sobota, 28 lutego 2009

Touch me...


Co i raz czytam o kolejnych upadkach papierowych wydań dzienników i magazynów. Od marca bodajże 12 regionalnych mutacji Polska The Times zamknęło swoje podwoje (swoją drogą był to zupełnie egzotyczny eksperyment medialny jak na nasze warunki) i ostały się jedynie Polskapresse te tytuły, które przed wejściem The Times sprzedawały się dobrze.

W Stanach jak donosi nasza Gazetowa bloggerka zamykają się gazety z najdłuższym i najświetniejszym stażem dziennikarskim. Za tymi zmianami idą też w odstawkę kolejne szeregi fotoreporterów prasowych, tych dobrych. Mam wrażenie, że od kilku lat mamy generalnie do czynienia z równią pochyłą jakości fotoreportażu prasowego. Słowo prasowy jest tutaj ważne, bo mam na myśli właśnie te materiały, które są publikowane w tradycyjny sposób - czyli na papierze, a nie te przedstawiane w sieci.

Powie ktoś, że to przecież to samo zdjęcie tylko nośnik i sposób prezentacji inny. Parafrazując Osła ze Shreka: "Wybacz, że to mówię, ale jeśli nie wystarczy dobre zdjęcie, to zabijesz ich drukiem w gazecie na całą kolumnę!"

Bo po raz kolejny powiem, że wielkość i jakość ma znaczenie. W fotografii prasowej, reporterskiej jakość podania zdjęć naprawdę ma znaczenie.

Pozostając uczciwym względem Internetu, muszę przyznać, że dokonał się olbrzymi postęp w prezentacji fotografii, czego oczywistym i sztandarowym przykładem jest MediaStorm.
Fotografia nabrała innego wymiaru, którego prasa drukowana nie była w stanie zapewnić. Ale niestety najczęściej nadal mamy do czynienia z formą galerii, które zabijają debilizmem graficznym i autyzmem estetycznym. Byle jak, byle było, byle szybko.

I tutaj jednak wygrywa nadal prasa, bo umiejętnie podany obrazek w umiejętnie złamanych szpaltach zawsze dla mnie wygra z kolejną flashową galeryjką. I wiecie co... nawet ten zapach gazety zawsze miał coś w sobie z rana. Te pobrudzone opuszki palców ciemną farbą drukarską z gazety czytanej w pociągu zmywane po wejściu do biura...
Magia.
A pusty dźwięk klawiszy w moim lapie - jakoś tak mi nie podchodzi....

Może dlatego uwielbiam ładować po ciemku fiszki do kaset, bo czuje w tym misterium jakąś dziwną magię. Magię ciemności. Dotyku dłoni i własnego wyczucia. Szukanie krawędzi prowadnic, delikatne sprawdzanie poprawnej strony materiału, szum wsuwanego szyberka...ostry koniec blokadki zrobionej z gwoździa... ech...
Jak czytanie gazety, jak walka z kolejnymi stronami by dobrze obrócić i zagiąć - misterium :)


"Touch me, touch me now
I wanna feel...."

:)