sobota, 12 września 2009

Szampon...


Ciepła woda spływała po karku, nachylona nad wanną głowa nasiąka jej strużkami. Ślepa ręka błądzi po obudowie wanny w poszukiwaniu butelki z odpowiednim szamponem. Swoją drogą nie wiem czemu nie wyprodukowano jeszcze wanny, której brzegi pomieściłyby te wszystkie gromadzone buteleczki... z chemikaliami do mycia.
Mokra dłoń trafia na pierwszą butelkę: "Szampon. Zwiększona objętość włosów"
Nie, za ten dziękuje. Moje i tak nie małe zaplecze włosowe wyglądałoby pewnie jak afro po tym chemicznym cudzie.
Sięgam dalej.
Kolejna butelka: "Szampon z prowitamina regenerującą cebulki włosowe zniszczone..." Długość napisu nie do odczytania pod spływającą na oczy wodą. Odkładam.
Trzecia butelka: "Szampon odżywczy na bazie ekstraktu z dojrzałych liści herbaty. Dla włosów zniszczonych..." Znowu nic nie widzę. Ale nie tego szukam.
Dwie kolejne butelki to szampony przeciw łupieżowi z kilkoma dodatkami i słowem "pro"...

Sięgam po szare mydło. Spłukuje głowę.

Po co zamęczam Was tymi szczegółami higienicznymi?

Ano zmierzam jak zwykle do fotografii. A dokładnie do "niefotografii". Tak samo jak szukałem szamponu, czystego szamponu, po prostu szamponu do głowy bez ekstraktów i liści szałwii, tak samo szukam ostatnio wszędzie "czystej fotografii". Samej fotografii.
Tymczasem wszędzie gdzie się nie spojrzę karmi się mnie papką fotograficzną złożona w 90% z idei, której nikt nie rozumie, a w 10% z ambicji artystycznych autora. Z czego samo słowo "fotograficzną" trzeba podzielić przez pięć, bo z fotografii jest tam tyle, co zostało z prawdziwych peerelowskich bułek w hipermarketach. Czyli... powietrze, czyli nic.

Nie wiem czemu, ale sztuka współczesna każe mi być ignorantem, bo dzieło nie istnieje już bez umiejscowienia w jakimś szerszym pomyśle. Zdjęcie nie wisi już po prostu na ścianie, ale ono jest "umiejscowione" w głębokim (tak guerilla!), w głębokim kontekście. Pływa weń. Tapla się w czymś, co zazwyczaj nawet po polsku opisane nie jest, bo się nie da Panie! Nie da się opisać!

Zdanie 1
Sama forma nie jest wystarczająca aby zrozumieć zamiar autora.


No cóż... kiedyś artysta miał talent. W rekach go miał. Znaczy czasami w głosie, w ustach, w nogach. Nawet dziwki miały talent. Znały się na robocie. Obecnie mam wrażenie, że zarówno artyści, jak i dziwki talentów już nie mają, ale mają kontekst lub ideę, w którą wpychają te swoje "dzieła", "dziełka fotograficzne" i wieszają. Gdzie popadnie. Jak popadnie. Byle było. Wystawa zaliczona. Kurator się znajdzie. Młode pokolenie historyków sztuki szuka kasy. Będzie pisało, że to nowatorskie ujęcie kibla stojącego za śmietnikiem ma wymowę równą pracom Bressona.
A to, że nie ma odbitki, ale jest wideo-trans coś tam... nie ma znaczenia.


Zdanie 2
Widz musi zostać pouczony przez autora co widzi i co ma myśleć.


Tak. W sumie to się sprawdza i jest logiczne. Bo jeżeli fotograf nowoczesny nie umie zrobić dobrze naświetlonego i ostrego zdjęcia, to faktycznie musi mi szybko wyjaśnić o co biega.
Innymi słowy... idąc na jakąś kolejną wystawę fotografii otrzymuje nie fotografię (szampon), ale otrzymuje wszystko wokół fotografii. Samego szamponu jest tam tyle, co ziarna w pliku z 5DmkII na 100ISo. Aby coś było, trzeba to zaziarnić w PS - jak czyni to 80% użytkowników tego sprzętu, bo inaczej zdjęcia wydaja się zrobione w programie do renderowanie tła.


A ja chciałbym dostać czysty szampon. Aby sobie umyć fotograficzną głowę pełną potrzeby spokojnego piękna w obrazie.
Aby wyszorować zmysły czystą gąbka, a nie nasiąkniętą ideologicznie szmatą, w dodatku wyciskaną od 10 lat w tym samym wiaderku do mopów. Tworząc te same kalki niby innowacyjnego widzenia świata.

Od tych wszystkich eksperymentów wolę ładną odbitkę z ładnie poprowadzonym światłem z kompozycja zamknięta w czterech bokach i z choć częścią duszy fotografa w środku.

To mi wystarczy. Wówczas nie zmienię już szamponu przez wiele lat.
Zwracam się więc do "producentów szamponu" - róbcie zdjęcia. Proste. Czyste. Ładne. Schludne.
Nie róbcie mi z głowy poligonu dla mopów i kontekstowych szmat wyciskanych pod nogi.


PS
A tak na marginesie - zainwestowałem w fotografię...:)
W antykwariacie na Piwnej kupiłem dzisiaj dwa zdjęcia. Za całe 18zł :)
Są cudowne. Warte o nieba więcej niż te pieniądze. Plastyka obrazu jest powalająca. Obecnie żaden produkowany obiektyw nie jest w stanie zrobić takiego zdjęcia. Żaden! A jak podane. Te tekturki!!

Ponieważ w tego typu odbitkach tył fotografii jest równie ważny, co przód. Zeskanowałem obie strony.