środa, 1 kwietnia 2009

Walka o modela....


Tak, dziś postąpiłem nierozsądnie. Dziś zawalczyłem o modela i....

Ale było tak...


Godzina 17:40. Stoję jak zwykle w korku na wysokości Orlenu na Grunwaldzkiej. Włodarze miasta zafundowali mieszkańcom Galerię Bałtycką, ale jak zwykle nikt nie pomyślał o natężeniu ruchu i samochody zjeżdżające z Kościuszki na Słowackiego nie uciekając ze skrzyżowania blokują ruch główną arterią Trójmiasta. Ja stoję 3km dalej w korku, bo jakiś pan, który kupił właśnie gajer zablokował dwa pasy...

Nic to. Muza na full. Klepię drążek zmiany biegów i obserwuję świat. W lusterku widzę granatowego Matiza, a w nim... dwóch panów. Ten na siedzeniu pasażera rudziutki jak młody lis. Długie włosy, broda, młoda szczupła twarz. Taka twarz, co to wystarczy postawić przed obiektywem i gotowe! Rewelacyjny!

Szybka decyzja, wizytówka wyjęta z portfela i ....

...ruchem robaczkowym posuwam się do przodu, ale ni jak nie mogę zjechać na prawy pas, co by puścić Matiza przed siebie i zagadać. W końcu udaje się przeskoczyć na prawy pas. Puszczam Matiza, ale ruszył z kopyta i nie zauważyli...
Kurde!
Wskakuje znów na lewy pas, ale jestem już 5-7 samochodów za nimi. Światła i... poszli.

Ale wreszcie korek się rozluźnia. Za Galerią ruszam i gnam po pasach jak żaba. Wreszcie granatowy Matiz - są,... znaczy jest, bo został tylko kierowca. Rudzielec wysiadł. Kurde...!:(

No, ale mogę zagadać z kolegą przecież. Skręcam za Matizem i jadę na Morenę. Skubany zasuwa ostro... wyrywa jakby widział, że go gonię. Po 10 minutach parkuje przed jakimś blokiem. Staję za nim, wysiadam...

- ?
- Przepraszam, że tak zaczepiam, ale wiózł Pan przed chwilą rudego kolegę...
- Nie, nie wiozłem...
- !!??

Mina tego faceta była wspaniała. Wracał do domu, a tu napada go ktoś pod domem i pyta o ryżego gościa, który nigdy z nim nie jechał...! Żebyście widzieli jego minę... :)!!


Ja chyba mam narąbane... :)

Koooonkurs, kaaaaartofle....!


Pocztówka z Sosnowca, Kartka z Węgorzewa, Warszawa na eksport, Biennale Fotografii BW, Antytechnika w PRL, Moje Pomorze, Moja ulica, Power of Łódź, Las w moim obiektywie, Zmiana klimatu w moim obiektywie (o! - to ciekawe) czy Foto Wędkarskie.

To tylko wybrane tytuły konkursów fotograficznych, od ilości których uginają się łamy internetowych portali. W życiu nie widziałem tylu konkursów fotograficznych, co w ostatnich 2 latach, może roku...!

Jasne, nic tylko się cieszyć. W sumie to w prostej drodze prowadzi do popularyzacji fotografii. Tylko czy ja nadal chcę popularyzować taką fotografię...?! Konkursową?
Znam ludzi, którzy wysyłają zdjęcia na 80% tego typu konkursów. Etatowo niejako :)

Ale mnie ciekawi coraz bardziej mały skrawek całości zagadnienia... a mianowicie:
kto do ciężkiej anielki zasiada w tych wszystkich konkursowych 'jury' :)?
No kto?

Członkowie ZPAF nie obskoczą wszystkiego, bo zapewne posiadanie legitymacji ZPAF jest jakąś formą legalizacji "znania się na fotografii". Urzędasy z dziką rozkoszą się tam znajdą, zwłaszcza jeśli konkurs dotyczy piękna ich miasta, gminy, powiatu czy wsi. To logiczne.
Ale to nadal pewnie jakiś ułamek... wszystkich jurorów...
Spora część imprez kulturalnych okraszona jest teraz konkursem foto. Już prawie mam wrażenie, że audiotele zostaje w tyle...

Więc kto ocenia prace na tych setkach, a może już tysiącach konkursów fotograficznych?
Co warte są te wszystkie konkursy!?
Bo ja rozumiem, że waga konkursu jest wprost proporcjonalna do jury, które ocenia te prace i im więcej głośniejszych nazwisk z danej dziedziny, tym konkurs ma teoretycznie większy prestiż. Mylę się?

I tutaj docieramy do części technicznej.... oto bowiem pewnie w 60% tych konkursów w ogóle nie podany jest skład jury :)! A przynajmniej nie z nazwiska. Najczęściej skrywa się to pod piękną nazwą "Kapituła Konkursu".

A może jak ktoś sugerował w komentarzach - konkurs to najlepsze miejsce do szukania prawdziwych fotografii...?