poniedziałek, 2 lutego 2009

Fotograf NN... Anna Parys


Parys stał się przyczynkiem do upadku Troi. Uprowadzając żonę króla Menelaosa sprowadził na swoje królestwo gniew Spartan.

Ania Parys może nie sprowadza wojny, ale niewątpliwie wprowadza niepokój swoimi zdjęciami...
Poprzednio polecana grupa "Szare Dni" nie miała tej właściwości. Tamte fotografie, choć tez łatwe do osadzenia w pewnej stylistyce "zabrudzonej" fotografii - był spokojne, cierpliwe.
Nie wiem czy tylko ja to tak odbieram, ale Ania kadruje bardzo niespokojnie, burzy moje widzenie obrazu... burzy zasady... ożywia tym samym niby znane kadry.

Naprawdę polecam , choć mało tam zdjęć niestety.... Anna Parys





fot. Anna Parys (x3)



Opukiwanie...


- Nie możemy o tym porozmawiać...?
Puste miejsce po szczoteczce w łazience było jak migająca przed przejazdem kolejowym czerwona lampka.
- Daj spokój... Wałkowaliśmy to setki razy.
- Zgadza się, a Ty uparcie twierdzisz, że nic się nie da zrobić, że to bez sensu. Urządzasz pusty melodramat z czegoś, co wymaga jednego pieprzonego przytulenia.
- Za to Ty rozwiązujesz wszystko przytuleniem, z którego uczyniłaś pieprzone lekarstwo na wszystko i nawet wtedy potrafisz robić mi wyrzuty i sprawy, które tylko w Twoich ustach urastają do rangi problemu egzystencjalnego. Nie mogę już... Nic nie interesuje mnie, że to wygląda jak melodramat.
- Tylko nie zacznij mówić o tym, że faceci to atawistyczne zwierzęta w nowoczesnym świecie... że potrzebujecie pieprznąć drzwiami co jakiś czas... że musicie przekląć... a ten tekst o tym, że potrzebujecie inną babę zdobyć choćby dla sportu to już naprawdę poniżej poziomu inteligentnego faceta.
- No właśnie... i taka z Tobą rozmowa, za każdym razem tak samo.

Przez chwilę wisiała przewieszona przez jeszcze wilgotną od opukiwania maszynki umywalkę. Nigdy nie podejrzewała, że dwa centymetry kwadratowe pustej przestrzeni po Jego lewej stronie umywalki tak ją zamrozi.

- Nie będę robić z siebie płaczącej, zrozpaczonej idiotki...
- Czy ja Ci każę...?
- Nie każ mi się błagać! Czy mam z siebie zrobić taką kretynkę, co to ją facet leje, a ona go przeprasza, że żyje...!?
- Zwariowałaś.
- Może, ale takie Twoje uciekanie jest szczeniackie.
- Czy to nie Ty twierdziłaś, że jestem wielkim dzieckiem?
- Ok, rozumiem, że mamy etap czepiania się słówek...
- Nie, nie czepiania się, po prostu nawet nie dostrzegasz takich drobnostek. Zebrało się. Mam dość i nazywaj to jak chcesz. Wracałem już dziesiątki razy. Zostawałem. Przytulałem, choć kompletnie nie miałem na to ochoty, bo dla mnie nie jest ważne przytulanie. Ważne, że jesteś obok w pokoju, ważne, że jesteś moja i że rozumiesz kiedy patrzę na Ciebie inaczej niż na setki innych.

Nie umiała utrzymać łez. Przerażało ją, że pokazuje mu słabość. Że prędzej czy później blokuje się płaczem. Jakby słowa, które chce powiedzieć zamieniały się w krtani w łzy i cisnęły się do oczu.


- Słuchaj... nie pasujemy do siebie. Nie możesz nam nawet zarzucić, że nie próbowaliśmy. Po prostu nie wychodzi nam.
Wszystkie mydlano-serialowe dialogi zamknięte w trzy zdania.
- Tobie nie wychodzi... - łkała.
- Może... a może po prostu nam...?

Oczywiście zamknął drzwi po cichu. Też to gdzieś widziała w filmie. Tak dobitniej. Lewa strona umywalki lśniła. Odgłos opukiwania szczoteczki dobiega zza ściany. Sąsiad dopiero wstał.





'pomysł' (za Iczkopedią) - rodzaju męskiego; przychodzi i odchodzi; umiejętność rozmnażania najczęściej używana w konstrukcji: zapłodnić kogoś pomysłem; niestały; powracający; często używany w fotografii.