piątek, 16 stycznia 2009

Oko cyklopa...


Czy zdajecie sobie sprawę, że na co dzień posługujecie się jedną z najbardziej ”śmiercionośnych” broni niebezpośrednich w historii ludzkości...?

Prawdziwy killer, rasowy zabójca podąża za swoją ofiara mają w kieszeni marynarki jej portret wykonany zazwyczaj przy pomocy długoogniskowego szkła. Ten kawałek papieru, bądź plik cyfrowy przechowywany w podręcznym palmtopie stanowi swoisty wyrok śmierci. Jest więc współwinnym mającemu nastąpić morderstwa.

Umieszczone jakieś 40.000 metrów nad ziemią satelity krajów, które uważają, że mają do tego prawo, fotografują każdej sekundy przez 24 godziny na dobę i 365 dni w roku większość miejsc na tej planecie. Używają do tego sprzętu, który w prostej drodze (bez szczególnych zakrętasów technologicznych) wywodzi się z dwóch soczewek postawionych obok siebie. Ten sam sprzęt służy do namierzania celów dla rakiet dalekiego zasięgu, które zniszczą każdy sfotografowany wcześniej sprzęt naziemny. Czynią więc go jednocześnie pośrednim ogniwem w zabójstwie na odległość.

Planowanie akcji terrorystycznych rozpoczyna się od dokumentacji fotograficznej wszystkich miejsc, które znajdują się w pobliżu wybranego celu. Na ich podstawie łatwiej określić wszystkie detale zamachu. To właśnie fotografia pozwala bez rzucania się w oczy przenieść planowanie do zacisza, w którym już spokojnie ogląda się zdjęcia. Stawia to fotografię w pierwszym szeregu narzędzi, które pomagają zamachowcom.

Oczywiście, że to paranoja.
Ale też to fakty.

Jasne - można czynić winnym Einsteina, że ktoś spożytkował jego teorię i wzory do stworzenia bomby atomowej...
Można twórcę gazu iperytowego powiesić za to, że pod Ypres zabił dziesiątki tysięcy Francuzów - choć tutaj akurat ponoć taki był zamiar...
Wszystko można...


Jednak coś jest w tej fotografii co czyni z niej groźną broń i sprawia, że ja mam do niej stosunek dość bojaźliwy - pomimo, że wykorzystuje ją jedynie w celach artystyczno- amatorskich.
Choć zrobienie zdjęcia żonie jakiegoś prominentnego polityka, jak sobie baraszkuje na plaży naturystów, zapewne zmieniłoby moje podejście do wykorzystania fotografii...:)

Nie kusi Was czasem, aby UŻYĆ fotografii inaczej niż zwykle?
Jakoś perwersyjnie wykorzystać jej potęgę i jej właściwości immanentne?

Mnie korci.
Czuję, że mam władzę nad tym co i jak pokazuje. Czuję, że potrafię zrobić komuś niezłe kuku, gdybym tylko był świnią. Okiem cyklopa można znieść z powierzchni ziemi ludzi, domy i... własną moralność.

Dlatego, aparaty powinny być jednak reglamentowane...


.

Pismo dla fotografa...?


Może być internetowe, może być papierowe (nawet lepiej), ale żeby było.
Czytając z rana codzienną dawkę serwisów i pism "fotograficznych" rodzimych za głowę się łapię nad poziomem edytorskim, nad poziomem merytorycznym i jakością estetyczną tych stron i gazet... Czy wszyscy edytorzy, graficy i łamacze dobrzy wyjechali do Londynu...?

Ręce opadają.

Wołam więc z niskości swego stołka o powstanie w Polsce jakiegoś profesjonalnego wydawnictwa, które umiejętnie wyważy ilość reklam i sprzedajność reklamodawcom z jakością siebie samego.

Swego czasu z niecierpliwością oczekiwałem reaktywacji Pozytywu, dziś już wiem, że nic z tego nie będzie. Numer kontrolny był świetny, patrząc z perspektywy tego co widzę na rynku teraz. Niestety pewnie rachunek ekonomiczny zabił w zarodku ten pomysł. Szkoda.

Obecnie rynek podzielony jest na dwie frakcje, jak w życiu: ci od sprzętu, testów i komputerowych ramek oraz ci, którzy poszli w sztukę głęboką i czyta ich niszowa ilość odbiorców (np.: Kwartalnik).
W Internecie mamy dwóch liderów traktujących ogólnie o fotografii - to Fotopolis i SwiatObrazu. Do tego dochodzi kilka stron stricte sprzętowo-testowych i... koniec.

I niestety poziom tych pism i stron jest zatrważający. Począwszy od niedbałości językowych, poprzez banalność treści ich miałkość, a kończąc na prymitywnym dziennikarstwie reklamowym... czyli pisaniu o tym co widzę, tylko po ty, by napisać.
Czytając pierdoły i banalne teksty w obecnych pismach, aż mi się serce kraje.

W sumie ktoś podpowie: Ciesz się, że w ogóle coś jest.
A ja się nie cieszę...

Cieszyło by mnie coś, co ma duszę, charakter, ząb.... może być nawet niezgodne z moim podejściem do fotografii... może traktować nawet o fotografii martwej natury tylko... ale nie ch będzie to warte czegoś. Estetyczne. Ładnie podane. Ze smakiem przyprawione.

Jedzenie tego samego dania przestaje być smaczne po tygodniu, dwóch.
Pora na coś innego.

No to se pomarudziełem... :)


PS1
Kurcze, tak sobie teraz pomyślałem... a może w Polsce nie mielibyśmy kogo publikować w tych pismach. Może naprawdę wartych coś fotografów jest bardzo mało...?
Jezus...
Aż się przestraszyłem.

PS2
Wczoraj oglądnąłem "Rezerwat" ponownie. Wzruszyłem się tą ostatnią sceną, jak właściciel kamienicy dotyka te fotografie na wystawie. Banalna, a działa. Jest moc w obrazie. Tak statycznym, jak ruchomym. Oj jest.