sobota, 17 stycznia 2009

Prawdziwy ślubny potop... takosamości


Takosamość - jak podaje mój osobisty słownik polszczyzny prowadzony od trzydziestu paru lat z tyłu mojej głowy, zwrot ten oznacza całkowity zanik unikatowości, a tym samym inwencji twórczej u osób obdarzonych tym epitetem. Ma on wydźwięk pejoratywny. Można stosować go w konstrukcjach: takosamościowy pogląd, takosamościowe rozwiązanie lub.... takosamościowa fotografia.

Przez dwa weekendowe dni (17-18 stycznia), centrum takosamościowej fotografii ślubnej w Trójmieście znajduje się na Hali AWF, gdzie odbywają się targi "Weselnik".
Czemu poświęcone są te targi tłumaczyć chyba nie muszę.
Odwiedziłem, bo chciałem zobaczyć jak wygląda kondycją trójmiejskiej fotografii ślubnej.

Kilka słów pozytywnych, abym potem mógł szybko wrócić do mojego marudzenia i smędzenia.

Otóż, skok jakościowy, ale przede wszystkim ilościowy jaki wykonał się w działce "fotografia ślubna" przez ostatnie 5-7 lat jest dla mnie niewiarygodny i jest powodem do wielkiego szczęścia.
Nareszcie zniknął już zupełnie zwyczaj:
Wujek zrobi fotki...

Teraz nie ma już wujków, jest biznes i jest wybór, i jest kasa. Na ślubach fotograf zaczął nareszcie zarabiać godziwie. Nie grosze, bo co tam foty, ale po prostu jest to usługa na równi z wynajęciem sali, żarciem itp, itd...
Kiedyś traktowano ją jako dodatek, teraz potrafi być sercem ślubu.
I tak powinno być.

A po tym wstępie wracam do utartych szlaków...

Chyba około 80% stoisk na tych targach to "fotografowie" i "filmowcy". Cudzysłów jest uzasadniony. Uwierzcie.
Mnie przeraziło właśnie ta tytułowa -
takosamość. Nie znalazłem na tych targach żadnego wyjątkowego fotografa z wyjątkowo innym podejściem do tematu niż pozostali. Wszyscy, ale to wszyscy są tacy sami. Każdy robi TAKIE SAME zdjęcia ślubne. W sumie to dla pary młodej zaleta, bo nie muszą długo szukać - ot, jak ma termin to każdy zrobi dokładnie te same ujęcia i te same plenery. Takie same albumy, tak samo kadrowane foty i takie same "pomysły" zgapione wcześniej już od poprzednich pięciu fotografów. Ech... ręce opadają.

Szukałem i łaziłem, choć za jedną iskierką nadziei. Szukałem zdjęć studyjnych, zdjęć plenerowych choć trochę odbiegających i łamiących takosamość. Nie było.

Gdybym miał wskazać coś ciekawego, a przynajmniej samym wystrojem stoiska mnie przyciągnęła, to wskazałbym Joannę Małecką z jej "Salonikiem Fotograficznym" z Gdyni.
Zdjęcia plenerowe ciut inne od pozostałych, ciut większe zaangażowanie w temat, ale już zdjęcia w studio niestety niweczyły pierwsze dobre wrażenie. Sprawdziłem w domu wizytówkę i adres podanej strony nie istnieje - co za masakra, rozdawać wizytówki z nieistniejąca stroną www!? Asia!


Ech... zażenowany jestem całością.
Uważam, że branża ślubna przeżywa głęboki kryzys jakości spowodowany obfitością.
Powód? Zbyt łatwa dostępność fotografii natychmiastowej - czyli cyfrowej. Każdy łapie za aparat i jest fotografem. Wali się tony tego szmelcu, a ludzie i tak kupią.
Ważne aby pan młody wlazł do zatoki, a panna młoda w parku pokazała podwiązkę. No i koniecznie całus o zachodzie słońca dopalony lampą...

A gdzie takie prace jak: