sobota, 23 maja 2009

Autopromocja fotograficzna...


Ręce mi opadają. Ja wiem, że aby zostać znanym fotografem trzeba pracować w GW, ale myślałem,że jest jakaś granica wstydu.

Oto od lat, dodatek do GW "Wysokie [Feministyczno-Idiotyczne] Obcasy" promują panią Anne B. Nawet robiąc tak słabe zdjęcia jak nagrodzony (o zgrozo! na Grand Press) reportaż o ojcach, Anna B. znajduje miejsce na łamach tego dodatku.

Dzisiaj otwieram GW i widzę na okładce babkę w ciąży.
Ot fota byle jaka, brzuch i pępek. Takich fot miliony na plfoto i to o niebo lepszych.

Patrzę cóż to za autor, a tu zdziwienie, bo na focie jest kto!? No kto!? :)

Anna B. :)

No po prostu nie wierzę.
Ale zaraz przyszła refleksja. Ona świetnie kombinuje, bo nie ma nic lepszego niż umiejętna promocja samego siebie bez względu na talent i umiejętności.

Wymyślony cykl po prostu jest tak szyty grubo, że się zastanawiam jak to możliwe, że uznane nazwiska (Grynberg) dają się wpuścić w takie maliny!?
Oto AnnaB. dała się sfotografować z brzuchem 20 fotografom. I to cała tajemnica. "PROJEKT" :)
No a dodatek do GW, którego czytać już nie sposób, daje jej 4 strony na jej brzuch.
Wspaniale!
Pusty śmiech mnie ogarnia.
Foty są do d... i plfoto bije je na głowę.
Jedynie maziaje Grynberga do mnie gadają. Oczywiście Zorka Project tez tam musi być - leje :)

Cóż Moi Drodzy... przypominam - talent nie jest ważny. Ważne jest podczepienie się pod korporacje, medium i łapanie nośnych tematów.

Kpina z czytelników i kpina z dziennikarstwa, ale chyba to ostatnie słowo jest już nieznane w GW, poza nielicznymi wyjątkami (np.: Wojtek Jagielski).
To był ostatni numer GW, który kupiłem za własne pieniądze.