środa, 18 lutego 2009

Fałszywa skromność czy buta...?


"Poprowadzę kurs", "Kurs fotografii", "Szkolenie z fotografii ślubnej", "Kurs fotografii studyjnej"

To najczęściej widziane ostatnio przeze mnie ogłoszenia. I muszę Wam przyznać, że za głowę się czasami łapię...!

Bo ja w większości wypadków znam tych ludzi. Z internetu, z grup, z forów, ale przede wszystkim ze zdjęć.
Ba!
Są wśród tych osób przypadki ludzi, którzy zaczęli fotografować 2-3 lata temu. A część z nich o fotografii dowiedziała się może tydzień wcześniej. Teraz są nauczycielami. I to nie za 5zł. Ceny tych kursów jedno- lub dwudniowych wynoszą od 1000zł wzwyż.

I ja się pytam delikatnie tych delikwentów... skąd w Was tyle pewności siebie, że po 2-3-4 latach fotografowania uznajecie się za osoby dysponujące wiedzą, estetyką i zdolnościami do przekazania tej "wiedzy", którą posiedliście przez kilka lat!??

Skąd!!!???

Bez fałszywej skromności powiem, że liznąłem fotografii w stopniu co najmniej zaawansowanym. Aparat w moich rękach praktycznie zrósł się z ciałem. Znam tajniki oświetlenia, tajniki techniczne i po prostu znam fotografię od podszewki. Od Druha do 5D. Od Smieny po Graflexa. Uważam (nadal nieskromnie), że mam też jako takie wyczucie estetyki i poczucie kompozycji.

I mając te wszystkie lata (chyba z 15) czynnej fotografii za sobą - mam przeogromne (!!) obawy przed dzieleniem się wiedzą z ludźmi tego pragnącymi. Od czasu do czasu ktoś pyta o taką możliwość. I ja się autentycznie boje, że moja wiedza jest za mała. Że kwalifikacje (ważne słowo) nie wystarczają.

A okazuje się, że ludzie, którzy pojawili się na jakiś forach parę lat temu, bez żadnej żenady proponują nauczanie fotografii... Za grubą kasę.

Przepraszam ich, ale czy nie macie wewnętrznego hamulca?
Skąd ta pewność siebie?
To znak czasów...? Łapanie jeleni?

Uch....
A tak mnie poniosło.



Najlepsi na najlepszym...


Ponoć najlepsi pracują na najlepszym sprzęcie. A robią to tylko po to, by zrobić na złość tym cymbałom, którzy mówią, że prawdziwe i artystyczne zdjęcie nie wymaga zaawansowanego sprzętu i technologii.
Ponieważ mój stosunek do takich banialuków zawsze był jednoznaczny więc niedouczonym matołkom szukającym spełnienia w pracy pudełkiem od zapałek mówię zdecydowane: mylicie się :)

Podstawową zasadą w fotografii, jak i innych sztukach wymagających technikaliów jest...
niezawodność. Za niezawodnością idzie zazwyczaj prostota, bo to ona bywa gwarancją niezawodności. Niestety, tak to już jest, że obie te rzeczy gwarantuje najczęściej sprzęt najdroższy :) Życie Panie.

Filmik reklamowy Profoto pokazuje, że najlepsi uwielbiają chwalić się współpracą na najlepszymi. Wiecie jak to jest: fajny fajnego lubi...



A ja z krótkiego i amatorskiego doświadczenia ze sprzętem fotograficznym mogę tylko powiedzieć, a właściwie potwierdzić starą prawdę, że biednego nie stać na tanie (czytaj: gówniane) rzeczy.

Pisze tak o tym, bo Profoto dotychczas, a może i nadal traktowany był jako sprzęt najdroższy i raczej już dla zawodowców. Firma niemniej pewnie też odczuła silny atak chińskich produktów, które wprost zalały rynek w ciągu ostatnich 2 lat. Wielcy producenci muszą więc szukać tańszych rozwiązań. I Profoto wprowadza na rynek serię dla beginnerów niby: D1. Na YT jest cała seria filmów z tymi lampami.




A oto ceny US dla początkujących wedle Profoto:)

  • D1 250 $969.
  • D1 250 AIR $1,069.
  • D1 500 $1,069.
  • D1 500 AIR $1,179.
  • D1 1000(AIR only) $1,669.
Czyli co...? Jutro zamawiamy?:)