czwartek, 1 października 2009

Portretowanie nieportretowalnego...


Jakiś czas temu wpadłem na pomysł potratowanie fotografów. Tych, którzy odwiedzają moje studio i których twórczość oraz osobowość cenię.
Nawet mam już trzy takie portrety...

Jednak za każdym razem gdy mam zrobić następna osobę popadam w coraz większy dylemat. Jak wiecie zapewne sami, tutaj zwracam się do fotografów, większość z nas nie lubi być fotografowanymi, a zrobienie portretu charakterystycznego to już w ogóle nie wchodzi w grę.
Bo jak tutaj sfotografować fotografa tak, by oddać jakaś cząstkę tego kim jest.

Najbardziej klasycznie z aparatem na szyi, na kolanie, w reku - zdaje się być bardzo banalne, wprost obraźliwe dla fotografowanych kolegów. Więc jak wykonać portret kogoś, kto z założenia jest niezadowolony i świadomy tego, co mu zaproponujemy. To tak jakby szewc miał zrobić buty dla drugiego szewca - najczęściej konkurenta.
Ciężka sprawa...

Taki oto Avedon nie silił się zbytni robiąc portret Lee Friedlandera.
Po prostu powiesił aparat mu na szyi, zapewne tak jak go nosił i postawił na "swoim" białym tle. Cyk. Jest.


Jeanloup Sieff sportretował Roberta Doisneau równie prosto... a jednak... prawda !:) Coś w tym jest.


Ale już zrobienie sobie autoportretu, to dopiero zabawa. Szczególnie jeśli autoportret ma robić fotograf...
Avedon swój autoportret trochę bardziej urozmaicił niż zdjęcie kolegi, bo macha rękoma zaczesując czuprynę. Ale też bez uniesień.


Edward Steichen wychowany na dobrych, starych, klasycznych zasadach szacunku do odbiorcy zdecydował się na porządny, dopracowany portret, który jednoznacznie wskazuje z kim mamy co czynienia... Oto ja - ciepły fotograf.

Sam się ustawił, sam zaplanował i sam cyknął. Był więc pewien, że wyjdzie tak jak chciał.

Tą sama drogą poszedł Yousuf Karsh. Dopracowana rzecz z przekazem wewnętrznym. Światełko klasyczne.


Inną droga poszedł Erwin Olaf. Prosty pomysł, ale skuteczny...


Moja kochana Annie Leibovitz poszła oczywiście drogą własną, niepowtarzalną i cyknęła się z rozwianym włosem. Na wręczeniu orderu Royal Photographic Society pewnie będzie bez opaski :)

Każdy jakoś tam stara się zrobić zdjęcie fotografowi. Czy t ma sens..?
Może my nie powinniśmy się fotografować...?





10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

A ja bym chetnie oddal sie w Twoje rece, i zamowil sobie portret u Ciebie, taki wlasnie klasyczny... moze kiedys bedzie nam dane.

pzdr
M.

zover pisze...

to ma sens, gdyby tak jeszcze zrobić szeroką listę Mistrzów naszej fotografii, zwłaszcza tych spoza salonów, wiekowych, fotografujących od minimum 35 lat :) to byłoby coś. a wcześniej utworzyć listę takich Mistrzów.

mate00sh pisze...

Jeszcze dorzuć bardzo dobre autoportrety Sieffa (Google znalazło dwa, jest więcej w przekrojowym albumie Taschena):

http://www.photoicon.com/images/4056.jpg
http://static.photo.net/attachments/bboard/003/003mph-9572484.jpg

Rosomak pisze...

zanim zacząłem fotografować miałem jakieś tam swoje zdjęcia, teraz to święto lasu kiedy się komuś uda. jedno, do którego się przyznaję zrobiła koleżanka [fotograf] jakieś trzy lata temu ;) chyba czas spróbować z auto :P

Anonimowy pisze...

takich zdjęć jak sobie zrobiła Annie Leibovitz jest teraz pełno na naszej klasie;P

P.

piece_of_glass pisze...

kiedyś pisałam o autoportrecie.
to były zdjęcia wyłącznie fotografujących kobiet. miał być ciąg dalszy o fotografujących mężczyznach, ale jakoś umknęło. może wkrótce.
http://pieceofglass.blox.pl/2009/05/autoportet.html

piszesz, że robisz portrety odwiedzającym cię fotografom, a ja jestem ciekawa czy zrobiłeś już sobie fotograficzny portret?

Maciek D. pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Maciek D. pisze...

Ja bym do tego zestawienia dorzucił świetny portret Avedona autorstwa Irvinga Penna.

ebe4 pisze...

Edward Steichen to zacięty taki raczej;)

Anonimowy pisze...

Ciekawe...Yousuf Karsh - prawdziwa twarz czy kolejna maska? ( doskonałe zdjęcie czy nie? ) U Awedona - maska, która przylgnęła już do twarzy. Doisneau - szczerość z odrobina przewrotności i Steichen - liryka w oczach, naturalność, Annie Leibovutz - może i Nasza Klasa ale fantazją i z klasą. Olaf - to własciwie nie autoportret, twarz jako tworzywo dla pewnej koncepcji - jedni powiedza że efektownej, a inni - efekciarskiej, pal sześć, bo intrygującej!

T. Pawłowski