wtorek, 9 czerwca 2009

Wywiadownia...artystyczna


Gorąco polecam Wam te stronę z wywiadami.
Warto, chociażby dlatego, że ani Ziobro, ani Cymański nie zrozumieliby ani słowa :)

http://interviewwithanartist.com/



Dodaj ideologię...


Zobaczcie jak on złapał te elementy!
Ileż on musiał czekać aż wszystko złoży mu się w całość!? Wow! Nigdy w życiu nie uda mi się tak skomponować zdjęcia!


Na ile jesteśmy świadomymi fotografami, a na ile całą tą kompozycyjną ideologię dorabia się patrząc na odbitkę?
Streetowcy lubują się w całym tym chwytaniu momentu lub ich drugi front (tak, oni też mają wewnętrzny podziały) odrzuca moment na rzecz freestylu :)

Czy kadrując zdjęcie możemy założyć współistnienie więcej niż 2, 3 elementów na zdjęciu? Czy analizując zdjęcie naprawdę uważacie, że fotograf widział wszystko , co znalazło się ostatecznie w kadrze!?

Najbardziej znany przykład:


Henri Cartier-Bresson - fota 1 znana na świecie, fota 2 negatyw ukazuje prawdę. Zdjęcie robione przez szparę w płocie, nic nie widział autor i w dodatku płot zasłonił część tego najsłynniejszego kadru w historii fotografii.

To jak to w końcu jest!?
Czy my trochę nie przesadzamy z tymi mistrzami i z tymi teoriami dotyczącymi idealnego kadrowania, idealnego naświetlania od razu dobrze skomponowanego kadru!?

Ansel Adams mawiał, że naświetlenie klatki jest jak komponowanie, a praca w ciemni jak wykonanie końcowe utworu. Oba etapy są równie ważne, a nikt nie zakłada, że naświetlni idealny negatyw.

Czasami ktoś złapie na moim zdjęciu jakiś element, który przyciąga jego wzrok i jak w tych filmach dokumentalnych zoomuje się na ten element i dopiero potem ogląda całe zdjęcie. Ale ten pieprzony element już tak tkwi w głowie odbiorcy, że pod to ustawia sobie całe zdjęcie. Ba! On nawet buduje wokół tego teorię.
Pół biedy gdy autor żyje i może wyjaśnić, że to zdjęcie powstało przez przypadek, przez płot robione, bez kadrowania :)
Ale jak autora nie ma?
Hulaj dusza, piekła nie ma!

Może ze dwa razy w życiu założyłem w głowie przed zrobieniem zdjęcia, że ważny j est detal.
Przykładem jest fota p. profesor z gdańskiego AWF spotkanej w Parku Oliwskim. Ma w ręku chusteczkę i ona robi mi to zdjęcie. Chciała ją odłożyć. Nie zgodziłem się i pani była trochę skonfundowana :)
Ale ta chustka naprawdę jest istotna.

Niemniej to wyjątek od reguły.
Dorabianie ideologii i dodawania klasy fotografiom, które zazwyczaj powstawały przypadkowo lub kompletnie nie były skomponowane w każdym detalu jest dla mnie fascynującą wyprawą w ludzką wyobraźnie i chęć dodania czegoś od siebie...


PS
No... a może znacie jeszcze jakieś klasyczne przykłady "przypadkowych dzieł" ?:)

PS2
Muszę jednak wyjaśnić, bo widzę, ze znowu napisałem niejasno :)
Ja po prostu odzieram wszystkie te teorię o detalu do golasa! Dla mnie to są wydumane histerie estetyków i pseudo-artystów. Fotografia powstaje intuicyjnie. I to jest dopiero fotografia :)
Przywoływanie autorytetów estetycznych jest tutaj zbędne... nie wierze w nie :)