niedziela, 13 grudnia 2009

Days with My Father...


Proszę, znajdźcie chwilę i oglądnijcie te 42 zdjęcia wraz z komentarzami.
Wspaniale ludzkie.
Autorem jest Phillip Toledano.

Czy jest medium, które oddałoby to lepiej niż fotografia.

Phillipie! - chylę czoła przed Tobą i Ojcem Twym.
Za to, że potrafiłeś i zechciałeś.

fot. Phillip Toledano



28 komentarzy:

morf pisze...

Piękne i wzruszające, ludzkie...

Robert pisze...

Mam ambiwalentne odczucia przez tekst na końcu: "please notify me when the book comes out". Niedawno przeżyłem podobną stratę, nie byłem w stanie nawet wyciągnąć aparatu, a cóż dopiero robić z tego album na sprzedaż.

Anonimowy pisze...

Muszę powiedzieć, że miałem dokładnie takie same odczucia jak Robert.
Deoos

Gringo pisze...

wzruszające, prawdziwe oraz dobre technicznie. Wszystko porusza Cię dogłębnie dopóki nie zobaczysz tego pola do wspisania maila by przypomniał Ci że wyszedł już album...

Rozumiem zrobić wystawę by uświadomić ludziom, jak ważne jest przebywanie z rodzicami ale robienie z tego albumu to wg mnie lekkie przegięcie...


trzymając konwencję:

http://www.youtube.com/watch?v=8uYne5ezkfw
http://www.youtube.com/watch?v=heMgid4rkzU

też wzrusza i ukazuje prawdę...

iczek pisze...

No tak, z jednej strony potrafię zrozumieć, że może to wyglądać (wygląda) dziwnie i odpychająco nawet.

Z drugiej jednak strony, myślę że nie mamy zbytnio prawa do oceny działań osoby najbliższej Ojcu.
Jeśli on nie ma z tym problemów, jeśli postanowił ciągnąc projekt do końca (!), jeśli uznał to za formę hołdu swojemu ojcu.... to czemu Was to aż tak uwiera!?

Zakładam, że Phillip całkowicie świadomie rozpoczął ten projekt i zakończył go zgodnie z założeniem - wraz ze śmiercią Ojca. Cóż w tym niezwykłego, że chce podzielić się swoją porcją miłości z ludźmi zewnętrznymi.
Czy fakt, że zrobił to z udziałem ojca czyni to bardziej wyjątkowym niż sprzedawana nam krwawa papka z jakiejś tam wojny z trupami bez głów...?

Ujął to subtelnie, delikatnie, wręcz z namaszczeniem...

Wole kupić takie epitafium nieznanego mi człowieka, niż oglądać kolejne wyniki WPP...

Anonimowy pisze...

Dobre wychowanie w takiej sytuacji pozwala na napisanie jedynie, że to piękne, pełne miłości wyznanie ...
I tak też uważam.
Jakiekolwiek inne komentarze, wątpliwe oceny, należy w takiej sytuacji zachować dla siebie ... tak uczyła mnie Mama.
PAwełK

Gringo pisze...

Ja nigdy nie tłamszę w sobie tego co chcę powiedzieć na jakiś temat, stawiam na otwartość nawet kosztem kontrowersyjności wypowiedzianych słów...

Mówię głośne nie czemuś co uważam mimo wszystko za nie do końca moralne! Wiem, że to nie WPP ale mimo wszystko dalej jest to dla mnie

jarek pisze...

Gringo, napisales jedna linijke na temat fotografii i 6 linijek oburzenia na temat ksiazki, ktora ma sie ukazac.

Przeczytaj jeszcze raz komentarz Pawla i zastanow sie dwa razy zanim znow zaczniesz bronic swojej niczym nie skrepowanej swobody wypowiedzi.

Anonimowy pisze...

oddać ojcu hołd tymi fotografiami rozumiem, umieścić w internecie rozumiem, zrobić wystawę rozumiem...

..wydać album też zrozumiem... ale dla najbliższych, rodziny i przyjaciół...

Mariusz J.

jarek pisze...

Co sie do Wacława pana z wami dzieje??!?!? Sorry za ton, ale totalnie mnie wkurwiliscie. Pogielo was kompletnie? Jakie do cholery znaczenie ma to, czy ktos chce wydac ksiazke ze swoimi wlasnymi fotografiami? KSIAZKE!!! Trudno sklecic dwa zdania wnoszace cos do dyskusji na temat fotografii, to jak zwykle trzeba sie przypierdolic do osobistych motywacji autora i z uniesionym do gory palcem walnac moralitet? Jakie macie do tego prawo moralizatorzy od siedmu bolesci? Ide sobie poszukac jakiegos osobistego anglojezycznego bloga o fotografii, bo to co sie ostatnio dzieje w komentarzach u Iczka i Rudolfa, to jest po prostu masakra jakas.

Anonimowy pisze...

To indywidualna próba oswajania śmierci. Paradoks czasu przeszłego -przyszłego na zdjęciach: patrząc na tego człowieka wiemy, że już nie żyje, a widzimy, że wkrótce umrze. Niezwykły dokument, może przerażać ale może też pocieszyć, jest w tym człowieku jakaś dzielność. Być moze pomogło mu to przejsć na drugą stronę.

Tomasz Pawłowski

cresky pisze...

Miałem przyjemność oglądać te prace. Bardzo subtelna i wzruszająca opowieść, jedna z tych nielicznych zapadających w pamięć.

Anonimowy pisze...

Drogi kolego Jarku bądź sprawiedliwy. Przecież sam nawet nie zająknąłeś się na temat fotografii, za to w niewybredny sposób próbujesz wyręczać gospodarza tego bloga w tym jak ma wyglądać dyskusja... Wyluzuj.

Mariusz J.

Anonimowy pisze...

Fotografia to pewien rodzaj sztuki, tak? W takim razie fotograf to artysta. Kazdy z artystow ma rozne inspiracje, ten akurat mial taki impuls i taka potrzebe. Czy kazdy artysta musi umrzec z glodu, zeby go pozniej ktos odkryl i posmiertnie docenil? Nie moze z tego zyc? W takim razie co powiedzieci o modelkach pokazujacych to i owo swiatu np. na fotografiach, to tez jest dla niektorch wysoce niemoralne. Czy Jan Kochanowski piszac Tren VII do swojej ukochanej corki po jej smierci dopuscil sie czegos niemoralnego? Phillip nie zamordowal ojca i nie pokazal jego agonii swiatu wydajac album na sprzedaz. Litosci drodzy moi przedmowcy nie wielbiacy tego projektu.Z pewnoscia wzrusza a o to chyba chodzi,zeby sztuka wyrazala miedzy innymi emocje.
pozdrawiam
Lilly.

Anonimowy pisze...

>"Pogielo was kompletnie? Jakie do cholery znaczenie ma to, czy ktos chce wydac ksiazke ze swoimi wlasnymi fotografiami? KSIAZKE!!!"

A czy ktoś tu zabrania wydawania książek? Jeśli ktoś przeżył podobną stratę, może się identyfikować ze zdjęciami i tekstem, tak było ze mną. Ale ja nie identyfikuję się z zamienianiem tych przeżyć na biznes, a tak odebrałem końcowy ekran. Poczułem się w pewnym sensie oszukany. Takie to ma znaczenie.

Jarku, masz prawo się wkurwiać. Tak samo jak ja mam prawo do swoich uczuć. I nie krzycz z tego powodu, bo krzykim nie ustanowisz sobie monopolu na rację.

Robert

iczek pisze...

Robert - jak to oszukany..?
Czy w materiale była zapowiedż śmierci Ojca? Była.
Umarł?
Umarł.
Czyli nikt cie nie oszukał.

A intencje autora sam sobie dopowiedziałeś...
:)

Mam wrażenie, że faktycznie "trochę się z nami porobiło" i szukamy dziury w całym.

Anonimowy pisze...

>A intencje autora sam sobie dopowiedziałeś...

Rzeczywiście dopowiedziałem? ;(
To oświeć mnie i powiedz w jakim celu wydaje się książkę o chorobie i zejściu własnego ojca?

Robert

Anonimowy pisze...

Nic się nie porobiło. Chodzi tylko o odczucia związane z dopiskiem... a nie o zdjęcia, szalenie intymne, osobiste... nie wszystko jest na sprzedaż.

Mariusz J.

jarek pisze...

Co to znaczy na sprzedaz? A "Tears in Heaven" Claptona tez jest na sprzedaz? Czym sie rozni ksiazka z fotografiami od ksiazki z proza? Phillip Toledano jest zawodowym fotografem. Ksiazka jest przeciez materialnym efektem pracy fotografa. Fakt, ze Phillip Toledan zamierza wydac ten material w postaci albumu, nadaje calemu projektowi range dziala skonczonego. Jakie ma znaczenie, ze to temat osobisty? W sztuce, osobista wypowiedz najczesciej ma najwieksza wartosc. Co w tym zdroznego? Naprawde trudno mi pojac wasze oceny.

Anonimowy pisze...

Jarku, materiał jest poruszający i w ogóle, mi chodzi o końcowe wrażenie z tej strony. Pewnie jestem przewrażliwiony, ale, dosadnie mówiąc i przejaskrawiając, czytając zapowiedź książki z tym tekstem i materiałem relacjonującym ostatnie dni kochanego ojca, poczułem się jakby Philip Toledano zapowiadał sprzedaż biletów na stypę.
Peace.
Robert

Mariusz Lemiecha pisze...

A ja dla odmiany o zdjęciach i o tym jak je odebrałem.
Autorowi udała się rzecz przedziwna, musiałem obejrzeć wszystko kilka razy by się upewnić...upewnić że tak to odbieram. Zdjęcia i cały klimat na nich skonstruowane są tak, jakby pan Toledo sfotografował wspomnienia i tęsknotę o swoim ojcu jeszcze gdy ten żył. Niesamowicie to wyszło.

Anonimowy pisze...

Robert - "poczułem się jakby Philip Toledano zapowiadał sprzedaż biletów na stypę."
Kto wie czy takiego efektu nie chciał osiągnąć? Twoje wątpliwości ( i innych, którym trudno się z tym pogodzić ) są uzasadnione. Bo to jest dokumentacja prywatnego oswajania się ze śmiercią, autor - zakładam, ze jest jednak szczery - chciał chyba przezwyciężyć rozpacz, włączając śmierć do machiny swojej zawodowej empirii. Jeśli mu to pomogło - można to zrozumieć. Bo - wracając do twojego pytania o sens takich zdjeć - jedynym usprawiedliwieniem tego typu fotografii - może być ułatwienie, pomoc w przechodzeniu na drugą stronę. Trudno mi sobie wyobrazić kogoś normalnego, kto chciałby mieć album tych zdjęć na półce z "ulubionymi" książkami

Tomasz Pawłowski

iczek pisze...

Fakt Tomasz - empatia to coś czego nie da się wyobrazić. albo się ją ma, albo nie :)

Wyobraź sobie mnie... jak to będę miał na półce.
Tuż obok dziesiątek innych albumów... gdzie fotografowie umieli oddać coś czego nie widzisz...

MTS pisze...

Ja akurat bez oporów mógłbym powiedzieć że chciałbym taki album mieć na półce. Wynika to właśnie z tego, że uważam to za wartościowe. Za całość, która wydaje mi się prawdziwa, która przedstawia uczucia istotne dla KAŻDEGO człowieka. W takiej formie, która do mnie trafia, chciałbym móc oglądać ten album kiedy chcę i czuć to, co czułem oglądając te zdjęcia w internecie. Kwestia tego czy moralne bardziej czy mniej jest publikowanie takiego materiału, w ogóle nie podlega dyskusji. Każdy ma własne granice w tej materii więc moim skromnym zdaniem nie o to tu chodzi. Inną sprawą jest kwestia powiadomienia o ukazaniu się albumu. Tego faktycznie mogłoby nie być. Uważam że nie jest to potrzebne, szczególnie, że prowadzi do tego typu dyskusji...

Anonimowy pisze...

@mts- "Kwestia tego czy moralne bardziej czy mniej jest publikowanie takiego materiału, w ogóle nie podlega dyskusji"

Bo? Nie podlega dyskusji, bo „nie podlega”?

Czy chcesz czy nie - to dyskusja jest i będzie niezależnie od tego, co deklarujesz - sam jesteś jedną ze stron i w tej dyskusji uczestniczysz, nie oszukuj samego siebie.

Empatia iczek? No właśnie empatia: opór wobec tego materiału jest bardzo naturalny i wręcz odruchowy - może należałoby spróbować zrozumieć dlaczego tak jest? Zrozumieć tych, którzy nie chcą kupić tego albumu. ( dosłownie czy w przenośni ) Zamiast użalać się na dyskusję może lepiej byłoby z zadowoleniem przyjąć fakt, że te zdjęcia wywołują refleksje?

Autor jest zbyt świadomym twórcą, żeby nie zdawał sobie sprawy z tego, że umieszczenie tego przekazu w kontekście marketingowo-handlowym nie spotka się jedynie z wyrazami zachwytu. Przypuszczam, że taki był jego zamysł: pobudzenie refleksji i to mu się udało.

Tomasz Pawłowski

Ps. Odnośnie posta podpisanego „PawełK”: „Dobre wychowanie w takiej sytuacji pozwala na napisanie jedynie, że to piękne, pełne miłości wyznanie ... I tak też uważam.
Jakiekolwiek inne komentarze, wątpliwe oceny, należy w takiej sytuacji zachować dla siebie „............ To dlaczego nie zachowałeś? Gdzie twoje „dobre wychowanie” ?

MTS pisze...

Tomaszu - może faktycznie "nie podlega dyskusji" to złe sformułowanie. Podobnie jak w ostatnim zdaniu mojej wypowiedzi tak i w tym chodziło mi bardziej o to, że wolałbym dyskutować o samym materiale niż o tym czy okienko na końcu robi z niego zaproszenie na stypę. Jest to powiązane oczywiście, natomiast w moim odczuciu nie jest tak mega istotne i nie wpływa to w jakos szczególnie na odbiór historii. Można oczywiście dyskutować o wszystkim, ale według mnie kwestia moralne/niemoralne odnośnie nieszczęsnego okienka jest w tym przypadku trochę przesadą i odwraca uwagę od tematu. takie jest moje zdanie

iREM pisze...

I zrobiła się naprawdę interesująca dyskusja. Temat doskonały. Gratuluję autorowi i Iczkowi za wykopanie. Oby takich jak najwięcej, a nie biadolenia jaka to cyfra jest be. :-P Jarek - Twój Clapton daje rzeczywiście sporo do myślenia... Dziękuję Wam, Panowie.

Anonimowy pisze...

@iczek
Dzięki za dodanie.

@Jarek
No popatrz, jak różne rzeczy widzą ludzie patrząc na to samo... Jedni widzą miłość i wdzięczność wylewające się wręcz z każdego zdjęcia.
Inni - zdjęcia, które obowiązkowo trzeba ocenić, i autora, którego trzeba koniecznie rozsądzić za domniemane "sprzedawanie się" i próbę wywołania ludzkiej reakcji (czyt. manipulacja).
Uważam że twoja reakcja, choć ostra, była uzasadniona. Może się choć jeden dwa razy zastanowi.

Co warto zatrzymać? Miłość czy "słuszny i sprawiedliwy" niesmak?

Julia