środa, 11 marca 2009

Grzech śmiertelny Jacka Piotrowskiego....


Czego dowiedziałem się od Jacka Piotrowskiego w 45 minut?
Ano tego, że fotografia nie jest sztuką (powtórzone 3 razy), że Jacek nie potrafi wskazać we własnych pracach żadnego wyjątkowego, że rzemiosło to jest to , co go interesuje, i że nie można kopiować Helmuta Newtona. Acha, no i że od 5 lat nie używa światłomierza.

Powiem tak. Od człowieka bez pasji, gorszy jest tylko fanatyk religijny.
Tak wielkiego rozczarowania osobowością nie przeżyłem od czasów podstawówki, gdy moją starą polonistkę zastąpiła młoda gniewna studentka bez biustu.
Brak pasji, to grzech śmiertelny!


Jeśli ktoś nie ma w sobie pasji, to nie będzie dobrym muzykiem, fotografem, malarzem, a nawet dobrym w łóżku!
Dawno żadna rozmowa o fotografii (choć to wcale nie była rozmowa) mnie tak nie zdołowała. Jeśli jest metoda, aby odstraszyć od fotografii pasjonatów, to Jacek ma przepis.


Uwaga do organizatorów - nie wiem czym różni się student w XXI wieku od tego nawet z moich lat, ale jak widać świat galopuje, bo jeśli prowadząca nie potrafi powiedzieć o zaproszonym nic więcej niż jego nazwisko to jest to żenujące!
Całość zorganizowana totalnie bez pojęcia, co tylko świadczy o poziomie studenckiej braci.
Żałoba!
Chwalę boga, że już nie studiuje, bo jak słyszę takie inteligentne pytania jak tego amatora pracy w studio, to mnie przeraża przyszłość intelektualistów w Polsce.

Suma sumarum - George miał rację odradzając mi pójście.
A same zdjęcia... bez echa. Ot - fotki.



Piękno, czy pic i fotomontaż...?


Są kobiece twarze, który potrafią zamrozić czas.
Zdarza się nawet, że upływ zamrożenia znaczyć można soplami lodu powstałymi na brodzie mężczyzny, która zobaczył owe bóstwo... tyle potrafi to trwać.

Często, dopiero fotografia odkrywa to, co potrafią owe kobiety ukryć skrzętnie codziennym byciem. Bo mają inne zajęcia, bo nie interesuje ich powierzchowność ciała, bo ... bo nie.

I tutaj jest ta fajna rola fotografii... Taka delikatnie mówiąc terapeutyczna, ale też odkrywcza.

Żeglując więc po oceanie kadrów i cieśninach przysłon, spotykamy te małe wysepki i zaczynamy je zasiedlać. Znajdujemy swoją muzę, którą biczujemy wprost ułamkami sekund naszych kolejnych naświetlań. Okładamy ją kolejnymi przysłonami i pochłaniamy jej obraz w nasze skomponowane w głowie kadry.

Oczywiście większości muz nie poznalibyście na ulicy mając w ręku jej zdjęcie :)
Odkrywanie swojego własnego piękna przez fotografię potrafi być zajęciem bardzo miłym... czasami jednak też deprymującym.

Nie wszyscy bowiem chcą być ładni.
Ludziom nie zależy na byciu ładnym w pojęciu kolorowych pism i trendseterskich magazynów. Co jednak szkodzi nam od czasu do czasu się zmienić. "Uładnić się" w myśl panujących trendów?!!
Dlaczego nie!
Bo to kłamstwo??
No i co z tego!!??

Są tedy fotografowie, którzy lubują się w "uładnianiu". Oni są praktycznie stworzeni, do tego aby ugłaskać każdego człowieka i pokazać: "Look man! Taki potrafisz być! Takim Cię widzę!".
I nie mówię wcale i wyłącznie o fotoszopie. To potrafi byle grafik. Ale znalezienie "duszy" dla modela, która to dusza będzie pasowała jak dusza do żelazek z XIX wieku - to jest to.

Mówię to tym, co można zrobić z człowiekiem niejako "online" czy "onlife".
I takich fotografów bardzo cenie. I niech gadają, że "prawdziwe piękno" (a co to!) tkwi w sadełku, zezie, grubych uszach - zapewne też... ale nie oszukujcie mnie Moi Drodzy... Wy chcecie widzieć te piękne twarze. I wcale się Wam nie dziwię.

Wiem... tutaj jest ten moment, w którym powinienem wspomnieć o wizażystach i stylistach. Oj tak - chapeau bas!

O czym jest ten wpis.. oj nie wiem... może o kobietach po prostu... :)