sobota, 26 września 2009

Klapa... od sedesu


Wieczór był nerwowy. Spokój odliczanych diodami mignięć zegarka w DVD powoli mnie wyciszał. Zasnąłem.
Poranek na kanapie z bólem kręgów szyjnych, ale gorsza świadomość tego, że nie załadowałem wieczorem fiszek do kaset, a rano zdjęcia.
Szmer w korytarzy zwiastował nadciągające tsunami w postaci drobnej sylwetki prawie 5-latka naładowanego energią od szóstej rano.

Dobra. Umowa.
- Przeglądasz Internet, a tata idzie do łazienki załadować filmy. Czego nie robimy jak tata ładuje filmy?
- Nieeee wchoooodziiiiiimy...
Znużony głos wydobywający się z piżamy rozbraja mnie... Ręka już operuje myszką...


Kasety porozkładane po podłodze. Filmy wypakowane i macanie się zaczyna. Pudełko Ilforda rozbebeszone spoczywa po prawej, po lewej stosik kaset. Zaczynamy. Po pierwszym filmie, zdecydowany szmer z pokoju i miarowe szurnięcia papci zwiastują kłopoty...

Szybkie spojrzenie na drzwi i... o matko!! nie zamknąłem zamka. Błyskawiczne liczenie w głowie, co zdążę schować najpierw zanim roztworzy się światło i pierworodny oznajmi mi coś niezwykle ważnego... co zmusiło go do złamania umowy!
Sięgam ręką po pudełko!
Najważniejsze aby zamknąć pudełko... nie stracić wszystkiego.
Rzeczy dzieją się w mgnieniu oka.
Kroki są coraz bliżej...

Teraz kaseta, tę załadowaną, ale niedomkniętą muszę gdzieś przełożyć. Na deskę, akurat jest pod ręką sedes.
I kiedy prawa dłoń chwyta kasetę i przenosi w powietrzu nad sedes, 345 tys. szarych komórek analizuje jednocześnie wydarzenia poranka.
- Kto ostatni był w toalecie!?
- Ja czy Młody!?
- Bo jeśli Młody, to zgodnie z odwieczną regułą i wiedziony męskim testosteronem, mój syn (mężczyzną) nie zamknął klapy!!! A to znaczy, że.....!

Proces myślowy podzielił się na dwie niezależne analizy. I kiedy wynik pierwszej skutkował rozwarciem się już palców trzymających kasetę (bo mózg dały znać , że to już ten moment), drugi proces właśnie kończył analizowanie czy deska jest opuszczona czy podniesiona.

Uderzenie plastiku w ceramiczne wnętrze muszli brzmi dziwnie. Plusk zanurzającej się kasety brzmi tym bardziej dziwacznie.

- Tatoooo... tatoooo....
Obejrzałem się za siebie. W nadal panującej ciemności oczywiście nic nie zobaczyłem, ale tez nikt za mną nie stał.
- Tatoooo...
Głos dochodził zza drzwi. Mój syn klęczał przed łazienką i z ustami przyłożonymi do otworów wentylacyjnych (zasłoniętych od środka ręcznikiem) szeptał donośnie...
- Znalazłem na Allegro McQueena w kaktusach... Nie wchodzę, tylko Ci mówię.

Delikatnie potarłem czoło. Koszula była mokra. Zapaliłem światło. Kaseta połyskiwała do mnie jak śledź przyczajony na dnie.