niedziela, 20 września 2009

Homo homini camera obscura est...


Fotografujący ludzi mają zdecydowanie ciekawiej niż Ci od plenerów, ptaków i architektury.

Ja właśnie jestem w tzw. cugu.
Lubię pracować dokładnie jak teraz. Po kilku miesiącach (!?) zastanawiania się i dojrzewania do wizji, złapałem po pierwszej sesji to, co lubię w portretach. Luz i dystans do pracy.
Mam dużo mniejsze ciśnienie niż w momencie narodzenia się pomysłu...
To pomaga.

Na dodatek, po raz kolejny zupełnie mimowolnie, moi bohaterowie mi pomagają.
Pomaga mi w tym też technika....
Tak, ta powolna technika powodująca, że samo rozstawienie sprzętu i aparatu zajmuje mi dobre 30 minut. Ten czas jest doskonałym katalizatorem, który rozładowuje wstępne napięcie spowodowane wizytą "pana fotografa" w domu, w zakładzie pracy...
Wówczas właśnie nieoczekiwanie dla mnie nadchodzi pomoc ze strony modeli.
Rozmowa.
Zagajenie.
Ciekawość.

Jedno słowo, zdanie rozpoczyna konwersacje, która rozluźnia obie strony. Na dodatek, nie są to wcale gadki o niczym. Nie zakładam sztucznych tematów... po co. Życie moich bohaterów jest tak barwne i tak wyjątkowe, że nie trzeba silić się na nic.
Oni opowiadają mi historię miejsca, siebie...
Proste, sprawdzone mądrości zdają się w ich ustach brzmieć tak normalnie, tak szczerze.
I mam na to czas z nimi... bo zmiana ładunku i kolejne przymiarki do trzeciego z czterech założonych kadrów trwa długie minuty.

Portretowanie ludzi jest coraz trudniejsze...
Tak jakby wraz ze wzrostem ilości aparatów, ludzie zaczęli reagować alergicznie na dziesiątki urządzeń rejestrujących (bo to nie aparaty) wokół nich. Pozbawieni prywatności, ludzie uciekają w niechęć do obcych z aparatami. Nie chcą już błysku flasha...
Nie chcą też kogoś, kto wpadnie z telefonem w ręku, w przerwie między jednym a drugim zleceniem, ubrany w moro z pięcioma obiektywami na pasku i walnie serię 3000 zdjęć w 15 minut. To daje się odczuć.
Ludzie szukają ludzi. Fizycznie słownego kontaktu...
Uwielbiam to.

Niech zazdroszczą mi plenerowcy mierzący się ze wschodami słońca i zacienionymi alejkami. Niech ptasi fotosnajperzy wyobrażają sobie, co znaczy porozmawiać z modelem.
Cenię sobie ludzi.
Cenię sobie ich fotografowanie.
Cenię każda minutę celebracji naciśnięcia wężyka.