piątek, 11 grudnia 2009

Podbierak...

Kiedy wkładam głowę pod płachtę i zamykam światło poza sobą, mam czasami wrażenie, że postać, twarz widziana do góry nogami w okienku mojej tylnej ścianki jest jedynie moim wyobrażeniem.

Kiedy wyjmuje głowę by sprawdzić czy ona tam jest, ona tam jest. Ale jakoś inaczej.
Znowu daję nura pod płachtę i znowu... jakby coś się zmieniało. Zaczynam odczuwać te dziwną właściwość łapania ludzi w sidła moich klatek.


Czasami wyciągając podbierak z rzeczki w Jelitkowie podczas szkolnych eskapad na wagary, wyciągałem małe rybki, nic nie znaczące. Drobnicę. Zaplątywała się gdzieś między oczkami siatki.
Duża ryba zdążyła zazwyczaj uciec i stercząc po kolana w wodzie, pluskałem się całymi dniami mając za plecami morze gdzie wszystka ta woda spływała.

Kamera jest jak podbierak.
Potrafię nią złapać okonia, płoć, jazgarza, a nawet czasami króla karpia.
Czy decyduje o sukcesie ten, kto trzyma siatkę czy może gęstość oczek samego podbieraka?

Coraz rzadziej wagaruje... wyrosłem i nieoceniona lekkość bytu dziecka przestała istnieć. Wagary równają się milionom spraw do załatwienia.
Łapanie w kadr staje się świętem i polowanie na karpia przybiera teraz kształt sprawnie zorganizowanego połowu, bardziej niż dziecięcej zabawy. A chyba nie powinno tak być !?

Całe to spinanie się i silenie na "mega" pomysł zaczyna mi straszliwie doskwierać.
Omywające mi nogi woda w szczenięcych latach zamieniła się w strumień, w którym ciężko ustać czasami. Strumień oczekiwań innych, ale też oczekiwań wobec siebie... przede wszystkim wobec siebie.

W filmie o Diane Arbus jest taka scena końcowa, gdy Lionel popełnia samobójstwo, ona wdycha powietrze z materaca, który on nadmuchał w noc przed śmiercią. Chcąc poczuć jego oddech.
Ta scena to karp. I to duży.

Ale życie składa się raczej z płotek, jazgarzy i innego drobnego ustrojstwa, które łapiemy w nasze kadry. Niemniej, czyż nie jest to też część naszego fotograficznego bytu...?
Czyż nie składają się klatki na cały film...?
Może czasami warto więc odpuścić łowienie karpi, na rzecz zabawy w podbierak sprzed dziesiątek lat.

Na rzecz dobrej zabawy...! Fotograficznej zabawy!



7 komentarzy:

pjolo pisze...

W tej chwili 99% powstajacych fotografii to po prostu zabawa, hobby.
Ale ta profesjonalna fotografia tez potrzebuje spokoju, przemyslenia, odpowiednieego nastroju. Czy fotografuje sie amatorsko czy nie, wazne aby miec z tego satysfakcje. Jak to mowila kobieta nad Wartą "ryby będą czy nie będą, każdy rybak chodzi z wędą"

zover pisze...

odniosę się na chwilę do komentarza przedpiszcy:
amatorska fotografia, to każda fotografia wykonywana z pasją, czyli z zamiłowaniem (może być profesjonalna, czyli przynosić dochód, ale może być charytatywna, lub robiona dla samego siebie.

(martwi mnie czasami to niezrozumienie pojęcia 'amator' - miłośnik, wielbiciel, i zamieszanie z tym związane - to jakaś socjalistyczna narośl w naszej świadomości/ na zachodzie taki podział nie występuje)

Wędkarza nikt nie pyta czy jest profesjonalistą czy tzw 'amatorem', jeśli spotyka go nad rzeką ze sprzętem. Zawsze mnie zadziwia, skąd to niezrozumienie i fałszywe używanie tych pojęć w fotografii?

a jeśli chodzi o główny wątek:
Tak, to oczywiste, że miłośnik (amator) łowienia karpi (zawodowiec w każdym calu - może z tą drobną różnicą, że nikt mu za te karpie nie płaci, a wręcz przeciwnie, ciągle do nich dokłada), nie ma problemów z zarzuceniem wędeczki na płocie, przy okazji pikniku z rodziną czy wypadu w południe nad bajoro :) ale przecież i tak w końcu zaplanuje całonocny wypad na karpie. Ale kiedy już zarzuci wędkę na karpie to na pewno nie złapie jazgarza, może nic nie złapać albo złapać amura lub lina. ale na pewno nie jazgarza :)

Yoonson pisze...

ale przeca karpie są niejadalne...
to takie wodne chwasty :)
szczupak, albo okoń - to inna historia, ale karp?

Anonimowy pisze...

Najważniejszy jest stan Twojego ducha. Cieszyć sie małym, zwykłym, płotką czy okoniem ... to cudowny stan. To nic, że media podpowiadają, że tylko Oskary i czerowne dywan. Kiedyś jadąc hulajnogą mojego syna napotkana starsza Pani powiedziała mi abym "trzymał dziecko w sobiej jak najdłużej ... zapamiętałem to. "Łapię więc do siatki małe, śliczne fotograficzne rybki" i cieszy mnie to ! A karp, cóż ... jak co roku zjawi się i to już niebawem ;-))
PS. Scena, która wspominasz z Futra ... miód prawdziwy
pozdrawiam
PAweł K

PRZEROSTOWI AMBICJI 3x NIE

pjolo pisze...

Niestety jest rozgraniczenie w amatorskim i profesjonalnym podejsciu do fotografii, wedkarstwa i w innych dziedzinach. Jest presja ciaglego wykazywania sie. Zarabianie pieniedzy na zycie, fotografowanie nie tego co chcielibysmy, a za co nam zaplaca. Oczywiscie jest kilkuprocentowa grupa ludzi na swiecie ktorzy robia to co lubia :)
Doskonale, mysle wszyscy rozumieja co to jest amator. A o socjalistycznych skrzywieniach i naroslach to juz osobny, temat rzeka. Predko sie ich nie pozbedziemy. Ide w plener z kompaktem, moze nawet go nie wyciagne, ale czy to wazne :)

Anonimowy pisze...

Wrzucasz czasem jakąś płotkę do szuflady, jak zwykle niezadowolony z połowów. Potem przypadkiem natykasz się na nią po 10 latach, patrzysz, a tam taaaaki szczupak. Po prostu czas się zmienił, rybka urosła, a może Ty na początku nie wiedziałeś co złowiłeś.


--
Leon

Hubert Siemieńczuk pisze...

Być może Piotrze przechodzisz klasyczny etap "zaprofesjonalizmu". Tak to sobie nazwałem dla odróżnienia etapu "przedprofesjonalizmu". Profesjonalizm rozumiany jednakże nie jako "zawodowstwo" (w opozycji do "amatorstwo"), ale jako dzika satysfakcja z wykonanej pracy i świadomość wysokiej jakości.
Bowiem jest prawdopodobnie coś takiego jak poziom, którego już nie jesteśmy w stanie przeskoczyć - maksimum, od którego robimy prace na tym samym bardzo wysokim poziomie, ale ambicja kolejnego kroku w starciu z przyrodą prowadzi właśnie do takich rozmyślań, jak Twoje powyższe. Powrót do dziecka to dobry krok:) Jak patrzę na swoich brzdąców to odczuwam radość i jakiś optymizm. Łatwiej mi wtedy złapać aparat bądź zanurkować pod zakurzoną płachtę:)
Ale być może poprostu przeżywasz kryzys wieku średniego? i jakaś nowa dwudziestka czwórka by się nadała?