czwartek, 2 lipca 2009

Moja Droga Annie...


... piszę do Ciebie, bo znalazłem ciekawą stronę, na której można cudownie prześledzić Twoją twórczość.
To jak zaczynałaś, kim byłaś i kim się stałaś.
Jak rozwijała się twoja kariera, jak szlachetniało Ci oko.
Jak kłamałaś cudnie swoimi kadrami i jak rozkopywałaś kołdrę kłamstwa pokazując nagą prawdę o fotografowanych.

Moja Droga Annie...
Nie wiem czemu tak jest, ale zawsze wolimy to, czego już nie ma lub co było kiedyś. Ja także po gruntownym przeglądnięciu tych zdjęć odczuwam jakaś niewyraźnie określoną tęsknotę do Twoich prac z lat 70 i 80. A nawet początku 90.
Te proste portrety z okładek Rolling są niesamowite.
Czyste. Schludne i bez pomponady, która zaczęła Ci towarzyszyć wraz z coraz większą liczbą zer na rachunku.

Annie...
Wiem, że czasu się nie da wrócić. Wiem, że Lavazza płaci lepiej niż jakiś tam magazyn muzyczny. Wiem, że łatwiej zrobić fotkę DiCaprio niż nieznanemu człowiekowi. Ale mam prośbę... zrób jeszcze taką fotkę żebym ukląkł.

Trzymaj się Annie!

Steven Tyler, Aerosmith, 1976

.fSusan Sontag, Long Island, 1988


William Wegman & Fay Ray, 1998


Magic Johnson, Los Angeles, 1989

.

Feszynowa prawda...


Taka mała kontynuacja na kanwie faktu, że Marcin Tyszka ruszył ze swoją nową strona autorską.
Chyba jednak warto to przejrzeć...
Myślę, że niewielu w Polsce jest w stanie Go dogonić. Zresztą nawet nie gonią. Marcin dla mnie prezentuje powoli wymierającą kategorię fotografów mody. Jakość, szczegół, plastykowość i sztuczne nadęcie jest tutaj na najwyższym poziomie.
Ja uwielbiam taki rodzaj fashion. Jest tutaj jakiś szlachetny sznyt!

Polecam.

www.marcintyszka.com


Reporterska "prawda"...


Pamiętacie te lalki poukładane na rumowiskach, te rakiety pikslowane w PS i dorabiane dymy...
Dla wielu była to już granica bezczelności fotograficznej....
Ale okazuje się, że można pójść dalej :)


Jarek podrzucił mi niezłego newsa.
Oto na swoim blogu, Chase Jarvis opisuje, jak dwaj studenci (Guillaume Chauvin i Remi Huberr) wygrali dość popularny i prestiżowy konkurs Photoreportage Etudiant zdobywając Grand Prix za materiał o życiu studentów.

W trakcie gali wręczania nagród, obaj twórcy przyznali się całkiem spokojnie, że cały reportaż został zagrany pod potrzeby projektu. Czyli jest to jeden wielki fake i z reportażem nie ma nic wspólnego :). Oczywiście jako studenci sztuki znaleźli piękne wyjaśnienia swojego działania i sprowadzili to do unaocznienia kodów, którymi posługujemy się w fotografii by pokazać jakiś określony kontekst.

Temat jest szeroki, ale tak sobie szybko pomyślałem, czym ich prowokacja/oszustwo różni się od takiego zdjęcia, które słynny fotograf robi parę godzin czekając aż ktoś przejedzie mu na rowerze ?:)
Albo skoczy przez kałużę?:)
No czym?:)

Czyż to też nie jest fake zaaranżowany jedynie bez świadomego udziału modela...?
Nieźle, nieźle... :)