sobota, 11 kwietnia 2009

Otwarte do....


Kiedyś miałem dzień wolny. Postanowiłem wcześniej sprawdzić, co fotograficznego mogę zobaczyć w Gdańsku w ten dzień.

Wybrałem trzy wystawy. Nieważne jakie, bo nie chodziło tutaj o ich recenzje. Rano przeszedłem się na kawę, potem na rekonesans po starych zakamarkach Głównego Miasta [pamiętajcie, w Gdańsku Główne Miasto to stare miasto...:), a Stare Miasto nie jest tym, czym wszędzie indziej jest Stare Miasto].

Mijały godziny, słoneczko grzało więc przed wstąpieniem w progi wybranych trzech instytucji kulturalnych wypiłem jeszcze kawę w PIkawie (obleśne zdjęcia tam ktoś powiesił - pewnie właściciel!) i mijała już 16:00 kiedy skierowałem kroki ku Ratuszowi Starego Miasta.
Środek tygodnia... sala galerii czynna to 17:00. Ledwo zdążyłem oglądnąć zdjęcia.
Szybki przemarsz na drugi koniec tej części Gdańska i ... spóźniłem się do wystawy w kościele Św. Jana (dumnie nazwany Centrum Kultury). Tym razem zdjęcia pani Lendzion mogłem zobaczyć do 16:00!
Ostatniemu miejscu nie poświeciłem już nawet paru kroków, bo przekonany byłem, że jest zamknięte. Sprawdziłem w sieci - oczywiście wystawa otwarta była do 17:00.

W ostatnim Newsweeku czytam świetny artykuł na temat polskiej kultury i jednemu z aspektów tak słabej kondycji polskiej kultury, zwłaszcza tej wystawienniczej - godzinom otwarcia tych lokali. Wszystko jest zamykane dokładnie wtedy, kiedy normalny człowiek wychodzi z biura.
Co jest!!??

Czy naprawdę nikt przez ostatnie 20 lat nie zauważył że zmienił się styl życia Polaków i klasy średniej, która chyba w największym procencie nawiedza wystawy...!?
Jak mamy promować fotografię, skoro włodarze takich placówek, to w większości urzędnicy wychowani na zasadzie: "o 15:00 do domu!".

Kiedy byłem w Madrycie to szokiem było dla mnie zwiedzanie Prado o 20:00...