czwartek, 22 października 2009

Magic, magic... Vivian.


Dawno nie pisałem nic o trzewiach fotograficznych, o tym, że fotografia to magia zawarta w kuwecie po wywoływaczu.
O tym, że opary ciemni przechowywane w specjalnych buteleczkach ("Pachnidło") są traktowane jak relikwie w niektórych kręgach fascynatów srebrowych.

A że przytkało mnie na chwile codzienne życie, z tą większą radością przeczytałem wpis na blogu "I like photo" i postanowiłem go przepisać, dodając od siebie szczyptę mgły historii i drobinki zmielonej wyobraźni.

Vivian Maier. To nazwisko nie mówi nic nikomu. Jeśli jednak zawęzimy poszukiwania do sfer fotograficznych, to zapewne w końcu znajdzie się ktoś, kto o niej słyszał. A właściwie nie o niej samej, ale o jej zdjęciach.

Gdyby nie przypadek i wyobraźnia Johna Mallofa połączona z dbałością o czyjeś rzeczy, to do dzisiaj sreberka jej negatywów pozostałyby uśpione.
Tymczasem....

W 2009 roku, John trafił na jedną z chicagowskich wyprzedaży staroci zobaczył drewnianą walizkę. Potrzebował takiej do przewożenia swojej kamery.
Kiedy otworzył ją w celu sprawdzenia jakości zawiasów, oczom jego ukazał się ciekawy i intrygujący widok. W środku znajdowały się zawinięte szczelnie w papiery rolki filmów 120mm.
Wyobrażacie sobie, co czuł fotograf w takiej sytuacji. Filmy musiały być bardzo stare! Walizka datowana na lata mnie więcej 1940-45 musiała służyć komuś po wojnie wiele lat, bo jej stan był dość opłakany. Jednak filmy wyglądały na nienaruszone.

Późnym wieczorem tego samego dnia, John delikatnie zaczął przeglądać filmy na podświetlarce wyciągniętej z piwnicy.
!!!
Długo... naprawdę długo zbierał się z podłogi.
Uderzenie mocy zdjęć zwaliło go z nóg.
To, co tworzyła Vivian było arcymistrzowskie.
Jakość negatywów i estetyka zdjęć była niespotykana.
Umiejętność patrzenia na ulice, na ludzi, na życie ocierała się o geniusz.

To był skarb!

18 maja 2009 roku pierwsze zdjęcia Vivian ujrzały światło dzienne poprzez blog, który założył w tym celu John.
Słowa są niepotrzebne. Potrzebne jest natomiast pisanie o ludziach, którzy mijają nas na ulicy, którzy chomikują w sowich archiwach, na swoich dyskach obrazy, które mają moc lawiny.

Cudownie, że żyją ludzie, którzy potrafią (przez przypadek lub świadomie) ratować takie dzieła.

Polecam gorąco zdjęcia Vivian! Większość zdjęć datowanych jest na lata 1950-1970. Zbiór liczy 40.000 klatek.







fot.: Vivian Maier

Jezu! Czyż te zdjęcia nie są genialne:





41 komentarzy:

Krzysiek Sobiecki pisze...

... prawda, że dobrze od czasu do czasu rzucić okiem na polskie forum pentaxa?

Blazej Zajac pisze...

Prawdziwe perełki.
Aż miło popatrzeć.

adrian pisze...

Świetnie się ogląda te zdjęcia :) Bombeczka :)

Anonimowy pisze...

No rzesz jak w pysk. Bdb. Taki Winogrand w spódnicy.
Załadowałem rano ilforda 400 i lecę zaraz na ulicę:)
hubert

jarek pisze...

Krzysiek, mylisz skutek z przyczyna :-)

Im dluzej ogladam te zdjecia, tym bardziej nie moge sie napatrzec. Mam nadzieje, ze John wyda album ze zdjeciami Viviane Maier. Kupie go sobie i bede go ogladal za kazdym razem, gdy najda mnie smieszne rozterki typu jaki obiektyw, jaki wywolywacz, jakie rozcienczenie, mieszac przez 5 sekund czy 10, fotografowac latarnie secesyjne czy wspolczesne, cyfra czy analog i inne tego typu bzdety. Dzieki tym zdjeciem w koncu dotarlo do mnie, ze poswiecam wiekszosc swojej uwagi i czasu na rzeczy, ktore maja rownie istotny wplyw na fotografie jak kolor butow fotografa.

Robert pisze...

Smutne, że Vivian nie została doceniona za życia oraz to, że tylko przypadek sprawił, że świat zobaczył te fotografie.
Kto dysponuje teraz prawami do tych zdjęć?

Anonimowy pisze...

A to ci walizka! Podróż w czasie. Ładnieś ją tu zaprkował! ( a bajedełej, to chyba prawda, ze wraz z upływem czasu rośnie wartość estetyczna zdjęć )

Tomasz Pawłowski

piece_of_glass pisze...

ach, cóż za opowieść, iczku ;)
cieszę się, że mój blog inspiruje także ciebie.
mała uwaga: blog nazywa się I like photo ( a nie I like foto), to tak dla uściślenia.

a zdjęcia świetne, prawda?
jestem ciekawa kolejnych, które John wrzuci na bloga i też mam nadzieję, że kiedyś pojawią się w formie albumu.

iczek pisze...

Sorry - poprawiłem :)

bawgaj pisze...

jes jes jes jes !!!!!!

bawgaj pisze...

nieprawdopodobna historia, jestem pod ogromnym wrazeniem i historii i fotografii ;D

Anonimowy pisze...

Piekna ta licencia poetica (aka: "drobinki zmielonej wyobrazni") Autora Blogu, ale chcialbym zwrocic uwage na kilka faktow (co najmniej rownie pieknych):

Po pierwsze primo - ta Pani robila zdjecia do najbardziej ciemnej szuflady jaka mozna sobie wyobrazic, gdyz polowa negatywow nie byla jeszcze WYWOLANA!
http://www.flickr.com/photos/ragstamp/4003302872/

Po drugie primo - wedlug informacji szczesliwego spadkobiercy negatywow - bylo ich 30 - 40 tys (negatywow, nie klatek!), wiekszosc wykonana przez... 20 - 30 lat!

Po trzecie primo - Pani byla raczej osoba niezbyt majetna i zajmowala sie na co dzien opieka nad dziecmi.

Tak do przemyslenia przed zasnieciem :o)

Pozdrawiam
macias

piece_of_glass pisze...

iczku - dziękuję :)

macias - primo znaczy po pierwsze.
'po pierwsze primo' to masło maślane.
jeśli już chcesz używać łaciny to:
primo, secundo, tertio.
poza tym uwagi masz całkiem słuszne.
pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

piece_of_glass :))))

po pierwsze primo i pomimo, to nie ma to jak dobry humor...

po drugie primo, to macias użył dość powszechnie znanego cytatu, zrobił to dowcipnie i świadczy to raczej o umiejętności posługiwania się grą językową a nie o nieznajomości smaku masła maślanego oraz wyrażeń łacińskich. ( Cytat pochodzi z piosenki Franka Kimono )

a po trzecie primo to serdecznie pozdrawiam

Tomasz Pawłowski

Anonimowy pisze...

@Tomasz Pawłowski:
Przez chwile mialem ochote rozpisac konkurs - z nagrodami :o)

Dzieki!

A jesli przy konkursach jestsmy...

@iczek
Czy Szanowny Autor pomyslal kiedys aby rozpisac konkurs i wreczyc ktores ze swoich malych lub wiekszych dziel w ramach nagrody?
(Na wszelki wypadek dodam, ze pytam bez grama ironii...)

@*
Czy ktokolwiek z Szanownych Forumowiczow-Fotografikow-Amatorow odczuwa przyjemnosc wreczania swoich fotografii swoim Znajomym? A potem taki Forumowicz-Fotografik-Amator cierpi na brak wlasnych odbitek we wlasnym archiwum?

Pozdrawiam
macias

piece_of_glass pisze...

wyszło na to, że nie znam Franka Kimono. buuuuu!!! :(

sorry cię macias.

tomaszu - dziękuję i już pędzę nadrabiać zaległości na you tube.

pozdrawiam obu panów serdecznie :)

zover pisze...

historia, która niesie pocieszenie, ukojenie i euforię - rękopisy nie płoną, negatywy nie potrzebują innych translatorów prócz światła (zupełnie inaczej niż jakiekolwiek pliki cyfrowe) prawda zawsze znajdzie sposób by przetrwać i do tego forma w której się ujawnia jest ponadczasowa :) chociaż wyrażona w czasie... itd. itd. jak to dobrze, że mam sieć globalną i możemy brać udział w takich odkryciach. a tutaj już trafiliście, po sąsiedzku :) http://www.vivianmaier.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Swoja droga to dziwna sprawa. Te zdjęcia są zbyt dobre. Nawet te, których głównym atutem jest anegdota, migawka - mają w sobie formalną finezję.
Ciekawe czemu nie ma możliwości wpisywania komentarzy na blogu Johna? Nie wiem, może marudzę. Stara drewniana walizka potrzebna do noszenia kamery? Marudzę;)

Tomasz Pawłowski

Anonimowy pisze...

Jak pisze John Maloof wkrótce książka.
Mam tylko nadzieję (idąc tropem, Tomasza Pawłowskiego:) że to nie będzie kolejna zagrywka PRowska w stylu ostatniej wpadki Paris Match. Taka piękna historia spełniająca marzenia każdego poszukiwacza skarbów przecież się zdarza, prawda?

Anonimowy pisze...

ps. o Paris Match więcej np tu:
http://cwiczeniazpatrzenia.blox.pl/2009/07/Zaaranzowana-wpadka-Paris-Match.html#ListaKomentarzy
Pozdr. Hubert

jarek pisze...

@macias - poczytaj komentarze na flickrze. John Maloof uzywa specyficznej terminologii - dla niego negetyw=klatka.

W nowym wpisie na blogu pojawilo sie wiecej informacji o Viviane. To zdecydowanie nie byla taka sobie zwykla niania.

A z ta drewniana walizka, to iczek poszedl o jeden krok za daleko ;-)

Anonimowy pisze...

Nie żebym podważał mozliwość znaleziska. Takie rzeczy się zdarzały, ale ta perfekcja mnie zadziwia. Przebiegłem z ciekawosci google niemieckie - informacje o Vivian Maier pączkują na blogach jak grzyby po deszczu ale też tylko na zasadzie "och i ach" plus link do Johna.

No i nie była taka sobie nianią, no tak. Ciekawe u kogo była nianią?;)

Tomasz Pawłowski

guerilla pisze...

Warto też dodać, że pytanie zadane na linkowanym blogu (i like photo) czy pani fotograf była świadomą fotografką czy nie, jest absurdalnie bezprzedmiotowe :-)

Anonimowy pisze...

Chyba zaczynam wpadać w spiskową teorię dziejów; nie można zweryfikować prawdziwości tych zdjęć, gdyż:
- autorka nie żyje (czy ktoś wie, gdzie jest pochowana?:)
- prawie nikt jej nie znał (aura Tajemnicy wzmaga emocje)
A i same zdjęcia rzeczywiście są idealne w każdym calu (być może właśnie zbyt idealne:0) i ta wielość uwiarygodniających szczegółów…(gazety, wystrój ulic, plakaty, itp…)
Ło matko, wracam lepiej do pracy, bo oszaleję za chwilę; W każdym razie z socjologicznego punktu widzenia temat bardzo ciekawy – idealnie wpisuje się w teorię sieci społecznych – powstawania i pączkowania idei, niezależnie od jej prawdziwości.
Hubert

jarek pisze...

Johm Maloof spotkal sie z ludzmi, ktorymi Viviane sie opiekowala, gdy byli dziecmi i dowiedzial sie, ze byla feministka, socalistka, krytykiem filmowym i bez przerwy robila zdjecia, ktorych nikomu nie pokazywala. Chodzila ubrana w meskie ciuchy, niemal zawsze w kapeluszu. Angielskiego nauczyla sie w teatrze. Przyznacie, ze jak na nianie, to dosc oryginalna sylwetka.

Anonimowy pisze...

Hubertus, "inscenizacji" to nie zakładam, bo rzecz wyszłaby szybko na jaw, bez przesady. Coś mi tu po prostu nie pasuje, przede wszystkim ta perfekcyjność. Z drugiej strony - jeśli wziąć pod uwagę, ze to jest wybór perełek z tysięcy mniej lub bardziej udanych ujęć to rzecz właściwie jest bliższa prawdopodobieństwu. Być może tak właśnie jest.
( bo normalnie, to jak widzę ciurkiem masę samych dobrych zdjęć, to zazwyczaj nie sa to zdjecia jednego fotgrafa ;)

Tomasz Pawłowski

iczek pisze...

Ludziska... no nie wierzę...
Zazwyczaj unikam stereotypowego powiedzenia o Polaczku, który szuka dziury w całym... niemniej teraz ciśnie mi się to na usta... :)

Oczom nie wierzę, że rozpoczynacie śledztwo czy to nie mistyfikacja, zamiast z odprężeniem chłonąć te zdjęcia.

Nie ma znaczenia ile ona ich zrobila , i le za nich było tak dobrych...

Po prostu uwierzcie, bez tego dziwnego doszukiwania się haczyka w każdym zdarzeniu wokół nas...

:)
Please...

Anonimowy pisze...

@iczku, tajemnica/mistyfikacja śledztwo nie jest skłonnością typowo polską. Gdyby tak było, Down Brown nie kasowałby mln $ rocznie za swoje mniej lub bardziej udane czytadła.
Jeśli chodzi o same prace, jestem również nimi zafascynowany, a twóczość pani Vivian powinna (jeśli okaże się autentyczna:)znaleźć wzmiankę w historii fotografii.

@Tomaszu, póki co to jest sensacja. Wydaje mi się, że można spokojnie to wydarzenie określić mianem "albo będzie hit albo kit".
Inscenizacji tu nie przewidywałem, bardziej staranną pracę w PS. To tylko pytania zadawane na głos, chyba można je snuć w obliczu tak nieprawdopodobnej historii, prawda:)

piece_of_glass pisze...

@ guerilla pisze: Warto też dodać, że pytanie zadane na linkowanym blogu (i like photo) czy pani fotograf była świadomą fotografką czy nie, jest absurdalnie bezprzedmiotowe :-)

Hmmm, nie wydaje mi się.
Patrząc na zdjęcia Vivian mam wrażenie, że ona po prostu kolekcjonowała życie.
Owszem, potrafiła nieźle kadrować i być może znała się nieco na fotografowaniu. Ale mogło to być TYLKO jej hobby, nic więcej.
I pewnie bardziej mi chodziło o to na ile Vivian była zawodowcem, osobą świadomą procesów fotograficznych, historii fotografii etc. a na ile tyko pasjonatką z doskonałym zmysłem obserwacji świata.

Poza tym: blog I like photo jest mój i mogę sobie tam wypisywać największe absurdy. Kto chce to zagląda, kto nie - nie musi.

Anonimowy pisze...

@Iczek- słusznie czynisz, jeśli „zazwyczaj” unikasz stereotypów, bo prowadzą one zawsze na manowce, czego udało ci się tu nawet dowieść na przykładzie własnym ;) Bo to mniej więcej tak, jakby kto pokazał puszkę z diamentami i powiedział: nie pytajcie o nic tylko patrzcie, podziwiajcie, szwagier znalazł je na strychu...

Jeżeli kto kupuje walizkę a w nich znajduje zdjęcia o takim ładunku treści i formalnego wyrafinowania, jeżeli okazuje się, ze zrobiła je lewicująca niania-emancypantka, jeżeli te zdjęcia pojawiają się nagle na blogu – bardzo oszczędnym w informacje, to sytuacja taka rodzi we mnie pytania i budzi zaciekawienie poznawcze. Jak pisałem – przebiegłem trochę blogi niemieckie i polskie na tę okoliczność i wszędzie zauważyłem jedynie euforię.

A mnie to po prostu ciekawi ( widzę, że innych też ), to nie żadne śledztwo ino próba używania głowy i jak to jest szukanie dziury w całym to niech żyją dziury ! ;)

Pozdrawiam zarówno tych, co „śledzą” jak i tych co nie.

(agnet;) Tomek

guerilla pisze...

€@piece_of_glass

nie wydaje ci się? a jeśli rozwiejesz swoje wątpliwości w którąkolwiek ze stron, to co, zmieni to twój odbiór tych fotografii - że amatorka ale z dobrym refleksem,albo że profesjonalne ale coś tam..?

Próbujesz zbudować jakąś kategorię która nie istnieje w prawdziwym dzisiejszym świecie.

Jedno jest pewne, Sz.pani nie należała do ZPAF'u i to widać.

Anonimowy pisze...

@guerilla... ale , ze kto nie należał do ZPAFu? piece-of-glass czy V.Maier? ;)

O ile pytanie zadane na blogu piece-of-glass wydawało mi się...hm...może nie "bezprzedmiotowe" ale faktycznie dziewczęco-naiwne ( nie rzucać kapciem w monitor ), to po doprecyzowaniu nabrało jednak sensu.

Dlaczego naiwne? Bo takich zdjęć nie robi się "nieświadomie", zaprezentowane ujęcia są pod każdym względem przemyślane.

Ale koleżanka poprawiła potem pytanie i w tej wersji jest zasadne. Wydaje się jednak, ze nie była zwykłą dziewczynką z aparatem.

Tomasz Pawłowski

guerilla pisze...

Mi się wydaje że pożądanie odpowiedzi na tak postawione pytanie jest bezprzedmiotowe - o to można się pytać siebie samego i tylko jak się siebie samego pyta ma to sens :-)

Anonimowy pisze...

@guerilla - no to ja sobie pytanie zadałem i sobie odpowiedziałem (sobie): osoba, która wykonała te zdjęcia nie była na pewno hobbystą ot tak "kolekcjonującą sobie życie" - jak sugeruje piece-of-glass. ( myślałem , ze to masz właśnie na myśli, a teraz to zakręciłeś )

Ale wyobrażam sobie doskonale taką sytuację, ze ktoś puszcza jedną z tych fotografii do oceny w sieci i słyszy: " no... mocne, ale przyciąłbym z lewej" :)))

Anonimowy pisze...

Sorry, nie podpisano, a tu chyba nie ma możliwosci edycji? Tomasz P.

piece_of_glass pisze...

@guerilla - to według ciebie można zadawać tylko sensowne pytania?
A zresztą, ja pytam sama siebie na blogu, głośno sobie myślę, a że czasem jest to za mało dookreślone, no cóż...
Może i jest to dziewczęco-naiwne, komu to przeszkadza, to tylko blog o fotografii, o zdjęciach które mi się podobają, nie piszę z pozycji wszechwiedzącego eksperta czy mistrza fotografii.


@Tomasz - Nie była hobbystką - ok, to w takim razie dlaczego nie wywołała tych klatek, dlaczego ich nie pokazywała innym ludziom, światu? To tak jakby ją to nie obchodziło, jakby ważny był sam proces fotografowania, a nie jego efekty. Jak ktoś jest świadomy wartości swojej pracy, to się nie chowa z nią, wcześniej czy później chce by ktoś ją zobaczył, docenił.

@guerilla - Niezależnie od tego czy postawię ją sobie wraz z mistrzami fotografii czy ze zdolnymi amatorami nie zmieni to faktu odbioru tych zdjęć. One po prostu bardzo mi się podobają i dlatego w ogóle napisałam o Vivian na blogu.

Anonimowy pisze...

@piece-of-glass: " dlaczego ich nie pokazywała innym ludziom, światu? "

No właśnie... Nie wiem.

Ps. ekstra, że przedstawiłaś rzecz na blogu a jeszcze lepiej, że iczek dokonał transfuzji, bo pewnie bym się dowiedział o tym w ogóle ( w trosce o mój system operacyjny ograniczyłem blogo-czytanie do trzech blogów foto ;)Pozdr

Tomasz Pawłowski

Anonimowy pisze...

Czytam i oglądam, i czytam i oglądam i zastanawiam się kiedy ten balon pęknie. Nie przesadzacie z tą powszechną ekscytacją? Czy "arcymistrzostwo" i "ocieranie się o geniusz" to nie nazbyt przesadne określenia?
Jak ktoś przytomnie zauważył, gdyby nie mit walizki i cała akcja z nim związana, kolejna autorka przeszłaby bez echa, jak wielu innych prezentujących podobny lub wyższy nawet poziom.

Nie mówię, że to są złe fotografie. Absolutnie nie! Ale przyrównując je do klasyków "street'u"; bo ten nurt w mojej opinii prezentują; wypadają zupełnie przeciętnie.
Rzucają mi się w oczy z jednej strony niedbale skadrowane, choć mające potencjał, scenki rodzajowe, a z drugiej strony zadbane kadry z pustką w środku. Brakuje mi w nich złotego środka, którego twórcze wykorzystanie odróżnia mistrza od solidnego amatora.

Jeśli jakiś sprawny edytor z tych tysięcy negatywów wyselekcjonuje materiał na spójny obraz społeczny, to może powstanie wartościowa pozycja. I tyle.

barabarasz

Anonimowy pisze...

@barabarsz - do jakich "klasyków streetu" chciałbyś "przyrównywać"? Możesz rzucić kilka nazwisk i może jakiegoś linka do wzorcowego streeta ?

Napisałeś: "Brakuje mi w nich złotego środka, którego twórcze wykorzystanie odróżnia mistrza od solidnego amatora".
O co chodzi z tym złotym środkiem? Co to za licho?

Tomasz Pawłowski

Anonimowy pisze...

Tomaszu, uważniej czytaj zanim skomentujesz.
Pisząc o złotym środku miałem na myśli uchwycenie clue sytuacji przy zachowaniu dbałości o estetykę zdjęcia.
A co do tzw. "klasyków" szeroko pojętego street'u można przytaczać nazwiska od Kalvara przez Meyerowitza do Webba, nie wspominając o HCB:), a z trochę mniej znanych choćby Turpina czy Parka. Obejrzyj, porównaj i daj znać co myślisz.

barabarasz

Anonimowy pisze...

Czytam uważnie Barabaszu : pisałeś o „złotym środku” , który odróżnia rzekomo „mistrzów” od solidnych amatorów, a dla mnie to jakieś podejrzane wyrażenia o wysokim stopniu jałowości :) Zarówno te złote środki jak i mistrzowie. No sorry Winnetou, ale na takim poziomie ogólności to możemy sobie to można przeforsować każdą bzdurę... Nie zwróciłbym na to uwagi, gdybyś nie pisał o rzekomej „przeciętności” fotografii przypisywanych madam Vivian Maier.

Otóż widziałem zdjęcia Mayerovitza i Kalvara ( Webba niekoniecznie ) również Turpina i w mojej ocenie zdjęcia prezentowane przez Johna Maloofa http://vivianmaier.blogspot.com/ - w NICZYM nie ustępują tamtym streetowcom .... A z uwagi na naturalność ( której brak np. „wyliczonym” i nierzadko wyraźnie sztucznym zdjęciom Kalvara ) i lekką egzystencjalną lirykę - tak trudną przecież do osiągnięcia automatem do mechanicznej rejestracji obrazu - stawiałbym je wyżej niż niejedno zdjęcie wspomnianych przez ciebie – dobrych rzecz jasna fotografów.

Przy okazji - mnie ciekawi czy kobiecość tych zdjęć daje się odczuć? Czy ktoś ma takie odczucie? I taka trochę „francuskość” ?

Pozdrawiam i dzięki za odpowiedz.

Tomasz Pawłowski