niedziela, 2 sierpnia 2009

Transfotografia wpada w trans...


Śledzę ten festiwal (!?) od samego początku. Tegoroczna edycja wydaje się jednak być wyraźną oznaką zmęczenia materiału, a może po prostu braku funduszy? Bo byłoby przerażające gdyby stan i kondycja tego festiwalu była efektem braku pomysłu na ówże!

Niestety wszystkie znaki na ulotce reklamującej tegoroczną edycję Transfotografii wskazują, że tak jest.
W sumie, to zacząłem sięgać do archiwalnych tekstów o festiwalu, aby się dowiedzieć o co w sumie chodzi z tą transfotografią...? Trans co?


Pierwsza edycja ( 2006) to była fotografia polska i francuska. Miała jasny przekaz:
[...]Transfotografia przypomina o związkach kulturalnych, które od zawsze istniały pomiędzy Francja i Polska. Angażując kawiarnie, galerie, opuszczone fabryki, jak również place, ogrody czy promenady dzięki festiwalowi Transfotografii sztuka wyjdzie bezpośrednio na spotkanie z widzem. Nowoczesne zbliżenie fotografii i panoramy aktualnej Europy, Transfotografia otwiera nowe spojrzenie na świat[...].

Potem (2007) zaczęły się już małe rozjeżdżanie się idei w kierunku czegoś bliżej nieokreślonego:
[...]Zgodnie z propozycja Krzysztofa Miekusa, tegorocznego Głównego Kuratora festiwalu, Transfotografia zgłębiać będzie ważny i aktualny temat – idee granic oraz przekraczania. Program, prezentujący współczesną twórczość fotograficzna, skupi się szczególnie na pracach fotografów z Francji, Polski i Szwajcarii[...].

Jak chwalili się później organizatorzy, oglądnęło ją ponad 300tys. widzów. Nie wiem wprawdzie jak oni to liczyli, bo festiwal zakłada umieszczanie zdjęć w przestrzeni użytkowej (puby, knajpy, restauracje) wiec policzenie odwiedzających jest nielogiczne. Chyba po prostu założyli ile statystycznie osób odwiedza średnio latem w Trójmieście wymienione knajpy i mamy widownie :)

Okey - jak widać granice zostały przekroczone między trzema Państwami.
Pamiętam tamta edycje dobrze, bo zdjęcia mi się nie podobały.

Potem przyszedł rok 2008, który mnie uradował z jednego powodu... :)
Zobaczyłem oryginalne odbitki Piotra Lindbergha w pięknym wnętrzu Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance i padłem pod ich wrażeniem. Bez żadnej ideologii o przekraczaniu barier, gość stwarza fotografię, która nie musi posiłkować się zapleczem kontekstowym i ideologicznym. Klasa sama dla siebie.
Tematyka się tez zmieniła na bardziej ludzką (fotografia a kino) i od razu pojawiły się zdjęcia "normalne". Tamta edycja naprawdę była ok. Może ja po prostu prosty chłopak jestem i wole jak zdjęcie samo gada, a nie gada za nie pięć kartek A4 ideowego wsparcia i wyjaśniania, co autor miał na myśli.

Przedwczorajszy wernisaż edycji 2009 przygniótł mnie.
Po pierwsze ilością osób na wernisażu. Było ledwie ze 30 osób :)
Zresztą zawsze tych samych :)
Nagłośnienie imprezy żadne praktycznie. W Gdańsku to nawet jednego plakatu nie widziałem!? Żadne głośne nazwisko fotograficzne się nie pojawiło więc i ludzie przyszło na nieznane.

Jaka idea w tym roku ma przyciągnąć widzów...?
Otóż po skoku w bok w kierunku kultury masowej i popularnej, jakim było zeszłoroczne "kino a fotografia", tegoroczna edycja wraca do "poważnych" tematów :)
Przekraczanie barier jest w tym roku osią kilku wystaw. mam jakoś wrażenie, że generalnie wystaw jest mniej.
Ale to mniejszy problem.
Większym jest jakość... :(

Otóż pierwsze trzy autorskie prezentacji zamontowane w CSW Łaźnia nie budzą żadnych emocji.
Może poza znanym i już przeze mnie opisywanym cyklem Oiko Petersena "Downtown". Można nie lubić tego pomysłu i takiego potraktowania bohaterów zdjęć, o czym co poniektórzy już pisali, ale jedno oddać trzeba tym zdjęciom w starciu z konkurencją na przeciwległej ścianie. Są one spójne w warstwie estetycznej, wizualnej i ideowej. Nawet technicznej.
Jak zasugerował stojący za moimi plecami Mój Partner Nieseksulany: "Weź nie patrz na te zdjęcia, tylko przeczytaj te dołączone kwestionariusze wypełnione ich ręką.!"

I to jest to.
Polecam Wam najpierw podejść na tyle blisko by nie widzieć fotografii i przeczytajcie te wpisy modeli. Rewelacja. Są 10 razy lepsze od fotografii!

Ale wracając do meritum.
Mam nieodparte wrażenie, że tak długo, jak organizatorzy nie określą jakiś jasnych, spójnych celów i dróg, którymi ma podążać Transfoto..., tak długo będzie to zupełnie oderwany od przeszłych edycji i kompletnie niespójny ideowo pokaz prac bliżej nieznanych autorów, których dobór pozostaje słodką tajemnicą gremium, które też pozostaje słodko niejawne.. :)

Nie widzę w tym całym festiwalu - zresztą dlaczego festiwalu!? - przemyślanej głębi. Ot, ktoś ma trochę kasy i zbudował coś, co z biegiem lat zaczęło się rozmywać. Idzie to siłą inercji i dzięki zaangażowaniu miast, które wspierają to chyba z rozpędu.
Ja, nie nie wiem już o co kaman....!?

A na koniec apel do organizatorów...
Tematyka przełamywania barier powinna być spójna nie tylko w warstwie obrazu i artyzmu!
Mój kolega jeżdżący na wózku inwalidzkim nie mógł zobaczyć wernisażu. Musiałby zostać przed Łaźnią, bo władze galerii nie przewidują możliwości uczestnictwa w swoich wystawach osób na wózkach. Do galerii nie sposób wjechać inwalidzie. A sama wystawa odbyła się na drugim piętrze, gdzie sam musiałem taszczyć wózek, bo windy w budynku nie ma ani nawet podjazdu do sieni.
Gratuluje takiego "przełamywania barier"
A to Polska właśnie! :)

PS
I żeby była jasność. Trzymam kciuki za ten festiwal, szczególnie w Gdańsku, gdzie życie fotograficzne nie istnieje. Władze miasta nie wiedzą nawet co to fotografia.... niestety.


2 komentarze:

filhalandilas pisze...

Eeee... to już? Rzeczywiście żadnego plakatu nie było.

karmazyniello pisze...

Nie byłem jeszcze na żadnym festiwalu fotografii, a moje miasto się przymierza do takowego właśnie w przyszłym roku. Jakim wartościom będzie służył ten festiwal, dla kogo (dla twórców, widzów czy władz miasta?) Wystarczy rzucić okiem na festiwale muzyczne lub filmowe, piętrzące się w kalendarzu przez wszystkie 4 pory roku:-D

Czyja to zasługa?
Oczywiście ludzi, którzy potrafią ze sobą rozmawiać tym samym językiem w każdym języku.
Częstochowa nie może przeliczać widzów na litry wypitego piwa - nie licząc okresu pielgrzymkowego. Jeśli nie wyznaczymy sobie wspólnego celu, idei, to skończymy nim jeszcze zaczniemy.

Pozdrawiam

Ps. Nie będę stał z boku.