piątek, 24 kwietnia 2009

Stres...


Czytam dzisiaj, że rodzice w jakimś gimnazjum "zaatakowali" szkołę, w której był przeciek i odwołali egzamin. Mówią Ci wściekli rodzice, że dla ich dzieci to mega stres i w ogóle...

Boże!
Świat na głowie staje, bo ja miałem takie stresy w szkole i jakoś żaden rodzic nie protestował!? Nauczyciel lał mnie linijką po łapach albo targał za uszy. Klasówki były z zaskoczenia i zmieniane co godzinę i jakoś nie stresowałem się tak, by matka chodziła do szkoły. A teraz te dzieci to jakieś delikatnie, zniewieściałe głupki, nie mówiąc już o rodzicach, którzy chyba zupełnie zgłupieli w tej demokracji i wolności.

A stres jest podstawą tworzenia.
Nie wyobrażam sobie ani jednego mojego zdjęcia, w które nie byłaby zaangażowana potężna (!!!) dawka stresu.
Tego twórczego i tego paraliżującego zarazem. Stres powoduje szybsze krążenie, to powoduje wzrost ilości tlenu w mózgu... same korzyści.. :)

Macie stres jak robicie zdjęcia?
Jak się u Was objawia stres fotograficzny?
Działa deprymująco czy raczej stymuluje Was?


Ja pamiętam, że zawsze jak miałem 35mm to cała tylna ścianka była mokra od pocącej się dłoni. A czasami aparat ściskałem tak mocno, ze mi palce drętwiały.
Ja w czasie sesji nie jem, nie pije i przez to zawsze, ale to zawsze mam po sesji 5 dni spierzchnięte wargi... :) Normalnie zawsze...

Kiedyś dobry znajomy zagadnął mnie:
- Czemu nie mówiłeś , ze miałeś sesję w weekend?
- A skąd wiesz?!
- No jak, nie masz lustra?

Faktycznie. Spierzchnięte wargi mówiły same za siebie :)

Stres mnie nagania. Rzadko zabiera mi myślenie. To raczej szczupłość czasu mnie ogranicza. Stres nigdy.