środa, 7 stycznia 2009

Podróże kształcą...


... tak mawiają mądrzy ludzie. Mądrzy ludzie potrafią też ponoć przewidywać przyszłość i określić co ciekawego zdarzyć się może w różnych dziedzinach życia.
Ja podróżując od dwóch dni na trasie Gdańsk-Warszawa zaczynam wątpić we wszystkie te wróżby.

Skoro nie jestem w stanie przewidzieć kiedy dotrę do stacji docelowej tego samego dnia, jakże mogę próbować określić co będzie jutro.

Oto bowiem, dzięki szanownym "srolskim kolejom państwowym" pobijam regularnie czas potrzebny do przejechania ze stacji A do stacji B. Tym razem z Gdańska do Warszawy jechałem 6 godzin i 38 minut!!! A jakże. Spotkanie dawno się zaczęło, a ja cierpliwie gotując się w przedziale myślałem co też ciekawego przyniesie ten 2009 rok dla fotografii...?


Rudolf przytoczył wywiad z człowiekiem, który żyje z fotografii i nie ma wątpliwości, że medium ruchome (video) wkrótce stanie się również źródłem obrazków statycznych (fotografii).
Tymczasem, czytam we Wprost (jakoś muszę wracając umilać sobie ten czas, bo IC ma niby dojechać dziś do Gdańska na 14:09), takie oto ciekawe zdanie mojego ulubionego autora socjologicznego Karla Poppera: "O tym, czy jutro słońce wzejdzie na wschodzie, przekonamy się jutro rano".

Ciekawe nieprawdaż..?:)

Takie wróżenie z fusów odnośnie przyszłości fotografii i tego, w którą stronę rozwinie się cyfryzacja, czy zniknie średni format cyfrowy (Sony A900 ma 24mln pikseli!), czy może kolejny flagowy okręt Canona będzie też już kręcił filmy jak 5DmKII, czy może Nikon wreszcie dogoni w sprzedaży Canona... to wszystko jest w sumie nic nie warte. Z jednego prostego powodu.

My już nie jesteśmy w stanie przewidywać "długoplanowo". Nauka i rozwój przegoniły pomału ludzką inwencję i zdolność analizy wydarzeń. Często jest to wynikiem braku zmiennych i danych, które pomimo ogólnego dostępu do informacji są skrzętnie i coraz skrzętniej chowane przez koncerny....
Nie wiemy co się w sumie dzieje... poza rzeczami błahymi, którymi zalewają nas media.

To wszystko sprawia, że zaczynam dojrzewać do decyzji o zmianie sposobu życia. Z planowego (planistycznego 5-latką) na "żyj tu i teraz" (czyli znane - żyjmy dniem).


Zaczynam też doceniać rzeczy małe. Te fotograficznie małe. Jedno zdjęcie na miesiąc. Jeden kadr wypracowany minutami, nie sekundami. Nowy album na półce. Nową stronę niszowego autora. Strasznie się pieszczę z tym. Ale odnajduję w tym sens. Mam wrażenie, że omija mnie wówczas cała ta rzeka, a już właściwie lawina życia medialno-zawodowo-społeczna.

Dlatego bardzo się ucieszyłem, gdy moja "Przyjaciółka Od Spraw Wielkich" spotkała się ze mną w Stolicy i w normalnej rozmowie, której poziom abstrakcji za każdym razem mnie urzeka, opowiedziała malutką, skromną historię o sukience, którą uszyła komuś na jakiś bal sylwestrowy.
SMS o północy od klientki z gorącymi podziękowaniami za coś wyjątkowego i autorskiego był chyba najlepszą zapłatą.


I tak pomyślałem, że
MUSIMY cenić rzeczy dotknięte ludzką ręką.
Stroje, fotografie, chleb, cukierki, idee - bo jest tego coraz mniej.
W masie zalewającej nas nijakości szukajmy rzeczy dotykanych, a odnajdziemy w nich cząstkę autora. Fragment człowieka!

Dbajmy o fotografię z duszą! O fotografię autorską. Mądrą.
To moje zadanie na 2009 rok.
I w tym widzę przyszłość....


- podróżnik wagonu 3 pociągu relacji Warszawa-Gdynia