czwartek, 5 marca 2009

Clarinetist

.




wizaż i stylizacja: Kamila Wyroślak,
klarnet - Magda Sowul (AM Gdańsk)


***
Specjalnie dla Kamili więc :) fiolety..




War Pstrykacz... Miller


Tak, to dobre określenie. Wcale nie pejoratywne...
Krzysztof Miller, który wczoraj raczył słuchaczy swoimi zdjęciami w Gdańsku jest War Pstrykaczem.

Kilka wrażeń z wczoraj...


Nie można na tym poziomie puszczać prezentacji, w której zacina się muzyka co 15 sekund! Matko! XXI wiek. Kto to organizuje!?

Nie można zadawać pierwszego pytania o to, kiedy Miller zaczął używać cyfry! (zgroza!)

Nie da się dyskutować o moralności fotografa będąc na kolanach przed nim, a miałem uczucie, że nawet ludzie pytający o kwestie moralne z góry przepraszają, że pytają.


Zdjęcia dla mnie nie są żadną rewelacją.
A wojna w wydaniu Millera jest taka sama jak w wypadku setek jego kolegów.
To łatwizna.
Te same kadry, te same dzieci na rękach, te same matki muzułmanki wznoszące ręce do Allacha.

Mam wrażenie, że ikonograficzny już prawie film "War Photographer" Nachtway'a zbudował obraz prawie misyjnego fotografa wojennego. Taki bohater walczący o pokazanie czegoś co zbawi świat. Romantyczny prawie.
A tak nie jest.

A oni są tam tylko i WYŁĄCZNIE po to by zrobić dobre zdjęcie i Krzysztof Miller uparcie starał się to powiedzieć słuchaczom. Oni nie słyszeli. Szukali jakiejś idei, szukali w zdjęciach walki fotografa z ideą wojny, szukali obiektywizmu.

Gówno prawda!

Miller jeździ na wojnę w jednym celu. Nie ideowym, nie humanitarnym i wcale nie w roli obserwatora, jak sam powiedział!

Jeździ tam po dobre zdjęcie, bo to jego heroina!
I to między słowami powiedział.

Nikt go nie słuchał.