piątek, 31 lipca 2009

Malemana... złe sesje wykończą


Nie wiem czy sięgacie po to pismo, które tworzy Oli Janiak - pierwszy playboy polskich plaż :) Ja sięgam. Znam trzy numery, bo pozostałe dwa jakoś ominąłem fotograficznie. W każdym z nich była jedna główna sesja. Pierwsza była z Małaszyńskim.

Krew i farba ciekła mu z warg, oczu, oczu i nie wiem skąd jeszcze. Redaktor naczelny orzekł, że właśnie w kierunku takich świetnych i nietypowych (!?) sesji będzie szło pismo.
Już się bałem. Potem ominąłem dwa numery, bo ciekawych zdjęć nie znalazłem wcale i czwarty numer przygniótł mnie sesją z Lindą w lesie.


O mój boże! Nie wiem kto to robił, ale widziałem gdzieś na sieci nawet backstage z tego cuda. Naprawdę trzeba mocno nie lubić pracodawcy, aby tak zepsuć sesję z w sumie dość oryginalnym i wyrazistym modelem, jakim jest Linda.

Pomyślałem wtedy, że to pismo nie ma szans. Że poza biedotą tekstową i brakiem jakiejkolwiek spójnej wizji takiego pisma, ich wykończą kolejne sesje w tym stylu. Dzisiaj zobaczyłem piąty numer z Borucem.


Słyszałem, że sesję robił Wolański więc zupełnie spokojnie oczekiwałem wyważonych, dobrych po prostu zdjęć. Okładka już mnie z lekka przeraziła. Fotoszopowe wyjaranie ryja nie w stylu Wolańskiego.

Otwieram środek.
Odkładam.
Łzy w oczach.
Przykro.
Nie wiem, co zrobili Wolańskiemu i kto go namówił na coś takiego, ale takiej masakry to ja dawno nie widziałem.
Bez pomysłu, bez polotu, bez wyczucia.
Zero!
Cyfrowy szum ma zastąpić pomysł i inwencję.
To pismo umarło dla mnie.



Dobre zdjęcia...


Każdego miesiąca staram się przejrzeć w Empiku wszystkie dostępne magazyny modowo-, kobieco-, męsko-, gejowsko-, lesbijsko-społeczne.

Taki zwyczaj sobie wypracowałem, a ponadto pozwala mi to choć w małym stopniu wodzić nosem za trendami w fotografii tego typu.

Nie ukrywam, że krajowe pisma omiatam. W 99% jest tam tandeta na poziomie pierwszego lepszego portalu komentarzowego. Jednak staram się śledzić nazwiska mi znane i patrzeć co się zmienia w nich.
Jakiś czas temu, Beata pojechała po Tyszce. Zresztą słusznie. Zdjęcia były słabe, aż plomby trzeszczały.
Nie ma to jednak, jak mocna kontra, która uspokoi miłośników twórczości Marcina. Zapraszam Was do ostatniej Pani, gdzie jest jego sesja modowa zrobiona na wydziale rzeźby chyba.
No smaczek niezły, ja lubię takie foty. Sam robiłem kiedyś zdjęcia na gdańskim wydziale rzeźbiarskim i światło jakie tam panuje z połączeniu z tym wszędobylskim pyłem gipsowym daje efekt niespotykany.
Tutaj jest sesja, ale warto zobaczyć to na papierze.

Kawał rzetelnej, dobrej i po prostu pięknej wizualnie roboty fotograficznej!



fot.: Marcin Tyszka (źródło: Magazyn PANI)



dodano:
Dobra, zdjąłem moje foty, bo pomimo jasnego komunikatu ode mnie, nie możecie oprzeć się manii nadinterpretacji tego, co pisze :) Zostawiam wzorcowe foty :)