Ogłoszono konkurs....
Regulamin ma w sobie coś diabolicznego. Zastanawiam się, czy tylko ja mam jakieś podskórne wrażenie robienia mnie w konia. Ale powoli. Zapoznajcie się i dajcie mi znać, za którą opcją obstajecie po przeczytaniu regulaminu:
1. Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że ten regulamin w skrócie brzmi tak:
.. daj mi swoje folio, ja Ci dam dwa śniadania, pokaże Ci co chcę abyś sfotografował, potem jeśli się spodoba, to zapłacę Ci za to niewielkie pieniądze, bo gdybym to zamówił u profesjonalisty to by mnie kosztowało ze 30-50 tys.... a tak kosztuje 8 tys. :) Ale jestem cwany i w dodatku krzewię kulturę fotograficzną....
2. Gdybym nie był złośliwy, to bym napisał, że ten regulamin w skrócie brzmi tak:
... pokażcie się najlepsi, dam Wam szansę, zafunduje Wam darmowy pobyt u mnie i tylko poproszę o wykonanie paru zdjęć, potem je opublikuje i dam Wam trzy albumy i na dodatek zapłacę kasę, której nigdzie nie dostaniecie za wasze zdjęcia... Taki jestem uczynny i krzewię w dodatku kulturę fotograficzną dając szansę...
Wykonanie sesji dla takiego potentata jak AZOTY, to jest spokojnie cennik rzędu 40-80 tys. złotych od zawodowca. Czy więc taki konkurs to cwaniactwo, psucie rynku zawodowych fotografów, dawanie szansy młodym... a może jeszcze co innego...?
piątek, 29 stycznia 2010
Konkurs... foty za śniadanie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarzy:
Gdybym to ja był złośliwy:
"(...)z uwagi na bardzo wysoki poziom przedstawionych prac jury zdecydowało się nie przyznawać pierwszego miejsca (-5000 zł) Azoty Tarnów przedstawią prace finalistów w wydanym przez siebie albumie(...)"
Myślę, że sposób odczytania regulaminu zależy od pozycji/sytuacji/doświadczeń czytającego.
Człowiek, który na co dzień robi sesje za XXXXXX zł lub zna zasady i stawki - będzie widział naciągactwo. Inny znów będzie widział szansę na zarobek (być może będzie to najwyższa kwota jaką zarobi zdjęciami w życiu) i szansę na wypromowanie się jako finalista/zwycięzca + jego praca/prace pojawią się w albumie. Przy takim poziomie uaparatowienia społeczeństwa w szeregu czytających ten regulamin znajdziesz jak sądzę każdy rodzaj pstrykacza od pro do pryszczatego młokosa, który dostał cyfraka na gwiazdkę. Ciągle biję się z myślami bo choć z jednej strony fajnie, że jest taka różnorodność to z drugiej niestety jakby prestiż spada...
w sumie to ciekawe jest, bo w regulaminie jasno jest napisane, że startować mogą:
osoby których prace były gdzies publikowane ( zakładam że nie chodzi o opublikowanie swoich fot na digarcie)
osoby z wykształceniem artystycznym
i nie jestem teraz pewna czy w/w muszą być zrzeszeni czy trzecią grupą mogą być fotografowie zrzeszeni.
Więc raczej młokosi z cyfrakami z pod choinki nie spełniają wymagań regulaminowych.
Żyjemy w wolnym kraju. Profesjonalista który zna stawki popuka się w głowę i powie "chyba ich poj****o" ( o ile używa słów powszechnie uznanych za obraźliwe).
A sądząc po tym, że jednak znaleźli się chętni to ktoś w tym zauważył szansę dla siebie.
Myślę, że nie o kasę tu idzie tak naprawdę. Młody człowiek który chce się wybić w branży foto reklamowe pewnie ma cień szansy większy z udziałem w takim finale niż ktoś kto nie ma nic.
Obie strony korzystają, sądzę, obie dobrowolnie.
Po co się przyczepiać?
@anches
Faktycznie, z tymi młokosami to już trochę popłynąłem...
Absolutnie zgadzam się z Twoją wypowiedzią - są tacy dla których kasa byłaby tu po prostu "nagrodą" a nie "wynagrodzeniem".
Jeszcze się taki nie urodził żeby wszystkim dogodził. I tak źle i tak nie dobrze :-)
Rolą zleceniodawcy nie jest ochrona rynku dla zawodowców.
Prześlij komentarz