poniedziałek, 7 grudnia 2009

Cień pod nosem... wernisaż...


Na początek cytat:

"...Ale ta linia horyzontu jest krzywa i cień pod nosem straszliwie bałagani i tak niespokojny kadr. Lewa noga ciut za mocno skrzywiona, a fałdy jedwabnej sukni jakieś takie nieregularne. Oświetlenie płaskie trochę pomimo zastosowania 7 źródeł światła..."

Skąd znacie takie komentarze...? Bo ja znam je sprzed wielu lat z pl.rec.foto i autorem ich był.... jakiś iczek :)
Bosz... jak to się wydaje dawno. Jak zmieniłem podejście do fotografii. Nie oceniam już ludzi i zdjęć w ten sposób. Jeśli coś jest fatalne, nie piszę komentarzy. Jeśli coś mi się nie podoba to już nie w tej warstwie - jakże prymitywnych uwag - ale staram się objąć całość. Jakoś wspomóc słowem, nie zabić.
Można wyrazić dezaprobatę dla dzieła jakoś sensowniej. Przyczepić się do realizacji w całości, nie do detalu.
Czasami nadal mnie korci... i nie umiem odpuść, ale walczę ze sobą :)


Czemu od tego zaczynam..?
Bo ten weekend był bardzo owocny i niektórzy przypomnieli mi to, czego nie cierpię.

Ledwo wróciłem z Trzcianki, a już następnego dnia odbył się mój pierwszy wernisaż w Gdańsku.
Nie były to moje prace studyjne. Zamknąłem wraz z Kubą Sikorskim pewien pomysł, który narodził się przypadkowo w Galerii Sikorski na Grobla.
Portrety twórców mieszkających tamże, ludzi kultury, właścicieli sklepów, zakładów... czyli "ducha ulicy" w twarzach.
To nie są dzieła sztuki. To są ludziska jak widzimy ich wchodząc do fryzjera, apteki, sklepu z antykami. Bez zadęcia.

Kuba stworzył obrazy w formie przypominające (jak zauważył Mój Partner Nieseksualny) murale z szablonów. Świetne, wyraziste portrety na złocie! Naprawdę zrobiły na mnie wrażenie, zwłaszcza, że były oparte na moich portretach. Powieszone obok siebie, dopełniały się jakoś przez różność formy.

Przyszła kupa ludzi. Znaczy masa jak dla mnie. Jak na dwa pomieszczenia po 10m2 to raczej ciasno było dla ponad 40 osób :) Wielkie dzięki wszystkim :)

I tak gadając w gronie znajomych, nie udało się ustrzec tego takiego wyhodowanego w sieci "narzekactwa". A to, że krzywy nos, a to , że światła mało na zdjęciu, a to, że nie podobają się żadne poza dwoma.. itd., itp... i tak patrzyłem i słuchałem tych "utyskiwaczy etatowych" (jakbym siebie słyszał sprzed lat).
I wiecie co.. okazało się, że to najczęściej Ci, których znam z sieci. Ci, którzy jakoś pod skóra mają takie szpile... jakby ich to rajcowało, że powiedzą, że coś do dupy... :) Jakby trzeba im podać na tacy złoto, a i tak zażądają więcej i więcej...

I śmiać mi się chciało... bo obok stali ludzie, którzy mnie nie znali, którzy po prostu przyszli napić się wina, pogadać o tym co sami robią, o tym co wisi... pośmiać się i po prostu poobcować z czyjąś pracą. Ładną, nieładną, zrozumiałą, niezrozumiałą, ale prostu czyimś tworem. Prawili formułki, że ładne, że spoko... część szczera, część spod maski kurtuazji... ale bez złośliwości.

I widziałem sam siebie tak trochę w wyobraźni, jak czasami podchodzę do innych prac. Jak bez sensu napinam się. Jak nie potrafię docenić, że k.... m.... jeszcze komuś się chce!
Przecież mógłby ten malkontent siedzieć w sieci i po raz kolejny marudzić, że mu nie wychodzi, że nie zarabia na fotach, że nie ma pomysłu, że inni robią do dupy foty. Frustraci kurde.

Niniejszym chciałem podziękować Agnieszce Sikorskiej... za udostępnienie miejsca, ale przede wszystkim za propozycję wspaniałą "kontynuacji" pracy pana Stanisława... :) I za fajny dystans do całej tej Sztuki przez duże S :)
To było wyróżnienie!