piątek, 9 stycznia 2009

Rozmowa bez słowa...


- Cześć. Słyszałem, że kręcisz filmy?
Głupawe wygięcie przedniej soczewki Starego zdawało się sugerować, ze pytanie jest raczej złośliwe...

- No tak. Wiesz... klient nasz Pan. W sumie to rozmawiałem z Wielkim Konstruktorem, ale nie dał sobie nic powiedzieć. Wiesz, ci menadżerowie... wszystko wiedzą...
Nowy czuł się zaatakowany.

- No tak, ale przecież założenia i projekt był zupełnie inny. Miałeś być udaną kontynuacją, a wyszło jakieś monstrum. Po cholerę napchali Ci tyle tych kropek w bebech?

- Nie zazdrość, nie zazdrość! - odparł widząc jak drwiący uśmieszek przedniej soczewki przeradza się w szczery śmiech. - Po prostu mam więcej i jak twierdzi 99% klientów - tym lepiej. Ty przez 20 lat pozostajesz jedynie z wymienioną obudową...!
To miało zaboleć, ale dziwnym trafem mówiąc te słowa nie znalazł satysfakcji.

- No wiesz... niektóre konstrukcje od razu są tak udane, że nie trzeba ich zmieniać - z dziką rozkoszą zaznaczył Stary delikatnie muskając wytarte zębem czasu kółko nastawu czasów. - Są tez i takie w tym Twoim współczesnym świecie, które zmieniają się cyklicznie. Wielki Konstruktor, który Cie zrobił, wiedział już o tym, że powstaniesz 5 lat temu... :)

Rozmowa zeszła na tematy coraz bardziej drażliwe. Zarzuty, że Nowy jest już raczej kamerą, a nie aparatem, że drogi jest niemiłosiernie, że jakieś śmieszne błędy w sofcie generują czarne plamy...

- Wiesz co... - Nowy się zirytował aż się mu krzyżowe AF'y przesunęły. - Nie widzę sensu rozmawiać z Tobą o czymś czego nie rozumiesz. Nie masz bladego pojęcia czym jest nowoczesna fotografia, bo śmierdzisz nadal celuloidem i samo zakładanie filmu od dupy strony stawia Cie na półce z archaicznymi wynalazkami ludzkości. Jestem szybki, dokładny i ma mnie milion ludzi w ciągu dwóch pierwszych tygodni sprzedaży. A miliony muszą mieć rację!

- No tak... argument nie do podważenia.... Jesteś nowy, dokładny i masz w brzuchu coś co przypomina tarkę do kapusty w która łowi się fotony. Tylko, że łapiesz je sztucznie i generujesz dodatkowe sztuczne światła aby wypełnić przestrzeń, której nie jesteś w stanie nawet zobaczyć tym elektronicznym sercem. A jak Ci się wyłączy te wszystkie bajery, nie daj boże skończy Ci się bateria to sobie można Tobą gwóźdź w ścianę wbić. A i to z ostrożnością...

Głuchy dźwięk plastiku uderzającego w metalową obudowę obiektywu miał być ostatnim dźwiękiem, który usłyszeć miał ładowany od dupy strony rejestrator światła.
Niestety... plastikowa obudowa Nowego okazała się mniej trwała od niemieckiej stali nierdzewnej oznaczonej nr 442. Plastikowy korpus pękł na całej długości.
Serce Nowego wyskoczyło na podłogę, a piksele rozsypały się po całym parkiecie w 21 milionów miejsc.

Stary nie czuł satysfakcji.
Czuł smutek.
Gablota, w której stał odkurzana była codziennie.

Właściciel do dzisiaj nie wie jakim cudem dopiero co zakupiony Nowy znalazł się na ziemi roztrzaskany w drobny mak.
Ostatni zarejestrowany film na karcie rozpoczynał się od sceny, w której chciał pokazać koledze zza oceanu jaką kolekcją dalmierzy dysponuje.
Ujęcie kończące scenę zatrzymało się na małym, czarnym aparacie z powycieranymi bokami i wizjerem w kształcie koła... Potem film się urywał.