to nie ma dyskusji - każdy sam sobie wymysla temat.
Ale jeśli chodzi o konsekwencje, przemyslenie tematu i doprowadzenia go do końca, to może kupa warta jest tyle samo co nagie torsy i penisy w tym kontekście..?

Tez można wyśmiać nagie penisy - zabić śmiechem :)

Anonimowy pisze...

może i tak. choc mimo wszystko stawiam penis wyżej nad kupę. Ale i taki cykl samych wyrwanych z kontesktu penisow, kolekcjonowanych fotograficznie-jakoś pusty mi się zdaje, choćby nawet dekoracyjny jakos byl. albo zdjęcia rozjechanych ptakow. albo doniczek. albo wycieraczek. albo sloikow. no można. ale - warto? nie wiem. Cykle tego rodzaju grożą mechanizacją czasem. czytam sobie teraz "szaleństwo katalogowania" Eco i to chyba cecha ludzkości-jedna kupa nie wystarczy.

lecz- może zle piszę "zabic smiechem". to zle okreslenie.to skrot myslowy. ale kiwac z zadumą głową nad serią kupnych fot, jeszcze do tego technicznie marnych...eee..toż to udawanie czyste, tak jakby ilosc automatycznie generowala jakąś wartosc dodaną. wiele takich cykli się dziś tworzy,gdzie wartoscią jest tylko fakt, ze jest to cykl...
takie mam wrazenie.co ja tam zreszta wiem, ja też zbieram.twarze i inne fragmenty.

PS będę myśleć nad Twoim pytaniem,w czym zbior nagusow lepszy od cyklu kup. sotografowanych, namalowanych czy odlanych z gipsu.gdyby, teoretycznie - jedno i drugie bylo wykonane mistrzowsko- to da się porównac czy nie? chyba temat jednak wiele zmienia.ale- dlaczego temat cos zmienia?
pozdrawiam, ol