niedziela, 8 listopada 2009

Wszędzie dobrze tam, gdzie.... mamy czas...


Właśnie.

Miałem okazję zobaczyć kawalątek Polski południowej. A dokładnie Podkarpacie w miniaturze. I wiecie co, jadąc samochodem po tych okolicach zdałem sobie sprawę, że ich krajobraz jest zdecydowanie bardziej "atrakcyjny fotograficznie" od moich okolic pomorskich.

Takie bardziej urozmaicony, jakby przez to weselszy, jakby też bardziej zwarty - może przez brak płaskiej perspektywy...
W każdym razie - odczułem, że jest fajniej, ze mam ochotę porobić zdjęcia plenerowe, których już dawno nie robiłem.

Wieczorem porozmawiałem z miejscowym pstrykaczem i on wysłuchał tych moich wynurzeń pobłażliwie uśmiechając się pod nosem.
Kiedy zawiesiłem pytanie w powietrzu licząc na jego wdzięczność, że zauważyłem te wszystkie zalety ich regionu, on odparł jednym zdaniem, które zabrzmiało jak finalny dźwięk zamykający koncert.
- Ale wy macie... morze!

Tak.
Czyli co, stawiamy na szali atrakcyjności fotograficznej morze i góry? Co przechyli się?

Efekt nowości działa w fotografii bezbłędnie. To, co mnie wydaje się banalne: te wschody słońca nad morzem, ten szum, ten jod, te piach... ma inny wymiar 650km na południe. Romantyczny taki.

Ale jest też inna sprawa.
- Wysłałeś zdjęcie na konkurs o Gdańsku? - spytała mnie Małgosia.
- Nie, bo nie umiem odkryć w tym mieście już nic zaskakującego.

Idiotyczne. Bo miasto moje zmienia się wraz porami roku, zawsze potrafi zaskoczyć. Tylko ja chyba przestałem to dostrzegać. Bo nie mam kiedy, bo nie mam jak. Czas stał się dla mnie deficytowy bardziej niż jabłka na wiosnę.

Poświęcam go na "niesiebie", poświęcam go na rodzinę, na zaległe sprawy, a zostaje go dla mnie w ilości, która przekłada się na jedną, dwie fiszki w miesiącu. Gdybym miał czasu więcej, zarówno góry, jak i morze byłyby tak samo atrakcyjne.

A tak...?

Ale zawsze mam wybór.
Młody na karku machający nogami pod pachami lub aparat, ulica i...

No właśnie... jedno słowo:
"priorytety" - bolące miejsce w moim mózgu.

Sopot, luty 2008


~~~~
PS
Wpis dedykuję Pani I.