wtorek, 10 listopada 2009

Sponsor...


Z angielska [:ze sponsor] :)

A pytanie brzmi - jak znaleźć sponsora?
Ale tak po kolei, jaka jest droga aby otrzymać pieniądze na jakiś swój projekt fotograficzny lub na wystawę?

No bo co..?
Robię wydruki i pielgrzymuje po firmach, gdzie moja droga kończy się w 80% na recepcji..? I nigdy nie dociera do osób decyzyjnych?
Wysyłam płyty DVD z prezentacjami?
Dzwonię po biurach?

Chętnie zrobiłbym wystawę swoich prac. Zbieram kasę, ale jak w życiu, skarbonkę muszę rozbijać już po miesiącu, bo akurat mi końcówki drążków szwankują i sworznie czas wymienić :)
Skorupami od skarbonek zapchałem już pół piwnicy. A wystawa się oddala.

Artysta nie jestem więc nikt nie chce wystawiać mnie w CSW - bo moje prace są takie "normalne". Nie umiem fotografować krzaków w wmawiać ludziom, że to "reminiscencje mojej jaźni zamknięte między plątaniną liści i gałązek"
Stypendium nie dostanę, bo nie mam dorobku artystycznego, bo tych cholernych krzaków nie fotografowałem!

Zero zaplecza, zero sukcesów...

Dodatkowo, obniżając aspirację, szukam knajp które by za darmo wystawiły prace, ale i tam nie mogę, bo sumienie nie pozwala wypieszczonych kadrów wieszać na oplutej i zadymionej ścianie. No i barty psuje się od tytoniowego podmuchu. Poza tym, zaraz ktoś zniszczy.

To jak zebrać kasę...? Co by się pokazać..?
I ile trzeba zebrać?

Taka wystawa z 20 powiększeniami to pewnie jakieś 10-20tys lekko licząc. Wydruki, ramy, wynajem sali, transport, wernisaż.
Niby nie aż tak dużo, a jednak...

A Wy szukacie sponsorów... nie pytam o rodziców ?:)


41 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ja mieszkam w szkocji. A tu jest sporo instytucji ktore chetnie dofinansowuja artystow :)
I naprawde nie szkoda im na to kasy...

pozdrawiam
Jacek

iczek pisze...

Może to jest i pomysł. W sumie dlaczego mam się pokazywać w Polsce, w Gdańsku?
Hmm... do rozważenia...:)

guerilla pisze...

Zwłaszcza że jeśli odniesiesz sukces tam, np. w Szwecji zbierzesz dobre recenzje, to w Polsce pójdzie ci 3x łatwiej już..

Anonimowy pisze...

Daj spokój z knajpami. Domy kultury w małych miasteczkach oddadzą pół gminy i córkę burmistrza żeby Znany Gdański Fotograf zrobił u nich wystawę.

Bartek.

stolica i okolica pisze...

Postaw się z drugiej strony. Gdybyś miał prywatną firmę komercyjną, np. hurtownię papieru, to kiedy sfinansowałbyś wystawę jakiejś-tam fotografii? Wtedy, kiedy albo znałbyś artystę, lubiłbyś fotografię, albo ktoś Ci akurat taki pomysł podsunął. Ale na pewno nie człowiek z ulicy, jakim jest artysta dla przedsiębiorcy. Jeśli nie masz znajomości wśród przedsiębiorców, a chcesz się gdzieś sprzedać (bez pejoratywów!), to sprawa jest prosta - musisz zaproponować coś, co ich przyciągnie. Bezpośrednio i tak do przedsiębiorcy nie trafisz z przekazem, ale po to m.in. są agencje reklamowe. Tylko czy na pewno chcesz się sprzedać?

iczek pisze...

Ale ja się nie chcę "sprzedać", tylko wystawić.
Mam wrażenie, że to jednak dwie różne rzeczy.... mylę się?

Ja rozumiem dylemat sponsora - przychodzi nikt z czymś i chcę konkretnej kasy za to coś, a w zamian daje co..?

Mecenasów już niewielu... :(

grzegorzsowa pisze...

Myślę, że z tymi 10-20 tys przesadziłeś.

Wydruki 20X50 =1000

Ramy+ passepartou 20X75= 1500
(ale to akurat inwestycja nie na jeden raz)

wynajem sali - za to przecież nie płacisz

transport - własny (benzyna)

wernisaż - kilka but wina, jakieś zakąski pewnie z 500 zł

Razem 3000 zł

iczek pisze...

Grzegorz - nie martw się, akurat w liczeniu to mnie dobrze natura wyposażyła :)

Po pierwsze, moje wydruki to minimum metr wysokie.
A poza tym, oprawa całości nie ma polegać na dwóch butelkach wina..:)
To ma być COŚ!

Tak abyś pamiętał przez pięć lat :)

Juz kiedyś pisałem o wernisażach..:)

Ja zbieram na full wypas... a za sale porządną praktycznie zawsze trzeba płacić, o ile Cie nie zaproszą, a to już opisałem :)

io3times pisze...

Nigdy w zyciu nie pomyślałem o szukaniu sponsorów, niby dlaczego ktoś miałby finansowac moje fanaberie, jeśli mi zależałoby na pokazaniu zdjęć, to ja musze za to zapłacić. Moje hobby, moja kasa. Jeśli ktos miałby mnie sponsorować to tylko ze swojej własnej woli i inicjatywy (bo np widział w necie moje fotografie i go zachwyciły)lub jeśli byłbym w stanie zagwarantować mu wymierne korzyści (zarobek z biletów, spadek przestępczości). Dobrze przedmówca argumentuje, wczuj się w role bogatego, po co miałby cie sponsorować? Co z tego będzie miał, co ludzkość z tego bedzie miała? Twoje zdjęcia coś/kogoś zmienią? Jeśli masz na to pozytywną odpowiedź to szukaj dalej.

grzegorzsowa pisze...

życie niestety to kompromisy
też chciałbym jeździć Ferrari
ale nim na nie uskładam kupię coś tańszego zamiast chodzić piechotą.

Ps. oczywiście życzę aby się znalazł sponsor na Twoje "ferrari"

grzegorzsowa pisze...

Nie zgodzę się z opinią, że sponsor powinien mieć wymierne korzyści.
Wtedy to już nie będzie sponsoring tylko biznes.

"Co z tego będzie miał"? ano to że pochwali się innym nadzianym facetom, że sponsoruje sztukę.

iczek pisze...

@io3times - słowo sponsor użyte w tym wpisie jest złudne i zgadzam się z tym.
Jednak słowo mecenas praktycznie nie funkcjonuje już albo funckjonuje szczątkowo.

Jednak Twoje podejście zabija wszelkie możliwe formy wspierania sztuki jako takiej (nie mylić z moimi zdjęciami). Gdyby było jak piszesz, cofnęlibyśmy się do epoki kamienia łupanego.

Na szczęście filozofia krajów, które doceniają istnienie w społeczeństwach dotowanych obszarów kultury, zapewnia nam istnienie wielu tysięcy projektów, wystaw, muzeów i całych fundacji opierających się na zasadzie bezinteresownego ekonomicznie wspierania i "grantowania" tychże...

Ufff :)

Hubert Siemieńczuk pisze...

Zajmuję się zawodowo dotacjami unijnymi i to jest jeden z kierunków, ale: musisz mieć osobowość prawną (stowarzyszenie, fundacja), czyli podczepić się pod taki byt, przekonać, żeby Cię wypromowali, napisać projekt o dofinansowanie, złożyć do oceny, czekać na wyniki, projekt zrealizować. Droga długa i trudna, okres realizacji min. 12 m-cy.
Inną, szybszą myślę możliwością jest poprostu metoda wujka Obamy - 1 grosz x 1 mln osób = 10.000 zł:) czyli zrzuta na pucybuta (taki rym, bez obrazy:). Myślę, że każdy kto by przelał jakiś grosz by nie zbiedniał, a wsparł by kulturę wysoką:0) Można dorobić wydając katalog sprzedawany np. po 5 zł/ szt a dla Twoich mecenasów rozdawany za darmoszkę. :)
Jest kilka możliwości, trzeba brać przykład z narodów bardziej niż my przedsiębiorczych.

Hubert Siemieńczuk pisze...

ps. na takiej samej zasadzie działa pomysł
http://www.sellaband.com/pages/how_it_works

wujek db... pisze...

A byles w jakims CSW? Rozmawiales? Jesli nie, to pojdz, porozmawiaj. Jesli tak - to moze z niewlasciwymi ludzmi rozmawiales ;) Moze jakas miejska komisja kultury? Takie instytucje moga wiele, o ile komus sie chce... Wiec moze tradycyjnie po Polsku - tylnymi drzwiami i przez znajomych... ;)

Zaznaczam, ze gdybam sobie. W jednym CSW kiedys bylem i rozmawialem - takie obiekty cierpia czesto na nadmiar przestrzeni wystawienniczej i niedobor wystawcow. Ale czy istnieje mozliwosc wsparcia - tego nie wiem, az tak daleko moje rozmowy nie siegaly ;)

stolica i okolica pisze...

Nadal nie widzę różnicy między 'sponsorem' a 'mecenasem'. Przecież mecenas, nawet w czasach bardzo zaprzeszłych, też miał korzyść. Zresztą nie ma co się porównywać, wtedy nie było rynku sztuki, a artyści klepali taką biedę, że obecne studenciaki to przy nich kapytalysty.

Pisząc 'sprzedać' nie miałem na myśli kompromisów natury artystycznej - czyli strzel mi pan zdjęcie jakieś fajnej laski na tle mojej hurtowni (trzymając się przykładu). Sprzedać się, czyli tak zaprezentować korzyści ze współpracy z sobą, żeby ktoś to kupił. Marketing czyli. Zresztą, znasz się na tym lepiej od większości z nas, a na pewno lepiej ode mnie.

Nadal są ludzie, którzy chcą się czymś takim pochwalić, albo zaimponować, albo zrobić niespodziankę żonie/mężowi, albo poprawić sobie PiaR, albo własne ego. Whatever.

Jarek pisze...

Po co mecenas wspiera tworce? Zeby tworzyl. Co ma mecenas z tego, ze daje pieniadze tworcy? Ma to, ze tworca tworzy. Wbrew pozorom, sa jeszcze na swiecie tacy ludzie. Bez takich ludzi nie powstalby na przyklad album "Americans" Roberta Franka i wiele innych projektow finansowanych przez MoMA. Jakos nie widzialem tam logo sponsora na okladce.

Twoj problem Piotrze, tak mi sie przynajmniej zdaje, lezy jednak gdzie indziej. Nie wiem co chcesz pokazac na tej wystawie, ale zakladajac, ze pokrywalaby sie z twoim folio, to sam pomyśl, gdybyś miał kase, to wsparlbys samego siebie? Na jakiej podstawie? Ani nie jestes specjalnie odkrywczy, twoja fotografia nie zadaje zadnych pytan, raczej nie udzielasz odpowiedzi, robisz bardzo dobre zdjecia w okreslonej konwencji uzywajac na poly tradycyjnych techniki. Gdybys jeszcze chcial wydac ksiazke, ale ty masz idee fix zrobienia wydarzenia na poziomie za grube pieniadze. Ja bym ci nie dal kasy. Wolalbym dac takiemu mlodemu z ASP, co dobrze robi te krzaki, o ile przedtawi mi mocny i nosmy pomysl na dobry projekt/cykl.

iczek pisze...

Jarek - gdyby rozważać dofinansowywanie i sponsoring jedynie odkrywczych rzeczy, to pojawia się zasadnicze pytanie - jak te nośność i jakoś oceniać i kto to ma robic?>

Rozumiem, że mecenas...?

Jeśli tak, to skąd mecenas ma wiedzieć co jest odkrywcze? Skoro to, co nie odkrywcze nie jest publikowane, bo nie jest odkrywcze i w sumie nie ma odniesienia...!

Trochę obawiam się, że nośność w Twoim ujęciu skręca ku chwytliwości, a stąd już blisko do efekciarstwa.

Poza tym - czy koniecznie trzeba aż tak bardzo odkrywać by tworzyć?
I czemu ma się to przekładać na zainteresowanie ludzi?

Czy malarstwo renesansowe odpowiada na Twoje pytania odnośnie sensu ludzkiego życia?
A jednak wisi to w galeriach?
Jako dowód KUNSZTU !
Dowód BOSKIEJ ISKRY! DARU!

Jakkolwiek to nazwiesz.
Po prostu.
Ktoś coś potrafi na poziomie nieosiągalnym przez innych, ale niekoniecznie rozwiązuje swoją sztuką problemów świata i zależności między być a mieć.
Nie pokazuje ojców na tacierzyńskim i nie pokazuje kobiet po amputacji piersi. Pokazuje po prostu coś pięknego w piękny sposób.

Rozumiem, że to już nie jest warte w naszych czasach wsparcia finansowego Jarosławie?

( i oczywiście nadal nie piszę o sobie)

Malwina de Brade pisze...

Hubercie, zgadzam sie z funadacjami, ale z tego co wiem podpiąc się cięzko, bo one składają własne projekty , a im ich złozy więcej, tym prawdopodobieństwo przyznanie na ich PRIORYTET się zmniejsza, wiec raczej nikt nie da się podpiąc. Założenie własnej fundacji to chyba tez koszt 5 tys. a za to mozna juz zrobić solidną wystawę.

Malwina de Brade pisze...

Iczku, ale tak czy siak sponsor zawsze COS chce mieć z tego, ze sponsorem jest. Jest tylko kwestia tego, czy jemu się wydaje, ze mozemy z nawiązką oddać mu pieniądze. Jesli potrafimy sprawić wrażenie, ze Mu sie opłaca, to najczęściej daje. Chociaż ostatnio dają coraz mniej chętnie...

kacper kowalski pisze...

no wlaśnie. Z pozycji słupków ostatnio o problemie pisał Balcerowicz:

http://wyborcza.pl/1,75475,7226314,Balcerowicz__uwolnic_kulture.html

wybacz link, ale to ciekawe, kontrowersyjne i ważne.

Moim zdaniem trzeba robić swoje i tyle. Konsekwentnie. Może zanim zrobisz wernisaż, zrób wystawę. Gotową bedziesz oferować, handlowo patrząc. Konsekwencja, upór i wiara że się uda to klucz do sukcesu :-) I działa.

jarek pisze...

Iczek, a czy nie jest tak, ze kunszt i maestrie, to juz niewidzialna reka rynku odpowiednio potraktuje, a rola mecenasa jest karczowanie nowych drog dla tych nieuzbrojonych w takie przymioty, za to z glowami pelnymi pomyslow? Zapominasz, ze te piekne obrazy wiszace w muzeach, a przede wszystkim portrety, byly po prostu malowane na zamowienie. Zaden tam mecenat. Moze tedy droga?

iczek pisze...

Ale Słoneczniki i pejzaże impresjonistów tez wiszą... :)
Daj spokój Jarek.... gdyby wspierac jedynie to, co ktos uzna za dobry (nośny!) projekt to z wystaw zniknęłyby zdjęcia pejzażowe, akty, portrety, architektura...

Przesoliłes trochę z tym pmysłem.. przyznaj się :)

Malwina de Brade pisze...

Oj ale Słoneczników Van Gogh za zycia nie sprzedał. Salon Odrzuconych na którym wystawiali impresjoniści był miejscem gdzie ludziska przychodzili drwić z twórców a nie podziwiac maestrię;))

Jakub C. pisze...

Iczek, ja ci powiem tak. Żeby ewentualny sponsor mógł cię zauważyć i później uwierzyć, że jego sponsoring przyniesnie mu wymierne korzyści, musisz spełnić szereg wymogów.
1. Mieć gadane i umieć przekonywać ludzi.
2. Posiadać coś co przyciągnie uwagę sponsora. W Twoim wypadku fotografie, skądinąd bardzo dobre.
3. Pozwolić swojej osobie na to, aby stało się o niej głośno. (Rozważałem kiedyś wyjście nago na główną ulicę z transparentem zrobionym z jednej z moich prac). następnie dać się zamknąć i pozwolić brukowco, zrobić resztę.
4. Dać ludziom odczuć, że Twoje prace są warte wystawiania, podziwaiania i kupowania.
5. Nie bać się słowa "sztuka". Wiem, że nie nazywasz sam siebie artystą, ale to pomaga. Ostatnio w Playboyu czytałem, że oligarchowie rosyjscy oszaleli na punkcie sztuki. Wykupują, najlepsze dzieła, wystawiają je we własnych galeriach, chwaląc się przy tym i chełpiąc przed innymi bogaczami.
MOże powinieneś uderzyć do rosyjskiego biznesmana?

Anonimowy pisze...

odczekaj 10-20 lat - jeszcze za wcześnie.

iczek pisze...

Malwina - ale mi chodzi ot o, ze on namalował je za kase czyjas, bo sam nie mial. :) Ktos go wspieral. Mecenat rozpostarl :)

iczek pisze...

@Jarek - jak zrozumiałem Ty dałbyś kasę na coś takiego np.: http://www.swiatobrazu.pl/offo_w_katowickim_zpaf.html

rusholme pisze...

muszę przyznać, że zupełnie nie rozumiem dlaczego uważasz przedstawioną sytuację za problem. polska jest krajem, w którym akurat kulturę dotuje się hojnie i masowo - mamy dotowane przez państwo kino, teatr, literaturę, galerie sztuki. jak sądzę, dotowana jest również fotografia. często wystarczy zaczernić papier, aby dostać tłusty grant na kolejne projekty. wszystko przychodzi za szybko i zbyt łatwo. w rezultacie mamy kiepskie kino, fatalny teatr i literaturę, której nikt na świecie nie czyta. dla porównania - "immediate family" sally mann to wynik dziesięciu lat cierpliwego fotografowania własnych dzieci rozpadającym się aparatem 8x10, dorabia w tym czasie robiąc pamiątkowe zdjęcia żołnierzom z pobliskiej bazy wojskowej, robi je badziewnym olympusem 35mm, jock sturges wydaje pierwszy album tez po ok. 10 latach intensywnego forografowania i znajduje na to sponsora tylko dlatego, że FBI wywraca do góry nogami jego pracownię. edward weston latami przymiera głodem zanim zacznie sprzedawać pierwsze odbitki. wynik - ich znają wszyscy. a nas?

Andrzej pisze...

A gdyby wystawić je w miejscu ich powstania?
Studio Kumaka.

PZDR
Andrzej

iczek pisze...

@rusholme - ciekawy głos....
@Andrzej - za mało miejsca.. :(

rusholme pisze...

inne nazwisko, które przychodzi mi do głowy - edward curtis - przez kilkanaście (-dziesiąt?) lat robi 40.000 szklanych płyt dokumentujących życie amerykańskich indian. dostaje na to grant, ale tylko na materiały. żyje jak nędzarz. w czasie wielkiego kryzysu wydaje pierwszy tom z tymi zdjęciami. sprzedaje się... 300 sztuk. gość ląduje w wariatkowie. który z polskich fotografów ma za sobą takie projekty?

jarek pisze...

Jakos nie slyszalem, zeby Van Gogh mial mecenasa. Chyba, ze uwazasz za mecenasa jego rodzonego brata. Zdecydowana wiekszosc najwiekszych dziel, od muzyki, malarstwo, rzezbe az po teatr byly tworzone na zamowienie bezposrednie lub jakiegos posrednika sprzedajacego dzielo dalej. Cale szczescie, ze za czasow Mozarta i Shakespeara nie istnialy prawa autorskie, bo pewnie nigdy nie poznalibysmy Requiem.

Nie wiem po jakiego grzyba mialbym dawac kase na fotografie otworkowa, czyli fanaberie znudzonych sprzetowcow. Podoba mi sie Emerging Photographers' Fund fundowany przez Magnum.

Malwina de Brade pisze...

Iczku, akurat Van Gogha to zdaje się wspierał brat, czyli rodzina:) Wielu żyło biorąc farby na kredyt.Czasami ten kredyt spłacało się obrazami. Tak czy siak nigdy nikt im niczego za darmo nie dawał, a jesli pozyczał to liczył na zwrot kasy.
Teraz tez np. GAleria Jabłkowskich sponsoruje wydruki, robi wernisaż w zamian biorąc wydruki. Czyli...chyba niewiele się zmieniło. Może tylko tyle, ze w stosunku do malarstwa wszyscy wiedzieli, ze nie wystarczy mieć pędzel, zeby malować. Obecnie aparat ma każdy i każdemu się wydaje, ze robi ekstra foty. To skoro sam je robi ( albo robi je kolega, narzeczona ) to po co sponsorować wystawę kogoś obcego?

iczek pisze...

Czy brat to nie sponsor..?:)
Ale mniejsza o to..

@Jarek - zdumiewa mnie Twój coraz to większy radykalizm w ocenie innych technik fotografowania ... Wow... "fanaberia znudzonych sprzętowców".
A jak nazwiesz street???
Ciekawy jestem?

Ty mi tu wyjezdzasz z Magnum, a ja pytam o nasze podwórko.. :)
Jak chcesz zrobić wystawe swoich fotek z bloga..?
No oczywiscie powiesz, ze nie chcesz :)

Malwina de Brade pisze...

proponuje jednek odkładac do skarpety. Ja szykuje wystawe z Holgi w marcu i cóż...musze troche oszczedzić. Chciałam zrobić odbitki 50x50, ale zrobię 30x30 bo moge pożyczyc takie ramy. Te 50x50 musiałabym kupić. Poza tym dobre zdjęcie broni się tez w każdym formacie. Chyba tylko na wino bede miała sponsora.

jarek pisze...

Street to jest fanaberia ginekologow i dentystow, ktorzy musza cos robic ze swoimi lajkami i summiluksami :-P

Nie rozumiem tylko po co ktos mialby finansowac wystawe zdjec, ktorych jedynym elementem wspolnym jest bardzo narzucajaca sie technika. Nie mam nic do otworka, lubie nawet kilka zdjec otworkowych, ale przyznasz, ze tematem 99% zdjec z otworka jest zdjecia z otworka. Byles kiedys na wystawie malarstwa olejnego?

A wystawy zdjec z bloga nie zamierzam robic, bo co to za temat? Wystawa zdjec z bloga? Jesli kiedys uzbieram ciekawy material opisujacy ciekawy temat, to sie zastanowie, ale przez najblizsze 20 lat raczej bym na to nie liczyl.

KoSmo pisze...

Piotr, nie odbierz tego jak rozliczanie, a jak pytanie - jakie instytucje odwiedziłeś, które odmówiły wystawy? Z kim rozmawiałeś? Pytam, bo sam jestem ciekaw, jak to działa..

Anonimowy pisze...

kosmo, pytanie zle postawione. Trzeba pytac o instytucje odwiedzily iczka. Jak bys sie mnie zapyta o zdanie, to bym sugerowal abys wkrecil sie w koncepcyjny portret celebrytow.

Ed

Anonimowy pisze...

pewien znany mi pan miał wystawę, bo zrobił sponsorowi kalendarz ze sławnymi osobami opartymi o stojaki sklepowe, które ów sponsor produkował. Artysta musiał w ramach odpłaty te znane osoby ze stojakami zintegrować i na taką integrację namówić.Malarka Bakuła oparta o stojak.Aktor Kudelski przy stojaku. za to dostał wystawę, której zresztą nikt nie pamietal po dwóch dniach. ale tym sposobem ma w CV chyba ze 40 wystaw.Godne podziwu :)Mi by do głowy nie przyszedł taki deal. Pozdrawiam,
ol

Mariusz pisze...

ach, musiałem skomentować. jak dla mnie sponsor to jest w filmie, np widziałem ostatnio wystawę, w opisie było zawarte: wyjazd sponsorował X, aparat X, akcesoria X, wydruki X, no to co zrobił fotograf? zrobił pstryk, oddał, wrócił i cieszył się że zrobił wystawę. moim zdaniem nie o to chodzi. wystawa to ma być nasza ciężka praca a potem niesamowita radość:]