poniedziałek, 2 marca 2009

Zaangażowanie ma znaczenie...


Niewątpliwie każdy wie, że to z kim pracujesz przekłada się na efekty pracy. Że zasada ta sprawdza się w fotografii wiedzą zapewne Ci, którzy niekoniecznie tylko chodzą samotnie po ulicach ze swoimi ukrytymi Leicami M6 i Contaxami G2, ale też od czasu do czasu spędzają czas na fotografii kreacyjnej.
Czyli takiej gdzie cokolwiek powie autor i zrobi, zawsze może zostać uznane za zamierzone. Więc idąc dalej - fotografia kreacyjna nie ma wad i błędów. Bo wszystko da się uzasadnić zamierzeniem, wykreowaniem świadomym.
I ja taką fotografię lubię najbardziej.

W fotografii kreacyjnej musi jednak istnieć grupa ludzi. Nawet najśmielsi artyści i uzdolnieni ludzie prędzej czy później zwracają się o pomoc, bo granica tego, co można zrobić samemu jest naprawdę bliska każdemu twórcy.
Tworzywo wymaga obróbki. Modelka wymaga obróbki. Twarz wymaga obróbki. A do tego potrzeba jest rąk. Nawet oświetlenie wymaga obróbki.
A co daje nam taki zespół ludzi?
Ano to, że efekt pracy w studio zapisany miedzy sreberkami kliszy jest tym bardziej gotowy do pokazania im więcej pracy włoży się w jego przygotowanie.

Dostałem wczoraj zdjęcie z sesji. Backstage robił Mój Partner Nieseksualny... przemyślany wizaż, stylisz i ekspozycja i... w sumie nie muszę tego przemielać przez PS.
Przyjemność nieprawdaż...?
Umazane ręce wizażystki, pokłute ręce stylistki i pot asystenta. Zaangażowanie.

Diapozytyw leży na podświetlarce i aż się skanować nie chce. Niech poleży. Po co go traktować zero-jedynkami...!?