czwartek, 10 września 2009

Podróże fotograficzne...


Mam czasami wrażenie, że podróże kształcą.
No wiem, wiem... przecież każdy wie, że one rzeczywiście kształcą.
Że coś nowego zawsze poszerza nasze horyzonty i teoretycznie - jesteśmy mądrzejsi...

Nie da się zaprzeczyć, że podróże fotograficzne należą też do kategorii dydaktycznych.


W dodatku podróże fotograficzne nie zmuszają nas do samodzielnego odbycia tychże :) Wystarczy kliknąć jakiś portal poświęcony podróżom i już mamy setki fotek z każdego zakątka świata. Dobrą metodą jest też wyposażenie siebie w katalogi biur podróży... tam to dopiero są zdjęcia poglądowe! Wszystko jest cudowne i od razu wiemy, że są zakątki świata stworzone wprost do fotografowania.

Jednak chcąc się przekonać czy faktycznie wystarczy tam nacisnąć spust migawki i wszystko jest cudownie kolorowe, musimy wybrać się sami.

Pakujemy więc nasz sprzęt, wsiadamy w coś tam co leci lub jedzie i docieramy.
W głowie mamy widoczki widziane wcześniej u innych fotografów, kolorowe katalogowe fotki oczywiście okazują się totalnym kłamstwem i ... No właśnie i stoimy przed dylematem. Co dalej?
Jak w ciągu kilku dni poznać miejsce na tyle, by pokazać je w fotografii i nie skończyć na kolejnych widokówkach...?
Czy da się to zrobić?

Ja upewniam się, że nie. Upewniam się za każdym razem gdy wracam w miejsca i krainy już sfotografowane i odkrywam je na nowo... i to, co już zrobiłem lat temu kilka wydaje mi się straszliwie powierzchowne, akademickie.
Jasne... te miejsca też się zmieniają i nasze postrzeganie ich się zmienia.
Ale czy jest jakiś klucz do oddania w fotografii miejsc, które odwiedzamy...?
Miejsc, w których jesteśmy jedynie gośćmi...?

Macie jakąś metodę? Skupiać się na ludziach, na plenerach, na reportażu...?

Czasami odwiedzam Toruń i za każdym razem mam olbrzymi problem z fotografowaniem tego miasta. Pamiętam je sprzed lat 10-15 i regularnie co parę lat tam bywam. Nadal nie zrobiłem żadnego dobrego zdjęcia Toruniowi.
Przepraszam! :(

Gyula Halász vel Brassai fotografujący nocny Paryż


Andre Kertesz, Chez Mondrian, Paris 1926


Joel Meyerowitz, Red Interior, Provincetown 1997



18 komentarzy:

Pawel Kosicki pisze...

Iczku, zapraszam cię na plener do Lizbony lub Wenecji ... Omówimy ten temat i na pewno przywieziemy kilka dobrych fotografii ...

krzychu pisze...

jak to masz w zwyczaju sam sobie odpowiadasz Piotrku:
Jasne... te miejsca też się zmieniają i nasze postrzeganie ich się zmienia
... tak to dokładnie jest. Dlatego nie ma klucza. Nie ma schematu, ani kamienia filozoficznego, który przemieni twoje pierwsze zdjęcie w nowym miejscu w genialny strzał. Z tego wynika, iż raz skupisz się na ludziach, innym razem na akcji fotoreportażu, a jeszcze innym razem na krajobrazie (zmiana w czasie miejsca). Za każdym razem będzie dobrze.

Pawel Kosicki pisze...

Pomysł na miejsce, na opowieść to jedna droga, druga to odkrywanie ... włóczenie się godzinami i chłonięcie miejsca. Iczka, dla Ciebie ta pierwsza droga.

pjolo pisze...

No wlasnie. Jan mieszkalem w Toruniu przez rok w 1998r. Byc moze z kilkuset zdjec, nie zrobilem zadnego wyjatkowego. Ale te ktore mam pokazuja miasto inne niz teraz. Dla mnie maja duza wartosc.
Ludzie i miejsca ktorych juz nie ma.

Kefas pisze...

Ciezko jest zmiezyc sie z nowym miejscem, które w swoim pieknie przepełnione jest bogatą kolorystyka, mnogoscią ciekawych sytuacji.Ważne jest aby nie popaść w ciąg fotografowania jak w letargu, aż w pewnym momencie zdamy sobie sprawe że nasze fotografie nic nie przedstawiająi sa straszne.

zover pisze...

to chyba nie będzie wielkim odkryciem, że kluczem jest światło, czyli pora dnia, pora roku i ogólnie rzecz ujmując pogoda, w naszej szerokości geograficznej światło letnie i wiosenne jest na ogół banalne (w miastach) - co innego jesień (wrzesień, październik), albo zima, ale ta styczniowo-lutowa, zupełnie inny rozkład światła, zwłaszcza w pełnym słońcu. A drugim kluczem, jest prosty fakt, że miejsca nie są sobie równe, pod względem klimatu, czyli również światła, i aranżacji. Więc można odbywać podróże, ale nigdy nie trafić albo do właściwych miejsc albo w odpowiedniej porze. Może Toruń zachwyca w listopadzie albo w maju, kto wie. Praga np zachwyciła mnie kiedyś w marcu.

Daniel pisze...

Moim zdaniem problemem jest to że zawyczaj mamy mało czasu na konkretne miejsce. Gdy sie spędzi w jednym mieście tydzien to pod koniec tego tygodnia już nie interesują nas rzeczy powierzchowne tylko ciekawi mieszkańcy, tzw "dziury" i "dziuple" coś o czym wiedzą tylko mieszkańcy. Weźmy takie Zakopane, tłumy, dolinki, góry i górale. No i miś. Mało kto wie że jest tu od zatrzęsienia warsztatów malarkich i rzeźbiarskich, kupa sypiących się drewnianych opuszczonych willi a twoim sąsiadem może okazać sie jakiś himalaista czy jakiś dawny sportowiec. Mam to na świerzo bo mieszkam w okolicy od 6 lat i dopiero teraz zaczynam dostrzegać naprawde ciekawe rzeczy. Po prostu trzeba sie wkręcić w środowisko, dlatego taki Kapuściński spał z czarnymi na poduszce z karaluchów i pił to ichniejsze piwo bananowe - żeby go jak najszybiej potraktowali jak swojego a nie turyste. Dzieki temu mógł zobaczyć coś wiecej, coś z ich punktu widzenia i w zakazanych strefach.
Jako poligon polecam Kube, piękny przykład co dla turystów a co dla bywalców a wszystko przedzielone murem.

iczek pisze...

Argument czasu byłby zapewne racjonalny gdyby jednak nie jedna rzecz... otóż żyję w Gdańsku ponad 30 lat i nadal nie zrobiłem dobrego zdjęcia tego miasta, a znam je na wylot :)
Więc casus czasu wydaje się mi niestety nie do końca słuszny, choć chyba nie przeszkadza.
A może to jednak kwestia złapania rytmu miejsca, złapania cienkiej nici klimatu... złapania tego czegoś co Woody Allen złapał w "Wicky, Cristina Barcelona"... jakiś ulotny eteryczny zapach..

Czasami można to zrobić w jeden wieczór, jeden dzień....

Może po prostu trzeba być dobrym fotografem..?:)

iczek pisze...

@Paweł - chętnie :):) Lisbona... Barcelona... robi się sezon na te miejsca....
Jesień.

Daniel pisze...

30 lat to szmat czasu może się Pan opatrzył tego miejsca z tąd ta trudność. Jest to w opozycji do tego co napisałem wcześniej, ale czasami tak jest. Codziennie rano człowiek zasuwa tymi samymi korytarzami i przestaje zauważać niektóre rzeczy za to kłują go w oczy inne. Już nie myśli się w kategoriach "ale ten pałac wypasiony" tylko "znowu obita ściana" a nie widzi się że np. w tym miejscu pasowała by jakaś sofa do posiadówy. Ktoś kto przychodzi niejako z zewnątrz najpierw ma okres zachłyśnięcia się i w ogóle nie widzi tej odrapanej ściany i zachwyca się miejscem, potem ten okrtes mija i nadal nie widząc tej ubitej ściany zwraca uwagę że "tu by się przydała taka sofa do posiadówy". To taka próba wyjaśnienia na przykładzie mojego podwórka. To taki dziwny efekt. Jakby najlepsze spojrzenie miały osoby przybywające które już spędziły trochę czasu ale jeszcze nie wieczność :). Może to się odnosi także do fotografii.

Yoonson pisze...

ano to trochę jak wyjść na scenę i po raz setny zagrać tern sam program... jednak bywają takie wierczory, że promienie energii rozchodzą się jak kręgi na wodzie. można być dobrym fotorafikiem, muzykiem czy aktorem - ale jeśli nie ma tej energii, o której piszę wyżej - można jedynie POPRAWNIE wykonać obraz, scenę czy frazę.
o!

Anonimowy pisze...

Święte słowa, muzy potrzeba, natchnienia po prostu, Andre Kretesz musiał mieć kiedy robił to zdjęcie powyżej. Te trzy zdjecia to cholernie ciekawe wycieczki, w przeciweństwie do podróży z Orbisem.
A tak normalnie to podróże - takie zwykłe - nie kształcą chyba aż tak bardzo? Czasem fotel w samochodzie albo autobusie odkształcą. Gdyby tak kształciły jak mówi porzekadło ludowe to japońscy turyści mogliby wykładać na akademiach;)

Tomasz P.

zover pisze...

czasami udaje się zrobić ciekawe zdjęcia z podróży. zapraszam. jeśli ktoś ma chwilę czasu.

zover pisze...

link w nicku.

Marcin pisze...

Dlatego nie jedzie się na zorganizowane wycieczki, jeżeli chcesz pofotografować. Nie ma na to czasu. Niech Pan już zrobi to zdjęcie bo jeszcze musimy jechać na obiad ...

Albo ile się namęczy człowiek, żeby zrobić zdjęcia bez ludzi w turystycznie obleganym miejscu...

Jak już to samemu, poza sezonem.

Anonimowy pisze...

@ZOVER "czasami udaje się zrobić ciekawe zdjęcia z podróży. zapraszam. jeśli ktoś ma chwilę czasu."
...no i miałem chwilę i nie przekonałeś mnie zover;) - nie dlatego żeby zdjęcia były nieciekawe - przeciwnie, są ZBYT CIEKAWE!Zbyt ciekawe, żeby można je było zrobić ot tak "w podróży". Ty po prostu sfotografowałeś okolice, w których "mieszkasz" a inaczej mówiąc: znasz dobrze te kąty". Czy będąc w Toruniu lub na wydmach w Łebie nie znalazłbyś tych kątów? Dodaję twoje "pocztówki z St Malo" do ulubionych.Muza ci sprzyjała.
Mam nadzieję, ze poręcze prowadzą nie tylko "do morza" ale też w drugą stronę, bo nie zbudowałem jeszcze sobie Nautiliusa -;)))) Pytanie na marginesie: ciekaw jestem jaki charakter miała twoja podróż ( w sensie czysto technicznym )

No ale do ulubionych dałem też kilka zdjęć iczka, któremu Toruń nie leży a w podróży mu zależy...Bo chyba nie ma jednego "klucza do oddania miejsc, które odwiedzamy". Toruń jest chyba trudnym tematem w czasie krótkich podróży, Toruń Podróżny ( Kraków Podróżny, Zakopane.. ) stroi miny , pozuje dla turystów, a czy może być coś gorszego dla dobrego portrecisty? ;))) ( przykadziłem, obraziłem, pomyliłem ? ) No weź takiemu miastu daj piórko do ręki i powiedz mu: patrz w lewo, głowa trochę wyżej.. A ono na to: idź na rynek, mury, baszta, muzykanci... Ty na to: paszoł won, ja chcę Torunia innego, bez piernika-kopernika, hę? A ono: na to jest za mało czasu .

Pozdro

Tomasz Pawłowski

iczek pisze...

@zover - bardzo najs... dzięki za zaproszenie :)

paweł starzec / 0 pisze...

Bardzo głęboki temat do przemyśleń. Sam kilkakrotnie miałem uczucie, zwłaszcza podczas podróży z gatunku tych niepowtarzalnych, że muszę fotografować jak najwięcej, wszystkiego dookoła. efekt, po wywołaniu kilku negatywów, był zawsze tak samo słaby. najlepszym przykładem czegoś takiego jest jak dla mnie Berlin, miasto w którym kierując się własnym poczuciem estetyki i tym co chcę fotografować byłbym skazany na robienie zdjęcia każdej ściany, bramy, uliczki.
z drugiej strony, w szerszym spojrzeniu, od jakiegoś czasu fotografuję wnętrza różnych pomieszczeń. niektóre znam od lat, miesięcy, spędzam tam kupę czasu. niektóre z kolei odwiedzam po raz pierwszy, i przebywam tam tyle ile zajmuje ustawienie ekspozycji na moim rozlatanym średnim formacie, do tego 1/125 sekundy i można iść. większość nie jest świetna, ale tych udało się naprawdę dobrze...