czwartek, 12 listopada 2009

Popatrz w dół...!


To jedynie przykład, wcale nie każę nikomu patrzeć jedynie w dół. Ot, chodzi mi o to, że czasami zaszywamy się w swoim klimacie, w swoim "stylu", w swojej formie jak zaszywało się umarlaka w płótno żaglowe i zrzucało z burty do wody.
Mówiono wówczas, że "ostatni ścieg jest bez krwi".

Więc sobie kadrujemy często mechanicznie, bo tak już było lub bo tak pasuje i tak jest dobrze.

Oglądając moich Mistrzów pracę, zauważam, że poza klasycznymi ujęciami, wymuskanymi kadrowymi ikonami mego postrzegania portretu, także i oni szli "po bandzie". Poszukiwali lub starali się przełamać monotonię portretowania ludzi.
I nie mówię tutaj o współczesnej fotografii portretowej, której zresztą nie ma, jak dla mnie, ale raczej o klasykach gatunku, którzy też poszukiwali. Kadrowali dziwnie.

Ucinali ramiona w pionie pokazując jedynie sylwetkę z jedną ręką.
Ciasno kadrowali twarz pozbawiając modela oka lub nosa nawet. Szpecili wydawałoby się obraz. A jednak nie do końca.

William S. Burroughs, fot. Avedon

Tego typu zabiegi miały i mają czemuś służyć. Czasami jest to prosta wskazówka dla odbiory gdzie ma patrzeć. Czasami jest to jakiś psychologiczny detal, który autor wyciąga przed nas. Czasami przypadek po prostu.

Samuel Beckett, fot. Avedon

Każde poszukiwania są lepsze niż sztampa. Nie każde jednak są dobre i dają dobre efekty, ale zawsze warto popatrzeć w dół.

Spojrzeć na scenę z innej pozycji. Skupić się na innym elemencie układanki. Często odkrywamy wówczas coś naprawdę mocnego. Nie dotyczy to tylko portretu. Dotyczy to wszystkiego.

Więc... czasami "popatrzcie w dół".