czwartek, 23 kwietnia 2009

Za wygraną...


Dajecie czasami za wygraną?
Oczywiście pytam o fotografię, która pewnie dla części z Was stanowi prawie 90% życia... jak dla mnie.

Czy poddajecie się przeciwnościom i po prostu oddajecie pole, nie robiąc zdjęcia, które siedzi wam w głowie, jak pestka tkwi uparcie w owocni...?

Brakuje Wam czasu, pieniędzy, sprzętu, a może talentu...? Czym łatwiej usprawiedliwiacie niezrobienie jakiegoś zdjęcia. Mam na myśli rzeczy raczej pozostające w zasięgu, a nie fotografię lodowca na Antarktydzie..:)

Ja niestety coraz częściej odpuszczam. Odkładam aparat i mówię sobie, że lepiej aby to zdjęcie nie powstało. Rzucam ręcznik jeszcze zanim wyszedłem na ring.

Na ten przykład... od wielu miesięcy planuje zrobić cykl fotografii podczas podróży służbowych. Taki wiecie "projekt"... przez duże P. I tak się zabieram do tego jak do jeża. Nie wymaga to wcale ode mnie jakiejś wielkiej pracy, ot trza pomyśleć, wziąć aparat i pokombinować z napotkanymi ludźmi. I wiecie co... wole w tym cholernym pociągu, który jedzie już dłużej do Warszawy niż leci się na Księżyc, po prostu posiedzieć, oglądnąć film o tych, co umieją robić zdjęcia i ....

Właśnie... i nie wyjmuje nawet aparatu.
Ba, ja go nawet nie zabieram!

I nie zależne to jest od nastrojów, pór roku czy innych sentymentalnych pierdół... ot po zwyczajnemu mi się nie chce i jakoś nie mogę się przekonać.

W czym rzecz...?
Wiek?
Nie straszcie mnie.... :(

Czym zmuszacie się do myślenia twórczego..?
Zioło jakieś ?:)

Mam wrażenie, że czasami trzeba nam samotnikom jednak jakiegoś wsparcia.
Kopa w dupsko konkretnego.
Celu określonego i poganiacza z batogiem.

Szukam poganiacza!
Płacę wiedzą.
Gwarantuje system premiowy i miłą atmosferę pracy.
Płeć nieistotna.
Oczekuje zaangażowania i inteligencji...