wtorek, 24 lutego 2009

Robię zdjęcia coraz krócej....


Kiedy wykonywałem ten portret na Górkach Wschodnich, kolega [rK] stwierdził, że za szybko pracuje.
Oczywiście była to uwaga niegrzeczna i jak na gościa w moim mieście co najmniej niegrzeczna... ;)

Ale ja faktycznie pracuje coraz krócej - znaczy coraz mniej czasu zajmują mi same zdjęcia, a coraz więcej cały ten anturaż wokół nich.
Potrafię jednym spojrzeniem w kadr ocenić, że dany portret będzie dobry i już więcej nie trzeba kombinować ze świtałem, z tłem... ot po prostu jak się wszystko zgra ze stylizacja, makijażem i sceną to po prostu to jest kwestia 10 minut i mogę iść do domu. Jasne, że nie idę, bo ludzie przyjechali, za darmo najczęściej mi pomagają więc zostaje i robimy te sesję, bo w sumie wypada... ale ja już myślami jestem przy tym zrobionym, wywołanym i zeskanowanum w mojej głowie zdjęciu.

Zaczynam przeto inaczej patrzeć na te wszystkie filmiki backstage pokazujące pracę Wielkich tego świata fotograficznego. Np.: fotki wykonywana pod koniec życia przez Helmuta Newtona... wszystko gotowe, modelka stoi, on wchodzi, coś tam krzyczy aby wypięła tyłek lub wydęła usta i cyk.... nawet kurtki nie zdejmując wychodzi. Buzi, buzi, dziękuje, pozowałaś magnificat i baj, baj.

Karl Lagerfeld, który wziął i zaczął fotografować, to samo.
Wchodzi na plan... wokół 30 osób, każdy chce wytrzeć mu ten bieluśki kołnierzyk, a on patrzy cichutko coś tam szemrzy do topowych 6 modelek na planie. Cyk, cyk.. Hassy w rekach się obraca i ... już.
Wychodzi, macha chusteczką, buzi, buzi, klaps w sześć chudych tyłeczków i baj, baj.

I wiecie co...!

To są naprawdę dobre zdjęcia. I ja zaczynam ufać, że cały ten taniec asystentów, wizażystek i stylistów jest wcześniej ugadany, omówiony i w sumie to po co oni mają tam siedzieć i na to patrzeć...?

Oni mają zrobić fotę i już.

Cokolwiek to znaczy, nie znaczy z pewnością, że porównuje się do nich :)
O nie!

Brakuje mi jeszcze około 30 asystentów....:)

fot.: Karl Lagerfeld for Rosenthal


Film o Fotografii...

Duża litera w słowie Fotografii jest jak najbardziej uzasadniona. Bo to pierwszy film o fotografii naprawdę jaki widziałem.
Jest to najbardziej przesycony erotyką i dreszczem ciekawości obraz ostatnich lat w mojej bibliotece. Sceny naprawdę hitchcockowskie... no i gwiazda.
Mleczno biała Nicole Kidman... uch!... ona nadaje się idealnie do takich ról. Lepszej dobrać nie mogli.

Każdy kto zna mroczną stronę widzenia świata przez Diane Arbus, musi to zobaczyć. Ja sam nie wiem dlaczego tak długo nie znalazłem tego filmu. Ale teraz czuję się spełniony...

Film odrywa mnie od widzenia filmów o fotografii jako dokumentów i przenosi w podskórną warstwę tkanki. Zaczynam się bać, że we mnie jest też ta dążąca do zobaczenia mroku strona człowieka/fotografa.

Polecam Wam Nicole Kidman a'la Diane Arbus w świetnym filmie: "Fur. An Imaginary Portrait of Diane Arbus".