poniedziałek, 11 stycznia 2010

Nie podoba mi się...


Każdy kto chociaż raz robił coś dla kogoś za pieniądze, łatwo zrozumie o czym chcę napisać. Rzeczy tyczy się oczywiście tego fragmentu robienia za pieniądze, który dotyczy fotografii.

Przypadek:
- Chciałbym portret.
- ?
- No taki wie pan... prosty, dla siebie, trochę dla dzieciaków... oj tak sobie wymyśliłem.
- Jakieś preferencje czy pozostawia mi Pan wolną rękę?
- Na Pana stronie widziałem informację, że klient zna dorobek i styl artystyczny studia i godzi się na wizję artystyczną. To mi pasuje. Tylko chciałbym bez udziwnień, bez jakiś rogów, piórek itp... Tylko takie mam uwagi.
- Proszę przyjść jutro. Zna Pan ceny ze strony?
- Tak widziałem... milion złotych za pojedyncze ujęcie.
- Zgadza się...

Po 5 dniach.

- Chciałem odebrać portret.
- Proszę, dodałem od siebie ramkę, ale oczywiście może Pan to zmienić.
- ....?
- Coś nie tak...?
- Nie podoba mi się.
- ....?
- Wyglądam jakoś nie jak ja. I te oczy jakieś podkrążone i włosy siwe po lewej mocno. Ale przede wszystkim, to ja smutny jestem strasznie.
- No cóż... wydał Pan właśnie miliom... [próba żarciku]
- Nie biorę..
- Może jednak. To świeżutki portret. Jedyny... [znowu próba żarciku]
- Poproszę o zwrot zaliczki.
- ...?


I to już koniec opowiastki. A jej morał? Może nie ma morału? Może jest pole do zastanowienia się o co chodzi w tym oczekiwaniu i spełnieniu?
Czy jako usługodawca, ale w widocznym nawiasie - artysta - jestem zobowiązany schlebiać gustom klienta?

Nie jestem fotografem fashion, któremu nad głową w trakcie sesji siedzi 5 osób z firmy plus 4 producentów plus ma na monitorze od razu ramki i zdjęcia billboardów i musi tylko wpasować się z fotką miedzy już napisane hasła i grafiki.
Ja w 99% sam pokazuje osobę, którą portretuje. Czy portretowany ma prawo powiedzieć - nie podoba mi się!?
Ma prawo nie zapłacić?

Wiem, zaraz napiszecie, że trzeba skonstruować z prawnikiem dobrą umowę. Taką, w której klient będzie jedynie bulił.
A może jednak podejście Witkacego...?
Ludzie to barany i na sztuce się nie znają, więc walnę im regulamin, że praw nie mają i ja wiem lepiej i jak nie chcą to wynocha! :)

Jak trudno nam dostrzec w sobie coś innego niż chcielibyśmy widzieć.
Wiem, to bo sam nie akceptuje swoich zdjęć.
Żadnych :)

[wyjaśniam - to nie jest niezadowolona klientka :)]


25 komentarzy:

photohibition pisze...

"Klient" może być niezadowolony, ale nie ma to nic wspólnego z nie płaceniem.
Chyba że umówicie się, że "Klient" może nie zapłacić jeśli mu się nie podoba :-)
Kiedy kupujesz jogurt w markecie, to może ci nie smakować i tyle, ponarzekać można. Zwrotu kasy możesz oczekiwać wtedy, kiedy w środku będzie kefir zamiast jogurtu (albo zdechła gąsienica).

iczek pisze...

No tak, z tym płaceniem, to sie da rozwiazac umowa jakąś czy coś, ale mi bardzoej chodzi o te kwestie - podoba sie... i foch :)

Kraftsman pisze...

W takiej sytuacji masz prawo do wynagrodzenia ponieważ dzieło zostało wykonane zgodnie z umową (rozumiem, że w portrecie nie ma "piórek" ani "rogów"). Zwłaszcza, że klient wyraźnie zostawił fotografowi wolną wolną rękę co do wizji artystycznej. Inaczej byłoby jedynie w przypadku, gdyby umowa wyraźnie zastrzegała prawo zamawiającego do subiektywnej oceny dzieła i odmowy jego odbioru w zależności od takiej oceny. Nawet jednak w takim przypadku upierałbym się co do zwrotu kosztów związanych z realizacją dzieła.

Anonimowy pisze...

Wg mnie po to jest zaliczka (która absolutnie zostaje u Ciebie), żeby powetować sobie zmarnowany czas w sytuacji gdy klient rezygnuje z zamówienia. I tyle. I ani Ty nie powinieneś mieć do niego pretensji, ani on do Ciebie. Ot nie zgrały się wasze gusta.
Z drugiej strony przy podejściu biznesowym (teraz spekuluję, bo się nie znam) można już w czasie sesji ustalić czy klientowi odpowiadają ujęcia czy nie... trzeba tylko skorzystać z cyfry i pokazać mu ten cholerny efekt na monitorze... :) Szkoda kasy przecież, a jakiś kompromis można wypracować :)

MJ

Anonimowy pisze...

To chyba kwestia indywidualna związana z dojrzałością klienta. Jeśli daję wolną ręke zleceniobiorcy to godzę się na efekty jego pracy. Proste. A późniejszy foch mówi tylko i wyłącznie o poziomie zleceniodawcy, a nie zleceniobiorcy.
pozdr. hubert

Kraftsman pisze...

Jeszcze jedna rzecz w uzupełnieniu mojego wcześniejszego wpisu. Na przyszłość warto rozważyć, czy nie uregulować tych zasad w ogólnym regulaminie świadczenia usług fotograficznych i prosić klientów aby potwierdzali podpisem, że się z tym regulaminem zapoznali i go akceptują. W razie sporu wyciągasz regulamin i składasz prostu jak konstrukcja cepa pozew w postępowaniu upominawczym. Niewielki koszt - wysokie prawdopodobieństwo odzyskania kasy.

Pozdrawiam.

stolica i okolica pisze...

Zamiast 'zaliczki' odpowiednio wysoki zadatek, i po sprawie.

iczek pisze...

Panowie... uwagi ok, ale wolałbym się skupić na kwestiach poza finansowych... dlatego dałem tak absurdalną kwotę jako przykład :)

Mnie bardziej idzie ot to czy artysta musi brać pod uwagę ew. foch klienta..?

Czy artysta może być rzemieślnikiem?
A rzemieślnik artystą? I czy klient ma prawo się na czymś znać!? :)

arek pisze...

Panie i Panowie, a ja myślę, że nie wszyscy klienci byli zadowoleni ze zdjęć, które wykonał im jakiś tam artysta, ale podobało im się to, że tenże artysta im zrobił zdjęcie, bo to przecież prestiż. Czy podoba się Wam zawsze 100% zdjęć Waszego ulubionego artysty?
Jeden klient powie artyście w oczy, że nie do końca to to, a inny tylko pomyśli i podziękuję. Nie sądzicie tak?

Kraftsman pisze...

@stolica i okolica: Zadatek nie załatwia sprawy reszty wynagrodzenia, które jest w tym kazusie należne.

@iczek: Do pytania, czy artysta powinien brać pod uwagę foch klienta można podejść na wiele sposobów. Można zastanawiać się na tym w szerokim kontekście: czy artysta w ogóle powienien brać pod uwagę opinię publiczności. Temat oklepany. Moim zdaniem nie powinien jeśli rzeczywiście ma na celu realizowanie WŁASNEJ wizji artystycznej, ale nie podchodzę do sprawy ortodoksyjnie, dopuszczam inne podejście.

Można też zastanawiać się na tym w węższym kontekście relacji fotograf-klient (i chyba o to chodziło w pytaniu). Jeśli świadczymy usługę, to musimy brać pod uwagę wymogi zamawiającego. Takie wymogi, w takim zakresie w jakim jest to obiektywnie możliwe, powinny być określone w umowie pomiędzy stronami (choćby ustnej - jak to jest w podanym kazusie). W ten sposób można uzgodnić zwykle kwestie techniczne (formalne: technika, papier) i co najwyżej ogólne dyrektywy co do samej treści zdjęcia (klimat oświetleniowy, typ kadru - np. amerykański itp.). Nie da się określić w umie tego, czy zdjęcie się będzie podobało! Można natomiast uregulować zasady rozliczeń, które będą miały zastosowanie jeśli taka sytuacja się pojawi. W braku szczególnej umowy w tym zakresie - należy się wynagrodzenie jeśli tylko zdjęcie spełnia uzgodnione kryteria formalne i ogólne dyrektywy co do jego treści.

Oczywiście temat można komplikować i uzgodnić np. procedurę dochodzenia do zamierzonego przez klienta efektu. Ale to zostawiam na razie.

Rudolf pisze...

Iczek, albo się sprzedajesz - i wtedy masz klientowi zrobić dobrze tak, jak to możliwe, albo jesteś artystą i wtedy najlepiej brać kasę z góry, a przede wszystkim napisać regulamin a'la Witkacy.

"wyjaśniam - to nie jest ten portret z posta :)"
To po cholerę go pokazujesz? Jak chcesz, żeby Cię ktoś pochwalił, że ładne zdjęcie - to fotobloga załóż! ;)

Karolina pisze...

"Jak trudno nam dostrzec w sobie coś innego niż chcielibyśmy widzieć.
Wiem, to bo sam nie akceptuje swoich zdjęć.
Żadnych :)"

Nie akceptujesz swoich zdjec?

Moze dobrze miec takie podejscie do sprawy. Diane Arbus podchodzila do tego w taki sam sposob. Wszyscy jej mowi ze swietnie maluje i przestala malowac bo nie widziala sensu w robieniu czegos – rowijania czekos w czym byla juz swietna.

iczek pisze...

@Rudolf łaskwa był zauważyć:
To po cholerę go pokazujesz?

Okraszam! Znasz li te słowo?:)
(włącz sobie Adblock jak chcesz mieć tekst ino:)

@Karolina - miałem na myśli zdjęcia, które MI ktoś zrobił :)

kacper kowalski pisze...

hehe

jak sie jest artysta, to sie tworzy w oderwaniu od rzeczywistosci. Jak sie jest rzemieslinikiem, to sie realizuje zamowienie klienta. Najlepiej w oparciu o umowę.

A jak sie jest rzemieslnikiem z aspiracjami na artyste, to sie ma problem. To dotyczy 99.999% twórców. Osobowości na miarę Witkacego jest naprawdę mało... W obecnym czasie to np David Cerny. Nie każdy może sobie pozwolic na taką akcję, jaką on zrobił w Czechach z instalacja na czesc UE i wyjść z tego obronną ręką :-)

pozdrowienia,
Kacper

photohibition pisze...

"Mnie bardziej idzie ot to czy artysta musi brać pod uwagę ew. foch klienta..?"
Brać do głowy - jak najbardziej.
I w przypadku kolejnego klienta, który sprawia wrażenie podobnego do tego pierwszego - albo odpuścić (i jeść parówki), albo nagiąć się do jego oczekiwań (i jeść salami, przestając na chwilę nazywac się nieskrępowanym twórczo artystą) :-)

Wg mnie granica między rzemiosłem i twórczością autorską jest bardzo nieostra i istnieje tak naprawdę w głowie twórcy - bo tylko twórca wie czy wykonując daną fotografię stworzył nową, własną jakość, czy raczej poszedł sprawdzoną, wydeptaną ścieżką.

Czy Michał Anioł tworząc freski Kaplicy Sykstyńskiej był wolnym artystą, czy tylko chałturnikiem, tworzącym swój ołtarz dla kasy pod dyktando i wg wskazówek papieża? :-)

iczek pisze...

A czy najlepsza granicą nie jest tutaj wyłącznie to, o czym pisał Kacper?

Czyli klasa artysty i jego pozycja?

Jeśli jesteś Anselem Adamsem to ludzie samo chcą Twoich zdjeć jakiekolwiek będą, bo to przecież Adams.

Jest wiele przykładów w historii fotografii, że portretowani sami chcieli aby publikowano ich "słabe" zdjecia, bo im się podobają i mają to coś. Vide wpis na
"I like photo"

Są też przykłady w druga stronę, że pomimo sprzeciwu klienta, autor postanowił pokazać światu swoją wersję - Avedon i zdjęcie M. Thatcher.

Karolina pisze...

Aha :-)
Zadnych? Tzn swoich autoportretow tez nie lubisz?

Nomad_FH pisze...

Co do podejścia klient - fotograf. Na MM ktoś opisywał sytuację, gdzie zrobił zdjęcia ślubne - i chcąć zażartować nagrał na płytkę najsłabsze zdjęcia z sesji, wesela (bez jakiejkolwiek obróbki, źle skadkrowane, niedoświetlone etc.).
Pokazał je klientowi - klinet stwierdził, że ok - bierze. Wtedy mówiąc, że to żart - dał drugą płytkę - starannie wselekcjonowane, wycezelowane zdjęcia, obrobione i wogóle.
I tu zdziwienie - klient powiedział, że bierze i płaci za obydwie płytki.

Stąd - klienta nigdy nie zrozumiesz :D

kacper kowalski pisze...

photohibition, to są odrębne tematy.

Naginanie się dotyczy etyki. Jedni nagną się bardziej inni mniej. Jeśli ktoś potrafi nagiąć się bardziej niż podpowiada mu sumienie - to jest jego problem. Taką ma potem reputację i portfolio. Zasada jest więc prosta, możesz naginać się do woli klienta tak długo, jak długo nie wstydzisz się podpisać pod "dziełem".

Każdy ma prawo prowadzić swój biznes jak mu się podoba. Jedno jest ważne - definiować warunki przed, a nie po. Jeśli nie jesteś uznanym twórcą, i bedziesz dyktować twarde warunki - masz szanse być głodnym twórcą, albo od początku mieć czytelne, spójne portfolio komercyjne :-)

PS
wielkie osobowości ze świata Sztuki charakteryzuje jeszcze jedno. Zwykle mają olbrzymi temperament, fantazję ułańską i jaja.

Malwina de Brade pisze...

Co do Witkacego, wcale tak wszyscy nie byli zachwyceniu jego portretami i nie wszyscy chcieli je mieć. Wiele osób skądinąd znających sie na sztuce uważało ja za bohomazy. Samo to, ze gdyby nie jeden dyrektor Muzeum w Słupsku, który zakochał się w Witkacym, nie byłoby Jego kolekcji ani w Warszawie, ani w Zakopanem.

A jesli chodzi o twoje portrety, to czyzbyś nie spotkał żadnego dobrego portrecisty na swej drodze?
Czy też może masz inne wyobrażenie o sobie niż to co widza inni. Nie zapomnij, ze w lustrze nigdy nie widzimy siebie.tylko pozę jaką przyjmujemy sami przed sobą. To co widzą inni nie zawsze nam się spodoba...

Anonimowy pisze...

Prawnik też bierze kasę niezależnie od tego czy Cię uniewinni czy pójdziesz siedzieć. To się nazywa umowa staranności czy jakoś tak.


--
Leon

Anonimowy pisze...

Z tego, co tu powiadacie, wyłania mi się definicja sztuki:

Aktywność ludzka polegająca na tym, że Artysta ma w Dupie Klienta, który – znajdując się w Dupie Artysty jest święcie przekonany, że znajduje się w Bursztynowej Komnacie. W całym tym zgiełku jestem za Dupą Artysty.

Pozdr
Tomasz Pawłowski

wujek db... pisze...

Eh, ruszasz temat na przynajmniej kilka godzin dyskusji przy czyms mocniejszym ;)
Generalnie moje zdanie jest takie: artysta powinien utrzymywac sie tylko i wylacznie ze sprzedazy odbitek z wlasnymi wymyslami. Rzemieslnik zas powinien robic zdjecia na zamowienie i robic to, czego oczekuje klient. Natomiast jesli klient chce aby zdjecie na zamowienie wykonal artysta, to nie powinien marudzic. Jesli chce marudzic, to winien byl isc do rzemieslnika.
Ale to sytuacja idealna, czyli utopijna. W realnym swiecie jest duzo wiecej mozliwosci posrednich, jak chocby ambitny rzemieslnik, czy zbyt biedny lub pazerny artysta ;)

Paweł Piotrowski pisze...

Pamiętam - jakiś czas temu byłem w fotolabie, w którym pracuje mój znajomy, przyszedłem na luźną pogaduchę, kiedy nagle do zakładu wchodzi kobieta, staje przy kasie, wyciąga papierek z numerem zamówienia i mówi że przyszła po odbiór zdjęć. Kolega daje jej zdjęcia, ona ogląda... po czym mówi że ona nie chciała czarno-białych tylko kolorowe. Kolega ogląda klisze, którą ona im przyniosła (klisza nie była wykonywana w ich zakładzie)po czym mówi że nie ma technicznej możliwości żeby zrobić zdjęcie kolorowe z czarno-białego filmu. Na co kobieta odpowiada - to ja nie chcę tych zdjęć - trzeba było mi powiedzieć ze z tej kliszy nie da się zrobić kolorowych zdjęć" - no i nie zapłaciła ;)

iczek pisze...

No i słusznie!

W dobie takich super programów, to powinni robić kolor z BW w ułamku sekundy :)