wtorek, 6 października 2009

Czasowstrzymywacz...


Wymyślenie tego słowa musiało zająć albo wiele godzin, albo tylko sekundy. W każdym razie, kabareciarze zrobili swoje, bo słowotwórstwo w reklamach to podstawa skuteczności przekazu i powiązania z marką.

Czasowstrzymywacz mógłby być śmiało zastosowany na niwie fotograficznej, bo cóż innego my robimy, jak wstrzymujemy chwile w kadrze w jakimś tam ułamku czasu...

I ten czas okazuje się mieć dość spore znaczenie. Dla niektórych stanowi on (ów czas) przyczynek do rozpoczęcia dysputy filozoficznej na temat tego czy 1/6000s to jeszcze rzeczywistość, czy może już nie.
Dla innych czas jest tym bardziej twórczy im więcej go pojawi się na klatce i naświetlają płynącą rzekę 10 minut uzyskując obraz, realności wprawdzie, ale jakże odrealnionej!

Mój teść powiedział mi dawno temu, że portreciści używali zazwyczaj czasu 1/60 sekundy przy pracy z lampami ciągłymi, bo ten czas gwarantował uzyskanie specyficznej plastyki obrazu. W połączeniu z tamtymi szkłami, czas ów miał być gwarancją przestrzenności obrazu. Coś w tym jest, bo portrety wykonywane przy czasach ultrakrótkich są jakieś takie płaskie :(
Ja sam, z co najmniej dwóch powodów, fotografuje przy czasach, o które nie podejrzewalibyście świadomego fotografa :)
A jednak...
Jest on długi. Niby za długi, ale jednak się sprawdza, a plastyka...? No cóż. Nie narzekam, choć jak mawia mój Zawodowy Kolega: "Duża klatka, wielki format, wymaga dużo światła"
No, a wszyscy wiemy, że światło daje plastykę. I kółeczko się zamyka.

Do czego ja w sumie zmierzam...?

Ano tak sobie zacząłem myśleć, jak to ten czas fotograficzny przekłada się na mój czas biologiczny.
Zależność jest prosta...:)
Kiedy robię zdjęcia, kiedy trwa sesja - czas staje się relatywny.
Kiedy kadruje, czas staje w miejscu. Nie wiem dlaczego, ale ten moment należy do ulubionych, zaraz po odbieraniu filmów z wołania :)
Kiedy przygotowuje aparat, czas zaczyna przyspieszać.
Krótki moment, w którym nie widzę już modela, ale trzymam za wężyk wydaje się znowu wiecznością.
Potem kulminacja - 1/60 sekundy lub dłużej :)
Następny etap to kompletne spowolnienie reakcji mego ciała i mózgu... wyzwolona klatka powoduje, że na kilka sekund mózg odpoczywa od kadrowania, planowania i celebracja wyjęcia kasety i oznaczenia jej mile trwa i trwa, i trwa...

Potem całość zaczyna się od nowa. Nowe ujęcie.

Mój czasowstrzymywacz ma te właściwość, że wydaje dźwięki gdy pracuje na długim czasie. Mechaniczna migawka cudnie brzęczy, jak gruby trzmiel, gdy musi wyznaczyć czasy sekundowe. To miód na uszy. Sprawdźcie!

Polecam Wam zastanowienie się nad tym, jakiego czasu używacie. Zarówno w fotografii, jak i w życiu!!
Czasami warto pracować na czasach dłuższych. Można dostrzec więcej i więcej skorzystać z życia :)

mod. Zosia, makeup artist: Beata Fryz, styl. Aga Rosińska, asyst. Dariusz
KUMAKA Studio, październik 2009


2 komentarze:

zover pisze...

czas zatrzymany czas roztrwoniony czas odnaleziony, jestem za czasami poniżej 1/60 zdecydowanie, a zdjęcie - bajka, w znaczeniu jak najbardziej pozytywnym. portret z duszą (który zaprasza do lektury) to jest to, żeby ją wydobyć pewna teatralność bywa niezbędna czasami (jak wiadomo).

Rosomak pisze...

nooo.. zatrzymała mnie na chwilę ta fotografia. zaprowadziła w jakąś niepoznaną rzeczywistość, wymyśloną albo zbyt odległą żeby kiedykolwiek do niej dotrzeć.

ostatnio zastanawiałem się nad tym jak mało widzę kiedy nie patrzę na matówkę. mało bo zbyt dużo, zbyt szeroko i zbyt szybko. czas traci realność podczas kadrowania, kiedy wszystkie myśli polaryzują się w drodze do jednego celu: zobaczyć obraz ze swojej głowy na tej małej szybce. pęd do spełnienia fizycznego ma co nieco wspólnego, ale zostawia pustkę, podczas gdy wykonanie ujęcia daje suvenir, za pomocą którego, niby fetyszysta, mogę na nowo przeżywać tą wizję. Tak się, jak sobie wyobrażam, muszą czuć twórcy haiku ;) czas zatrzymuje się w obliczu absolutu.